Zamiast finału marzeń Brazylia – Hiszpania, mamy produkt zastępczy. I tak powinniśmy się cieszyć, bowiem Brazylijczycy fartem awansowali do finału.
Zaskakujący finał
Po rozgrywkach grupowych kibice na całym świecie ostrzyli sobie zęby na finał marzeń. Pomimo tego, że Puchar Konfederacji to nie Mundial, to jednak mecz o stawkę między Brazylią a znajdującą się w wysokiej formie Hiszpanią, działał na wyobraźnię każdego, kto chociaż trochę interesuje się futbolem. Wszystko jednak zepsuli Amerykanie. No może nie wszystko – bardzo pomogli im w tym Hiszpanie, niemiłosiernie pudłując w meczu półfinałowym. W światowej prasie po tym meczu pojawiły się identyczne tytuły, jak po meczu Mistrzostw Świata w 1950 r. USA – Anglia zakończonym absolutnie sensacyjnym zwycięstwem Amerykanów 1:0. „Cud na trawie”, „Koniec świata”. Piłkarski świat się nie skończył, a dla Amerykanów był to jednorazowy wyskok. Jak będzie tym razem? Zobaczymy, ale w latach 90. w Stanach Zjednoczonych powstał program selekcji i szkolenia piłkarzy pod kątem zwycięstwa w Mistrzostwach Świata w 2010 i jak na razie przynosi on całkiem niezłe efekty.
Po porażce Hiszpanów FIFA i sponsorzy już liczą straty, ponieważ finał Brazylia – USA nie cieszy się tak dużym zainteresowaniem, jak finał Brazylia – Hiszpania. Z jednej strony, szkoda, że nie obejrzymy dwóch najofensywniej grających zespołów na świecie, z drugiej jednak omawiany półfinał udowodnił, że piłki nożnej nadal nie da się usidlić. Nie zawsze wygrywają faworyci. Na szczęście.
Projekt 2010
Postawa „Jankesów” w tym turnieju jest zaskakująca. Nawet nie chodzi o to, że nikt nie przewidywał ich w finale. Ale o fakt, że Amerykanie zaczęli ten turniej fatalnie. Dwie porażki z Włochami i Brazylią, pokazały im miejsce w piłkarskiej hierarchii na świecie. Potem przyszło trochę zaskakujące zwycięstwo nad Egiptem i USA przypadkowo znalazły się w półfinale. Jednak przyjrzyjmy się faktom i odstawmy na bok wrażenia estetyczne. Firma Castrol, prowadzi dla FIFA dokładne statystyki każdego meczu. W dotychczasowych meczach dwaj Amerykańscy piłkarze są najefektywniejsi na swoich pozycjach. Piłkarzami tymi są: Michael Bradley oraz Clint Dempsay. Ten ostatni jest trzeci w ogólnej klasyfikacji na najefektywniejszego piłkarza turnieju. Poza tym Amerykanie okupują pierwsze trzy miejsca w klasyfikacjach na piłkarzy najwięcej biegających na boisku. Są także skuteczni. Drużynowo zajmują trzecie miejsce zarówno pod względem celności strzałów, jak i skuteczności. Z tych, jak i pozostałych statystyk wynika że Amerykanie mają drużynę opartą na sile fizycznej. Można powiedzieć że amerykańska siła pokonała hiszpańską finezję. Jak widać, statystycznie drużyna USA prezentuje się bardzo solidnie, ale czy to wystarczy na Brazylię? Na razie projekt na Mistrzostwa Świata 2010 robi systematyczne postępy.
Piłkarska legenda
U drugiego z finalistów nie trzeba przekopywać się przez statystyki, by poznać jego mocne strony. Nie trzeba ekspertów od taktyki, piłkarskich autorytetów czy dobrze poinformowanych dziennikarzy. Brazylia. W tym miejscu tak naprawdę można by przestać pisać. Ale takie powierzono mi zadanie. Po raz drugi piszę o Brazylii na tym turnieju i po raz drugi nie wiem, co napisać. Zanalizować ostatnie ofensywne akcje Brazylijczyków? Powodzenia. Może opisać jak padały bramki? Aha. Ciekawe, ile miejsca by to zajęło? Może kogoś zainteresowałoby ile celnych podań w turnieju miał Kaka i jaki to był procent wszystkich podań? W takim razie zapraszam na stronę Castrol Index. Taktyka? A kogo interesuje brazylijska taktyka? Brazylia. Ukochane dziecko światowej piłki. Nieśmiertelna legenda tego sportu. Drużyna, bez której nikt nie wyobraża sobie piłki nożnej. Leonidas, Pele, Garrincha, Zico, Socrates, Romario, Ronaldo, Rivaldo, Ronaldinho, Kaka. Czy jest ktoś, kto nie zna tych nazwisk? Jeśli tak – nie może nazywać samego siebie kibicem piłkarskim. Brazylia – synonim tego, co w piłce najpiękniejsze i najdoskonalsze. Piękne bramki, porywające akcje, wielkie gwiazdy. Brazylijczycy mówią, że oni piłki nie kopią, oni ją pieszczą. Ich nikt nie uczy uderzenia z prostego podbicia, nikt ich nie uczy, jak prawidłowo podawać. Nie szkolą się w najnowocześniejszych ośrodkach. Oni sami się tego uczą w favelach, na placach, na plażach i to nie tylko w Rio.










