Skauting piłkarzy w Polsce nie stoi na wysokim poziomie. Można rzec, że dopiero się powolutku rozwija, ale to tylko w niektórych klubach, bo gdzieniegdzie kierownictwo świadomie unika tego typu idei, woląc wysłuchiwać propozycji opowiadających bzdury agentów, ostatecznie ściągając do swojego zespołu szrot.
To w takim razie gdzie jest miejsce w naszym kraju na siatkę wyszukującą utalentowanych trenerów? Coś takiego nie istnieje. Sprawa zatrudnienia szkoleniowców w Polsce wygląda przykładowo tak:
Gabinet, a w nim dyrektor zarządzający i prezes. Pierwszy z nich podsuwa temu drugiemu na biurko stek kartek z biografiami kilkunastu trenerów ze znanymi nazwiskami i nie mających zatrudnienia. Jak to powiadają: jeden z karuzeli wychodzi, drugi na nią wskakuje, a ta się dalej kręci. Wybierają kandydata na zasadzie dobrego CV, uzgadniają z nim warunki i ten zostaje po raz 50. w jednym sezonie szkoleniowcem kolejnego zespołu. Śmieszna, ale bolesna prawda.
Prezes warszawskiej Legii, Bogusław Leśnodorski, jeszcze przed zwolnieniem Henninga Berga mówił, że od roku obserwuje trenerów, którzy mogliby ewentualnie zająć miejsce na ławce trenerskiej stołecznego klubu. Nie mam pojęcia, ile w tym prawdy, ale jeśli rzeczywiście tak było, to prawdopodobnie on zapoczątkował w ekstraklasie pomysł wyszukiwania i dopasowywania szkoleniowca do drużyny. Ja będę drugi.
Najpierw wyjaśnię. Nie mam takich samych możliwości jak właściciele polskich zespołów, a moim jedynym narzędziem przy tworzeniu tego artykułu był tylko i wyłącznie internet. Z nikim się nie kontaktowałem, z nikim nie rozmawiałem — opinię na temat danej osoby wyciągnąłem ze zbioru liczb i opisów. Nie jestem w stanie zapewnić, że wyszukany przeze mnie trener zgodziłby się za jakiekolwiek pieniądze trafić do Polski. Nie wiem. Starałem się jednak, żeby nie były to osoby szerzej znane przeciętnemu kibicowi piłki nożnej. Poza jednym przypadkiem.
Aleksandar Janjic — Javor Ivanjica

Nie patrzę na niego przez pryzmat średniej liczby zdobytych punktów w sezonie, bo choć ona wynosi 1,43 i jest to niezły wynik, to bardziej zaciekawił mnie fakt, że prowadzi on klub, z którym awansował do najwyższej klasy rozgrywkowej w Serbii. Prościej: Javor Ivanjica jest beniaminkiem, a zajmuje wysoką, 7. lokatę w klasyfikacji. Prowadzony przez niego zespół nie zdobywa wielu goli, ale jednocześnie mało ich traci. 13 straconych bramek na 21 meczów, będąc przed sezonem skazywanym na spadek, pokazuje, ze Janjic wykonuje dobrą pracę. Nie dysponuje szeroką kadrą, w zespole nie ma ani jednego reprezentanta jakiegokolwiek kraju, a jednak coś w Serbii potrafi ugrać.
Jakob Michelsen — SonderjyskE













