Dania przegrała pierwszy mecz u u siebie w kwalifikacjach do MŚ od 1980 roku – zarazem pierwszy na nowym stadionie narodowym. Węgrzy tryumfowali 1:0.
Korespondencja z Parken, Kopenhaga
Po ciekawym spotkaniu Węgrzy pokazali przyszłym rywalom Danii na Mistrzostwach Świata, jak powstrzymać kadrę Martena Olsena. Jedyną bramkę spotkania zdobył Ákos Buzáky. – Pomimo przegranych eliminacji, ciągle żyjemy – powiedział dla iGol.pl Erwin Koeman.
W porównaniu z sobotnim meczem w wyjściowej jedenastce Duńczyków zabrakło Simona Kjæra (kontuzja) oraz Martina Jørgensen, do którego gry Martin Olsen miał już zastrzeżenia przeciwko Szwecji – zdjął go w przerwie tamtego meczu. Wśród Węgrów w kadrze zabrakło kapitana Zoltána Gery, natomiast na ławce usiadł rozgrywający Zenitu Sankt Petersburg, Szabolcs Huszti.
Pomimo straconych już szans na awans węgierscy kibice wykupili wszystkie bilety na Parken, by lojalnie do końca dopingować swoich ulubieńców. To jednak gospodarze bardziej ofensywnie zaczęli spotkanie. Już w 1. minucie sam na sam z Gáborem Babosem znalazł się Jon Dahl Tomasson, ale golkiper NEC Nijmegen wyszedł z tego obronną ręką, choć potłuczony. Chwilę później groźnie uderzali Jakob Poulsen oraz Thomas Enevoldsen. Przewaga Duńczyków się uwidoczniała, a ostrzał bramki gości trwał. Raz po raz piłka kotłowała się między nogami zawodników w węgierskim polu karnym.
W 27. minucie najlepszą niewykorzystaną okazję miał Nickolas Bendtner. Napastnik Arsenalu przyjął piłkę w polu karnym, stojąc tyłem do bramki przerzucił ją na drugą nogę i uderzył półwolejem. Na szczęście dla gości na posterunku był Babos.
„Niewykorzystane okazje się mszczą” – wytarte już piłkarskie porzekadło raz jeszcze okazało się mądrością. W 35. minucie odbita od duńskiego obrońcy piłka trafiła pod nogi Ákosa Buzáky, a ten silnym i precyzyjnym strzałem umieścił ją w krótkim rogu bramki Thomasa Sørensena. Gol wyraźnie wybił z rytmu gospodarzy, dodając animuszu gościom, którzy łatwiej zaczęli przedzierać się pod bramkę rywali. Za nią natomiast żywo dopingowali ich węgierscy fani.
Na zakończenie pierwszej połowy świetną indywidualną akcją popisał się Daniel Agger. Ale choć obrońca Liverpoolu odważnie wbiegł z piłką w pole karne, tuż przed oddaniem strzału został powstrzymany przez Węgrów.
Ten sam zawodnik stworzył pierwszą groźną akcję drugiej części spotkania. Po szarży środkiem boiska Agger silnie uderzył z 30 metrów, ale Babos sparował piłkę na rzut rożny. W szatni Duńczycy musieli zostać poinstruowani przez selekcjonera, aby częściej uderzali z dystansu. Po przerwie zdawali się zaniechać próby wejścia z futbolówką do bramki i brawurowo strzelali zza pola karnego.
W zasadzie Duńczycy ograniczyli się tylko do uderzeń z dystansu. Aż do 89. minuty nie potrafi stworzyć groźnej sytuacji w obrębie 16 metrów od węgierskiej bramki. Próbował reagować na to selekcjoner Olsen, wprowadzając dwie ofensywne zmiany. Ale to podopieczni Erwina Koemana nadal byli bliżsi zdobycia gola, kiedy po strzale piłka wylądowała na poprzeczce bramki Sørensena.









