Zagadkowe Węgry


„Bratankowie” chcą powtórzyć sukces sprzed czterech lat i ponownie zagrać na Euro

19 listopada 2019 Zagadkowe Węgry
pestisracok.hu

Reprezentacja Węgier była z pewnością jedną z największych sensacji ostatnich mistrzostw Europy we Francji. Teraz o powtórzenie tego sukcesu będzie znacznie trudniej podobnie jak z samym awansem na turniej. Kadra pod wodzą włoskiego szkoleniowca, Marco Rossiego, gra bowiem bardzo nierówno.


Udostępnij na Udostępnij na

Grupa F eliminacji do przyszłorocznych mistrzostw Europy dostarczy kibicom emocji do samego końca. Co prawda wiadomo już, że na turniej pojedzie Chorwacja, ale o drugie miejsce dające awans na upragnione zawody walczą jeszcze trzy reprezentacje – Węgry, Słowacja i Walia. Tak naprawdę najwięcej zależy od wyniku dzisiejszego pojedynku Walii z Węgrami. Zwycięzca meczu w Cardiff nie będzie musiał oglądać się na wynik spotkania Słowacji z Azerbejdżanem, lecz w przypadku remisu w stolicy Walii wszystko zależeć będzie właśnie od postawy Słowaków.

Spore zmiany

Reprezentacja Węgier najchętniej powtórzyłaby swój sukces sprzed prawie trzech i pół roku. Wówczas udało jej się awansować do 1/8 finału mistrzostw Europy, choć rywalizowała w mocnej grupie z Portugalią, Austrią oraz Islandią. Niespodziewany triumf nad Austriakami oraz remisy z Portugalią (późniejszym zwycięzcą turnieju) i Islandią (dotarła do ćwierćfinału) obiły się sporym echem w Europie, chociaż po wyjściu z grupy „Bratankowie” zostali rozbici przez Belgię 0:4.

Żaden węgierski fan futbolu nie miał jednak pretensji o porażkę z „Czerwonymi Diabłami”, stąd powróciła wśród nich moda na kibicowanie reprezentacji. Zacięta gra piłkarzy, świetna atmosfera stworzona przez węgierskich fanów w samej Francji, tysiące osób świętujących na ulicach Budapesztu remis z Portugalią czy gwałtowny wzrost sprzedaży… szarych dresowych spodni będących znakiem rozpoznawczym bramkarza Gabora Kiralya – do dzisiaj na Węgrzech z rozrzewnieniem wspomina się ten czas.

Parafrazując jednak znane powiedzenie, od tego czasu w Dunaju wiele wody upłynęło. Przede wszystkim tuż po Euro z gry dla reprezentacji zrezygnowały dwa filary jego defensywy, czyli dyrygujący grą obrony Kiraly oraz stoper Roland Juhasz. W kolejnych miesiącach z gry wyeliminowany został doświadczony pomocnik Zoltan Gera, pełniący w ofensywie funkcję podobną do tej będącej udziałem jego wspomnianych wyżej kolegów. Co prawda Kiralya w bramce zastąpił Peter Gulacsi z RB Lipsk, uważany przez niektórych za najlepszego bramkarza niemieckiej Bundesligi, ale na pozostałych pozycjach nie było już tak kolorowo.

Zawodnicy do dzisiaj stanowiący o sile reprezentacji Węgier dodatkowo spodziewali się, że po udanym turnieju otrzymają atrakcyjne propozycje gry w mocnych zachodnich ligach. Tak stało się jednak właściwie tylko w dwóch przypadkach. Adam Nagy przeniósł się więc z Ferencvarosu Budapeszt do włoskiej Bolonii, natomiast Adam Lang zamienił Videoton Szekesfehervar na francuskie Dijon FCO. Obaj przynajmniej na razie wielkiej kariery jednak nie zrobili, stąd pierwszy przeniósł się do występującego w angielskiej Championship Bristolu City, zaś drugi po krótkim epizodzie w rumuńskim CFR Cluj występuje obecnie w cypryjskiej Omonii Nikozja.

Pozostali zawodnicy nie kryli jednak swojego rozczarowania klubową sytuacją. Balazs Dzsudzsak od trzech lat rozmienia karierę na drobne w Zjednoczonych Emiratach Arabskich (w zeszłym roku przez ponad dwa i pół miesiąca nie mógł znaleźć nowego klubu), Gergo Lovrencsics jest kapitanem Ferencvarosu, obrońca Barnabas Bese terminuje w drugoligowym francuskim Le Havre, natomiast Tamasowi Kadarowi przestało podobać się w Dynamie Kijów. Trudno zauważyć również progres w karierze napastnika Adama Szalaia, który dopiero w tym roku wyrwał się z roli wiecznego rezerwowego Bundesligi, wracając po sześciu latach przerwy do FSV Mainz 05.

Z woli narodu

Zmiany nie ominęły także trenerskiej ławki. Niemiecki szkoleniowiec Bernd Storck rok po sukcesie we Francji musiał przełknąć jedno z największych upokorzeń w europejskim futbolu, bo trudno inaczej nazwać przegraną z kadrą Andory. Co ciekawe, Węgierski Związek Piłki Nożnej (MLSZ) nie przyjął wówczas jego rezygnacji, zwalniając go dopiero cztery miesiące później. Tymczasowy selekcjoner Zoltan Szelesi przejął więc na dwa mecze niemal całkowicie rozbitą drużynę, stąd zostanie zapamiętany głównie z powodu wyjazdowej porażki w towarzyskim spotkaniu z Luksemburgiem.

Storck w wywiadach udzielanych węgierskim mediom pod koniec swojej pracy nie ukrywał, że mimo kilku lat spędzonych w tym kraju czuje się osamotniony. Pod tym pojęciem rozumiał zarówno brak wsparcia ze strony zespołu, jak i kibiców oraz samej federacji nie zawsze stojącej za nim murem. Jeszcze gorzej było jednak w przypadku jego następcy, Georgesa Leekensa. Legenda belgijskiej myśli szkoleniowej była krytykowana jeszcze przed swoim debiutem, stąd jej przygoda z węgierską reprezentacją skończyła się w czerwcu ubiegłego roku na czterech (trzy przegrane i jeden remis) meczach towarzyskich. Złośliwi twierdzą zresztą, że Leekens został zwolniony w wywiadzie telewizyjnym udzielonym przez pomocnika Akosa Eleka, który wprost poinformował o braku nici porozumienia pomiędzy drużyną a szkoleniowcem.

Odbudowa węgierskiego futbolu jest oczkiem w głowie węgierskiego premiera Viktora Orbana, stąd federacją kieruje jego bliski przyjaciel, Sandor Csanyi. Nic więc dziwnego, że sytuacja wokół tamtejszej piłki wpływa na wizerunek rządzących, dlatego trzeba było szybko ugasić pożar wywołany zatrudnieniem Belga. Wybór mógł być w tym przypadku tylko jeden, bo „głos ludu” jednoznacznie wskazywał na Marco Rossiego.

Włoski szkoleniowiec w 2012 roku przyjeżdżał na Węgry jako były trener włoskich klubów z niższych klas rozgrywkowych, obejmując dysponujący przeciętnym składem Honved Budapeszt. W pierwszym sezonie swojej pracy stanął wraz ze swoją drużyną na najniższym stopniu podium, lecz w kolejnym zespół z dzielnicy Kispest znalazł się w środku stawki. Po rezygnacji Rossiego Honved grał jednak jeszcze gorzej, stąd już w lutym 2015 roku ponownie zasiadł on na jego ławce trenerskiej. Zwieńczeniem drugiej przygody Włocha ze stołecznym klubem był mistrzowski tytuł w 2017 roku, gdy Honved, dysponując skromnymi środkami, przegonił ligowych potentatów w postaci Ferencvarosu i Videotonu.

Niespodziewanie w dniu świętowania mistrzostwa Rossi ogłosił jednak, że odchodzi z klubu z powodu odmiennej od właściciela klubu wizji rozwoju drużyny. Włoski trener nie ukrywał swojego przywiązania do Węgier, stąd już dwa tygodnie później objął posadę szkoleniowca w DAC 1904 Dunajska Streda, czyli klubie mniejszości węgierskiej na Słowacji. Rossi przy pełnym poparciu kibiców w lipcu ubiegłego roku został więc ostatecznie selekcjonerem Węgier.

W kratkę

Z pewnością szacunek wśród węgierskich kibiców wzbudzają deklaracje Włocha. Rossi tuż po objęciu posady selekcjonera zapowiedział rozpoczęcie nauki języka węgierskiego, natomiast teraz regularnie śpiewa węgierski hymn. To nie piękne gesty, ale wyniki będą jednak ostatecznie rozliczane przez skądinąd bardzo wybrednych „Bratanków”.

Na razie trudno zarzucić Węgrom, że w większości spotkań nie dają z siebie pełnego zaangażowania. Pod tym względem zespół Rossiego przypomina najlepsze czasy Storcka, a do krótkiej kadencji Leekensa nie ma nawet porównania. Pod względem czysto piłkarskim nie jest już równie dobrze, szczególnie biorąc pod uwagę grę obronną. Węgrzy nadal potrafią całkiem skutecznie bronić się całą drużyną, lecz problem pojawia się, gdy linia defensywna nie może liczyć na wsparcie pomocników. Było to najlepiej widać podczas październikowego spotkania wyjazdowego z Chorwacją, gdy o dotkliwej porażce 0:3 zadecydowały indywidualne błędy defensorów spotęgowane dodatkowo nie najlepszą komunikacją pomiędzy nimi.

Nie zawsze na wysokości zadania staje Gulacsi. Bramkarz RB Lipsk zbiera bardzo dobre recenzje za swoje występy klubowe, jednak w samej reprezentacji zdarzają mu się bardzo poważne kiksy. Rozegrany w ubiegły piątek mecz towarzyski z Urugwajem zakończył się co prawda przegraną Węgrów 1:2, ale broniący w nim Denes Dibusz z Ferencvarosu został wybrany przez kibiców piłkarzem meczu. Właśnie z powodu jego ostatniej wysokiej formy (także klubowej) wielu kibiców widziałoby właśnie jego w bramce swojej reprezentacji. W przypadku obrońców o alternatywę już zdecydowanie trudniej, ponieważ nawet beznadziejnie grający Kadar (tragiczny występ w Chorwacji) czy Botond Barath ze Sporting Kansas City mają silniejszą pozycję w drużynie niż zmiennicy występujący w słabej węgierskiej lidze. Z pewnością sytuacja wyglądałaby jeszcze gorzej, gdyby przed rokiem do gry dla Węgier nie przekonano Williego Orbana z RB Lipsk.

Z powodu swojego defensywnego stylu Węgrzy nie tworzą zbyt wielu okazji podbramkowych. Tym samym wiele zależy od ich skuteczności, a także wsparcia dla występującego na szpicy Szalaia. Pod tym względem nie zawsze odpowiednio funkcjonują skrzydła, na których najczęściej występują Dzsudzsak i Dominik Nagy z Legii Warszawa. W ciągu ostatniego roku więcej bramek od nich zdobył Orban, który jako stoper strzelił już trzy razy. Z pewnością węgierscy fani liczą na coraz lepszą grę Dominika Szoboszlaia z Red Bull Salzburg, uważanego przez wielu za jeden z największych obecnie talentów całej europejskiej piłki. 19-latek we wrześniowym meczu ze Słowacją udowodnił, że jego rzutów wolnych powinna bać się każda drużyna.

Osłabieni

Selekcjoner Węgrów na co dzień nie ma więc łatwego zadania w kontekście wyboru podstawowej jedenastki. Jak dotąd nie miał jednak jeszcze aż tak trudnej sytuacji jak przed decydującym o awansie meczu z Walią. Ogółem nie może on skorzystać z trzech zawodników, którzy od przynajmniej roku stanowią trzon budowanej przez niego drużyny.

Rossi przy ustalaniu składu nie może więc brać pod uwagę Orbana, Kadara, Mihalya Korhuta i Zsolta Kalmara. Stoper Lipska z powodu operacji nie zagra do końca roku, Kalmar złamał kostkę w trakcie meczu z Urugwajem, natomiast Kadar i Korhut przekroczyli limit żółtych kartek. Biorąc pod uwagę ostatnie występy Kadara, trudno mówić o poważnej stracie (może go z powodzeniem zastąpić Barath), natomiast schody zaczynają się już w przypadku zastąpienia Orbana i Korhuta.

Najprawdopodobniej zamiast tego pierwszego wystąpi Lang, natomiast jedynym nominalnym lewym obrońcą mogącym zająć pozycję drugiego z nich jest Zsolt Nagy z Puskas Akademii. 26-latek na swoim koncie ma jednak zaledwie 15-minutowy występ w reprezentacji podczas meczu z Urugwajem. Z powodu jego praktycznie zerowego doświadczenia w kadrze narodowej nie można wykluczyć, że na lewą obronę przesunięty zostanie Bese, czyli nominalny prawy defensor.

Wiele będzie więc zależeć nie tylko od postawy Węgier, lecz w dużej mierze od aktualnej formy Walii. Wiosną Węgrzy potrafili wykorzystać słabą formę Chorwatów, dlatego liczą na kolejny łut szczęścia. Wiadomo jednak na pewno, że bez względu na wynik dzisiejszego meczu zespół „Bratanków” dalej będzie prowadził Rossi.

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze
Newsletter piłkarski