Zabójcza końcówka Wigan!


W pierwszym niedzielnym meczu 35. kolejki angielskiej ekstraklasy po fatalnej grze „Kanonierzy” ostatecznie przegrali z „The Latics” 2:3 i starcili jakąkolwiek szansę na końcowy sukces. Arsenal nie potrafił wykorzystać potknięcia Chelsea.


Udostępnij na Udostępnij na

Menadżer Arsenalu doszedł do wniosku, że dzisiejszy mecz będzie przyjemnym spacerkiem. Tak wywnioskowałem ze składu, który został desygnowany na dzisiejszy mecz od pierwszej minuty. W bramce mieliśmy polski akcent, pełen wymiar czasowy rozegrał Fabiański. Dodatkowo środek obrony stworzyli Campbell z Silvestrem, a przed nimi zagrał młodziutki Eastmond. Dodatkowej motywacji niż przegrana „The Blues” Arsenal nie potrzebował.

Początek spotkania był dosyć wyrównany, żadna z drużyn nie stworzyła dogodnej okazji. Cały ciężar gry spoczywał w środku pola, oczywiście walki nie zabrakło. W 41. minucie po piłkę cofnął się Bendtner. Po chwili cudownym, prostopadłym podaniem obsłużył Walcotta, który bezproblemowo umieścił piłkę w siatce. Arsenal  już wtedy złapał wiatr w żagle i grał swoje na połowie przeciwnika. Do przerwy już nic więcej się nie zdarzyło.

Zaraz po wznowieniu gry, w 48. minucie, wynik na 2:0 ustalił Silvestre. Po precyzyjnym dośrodkowaniu Nasriego to właśnie obrońca „The Gunners” wyskoczył najwyżej. Po strzelonym golu zdarzył się cud. Arsenal zasnął, dosłownie i w przenośni. Wigan, niesione fenomenalnym dopingiem swoich kibiców, z minuty na minutę grało lepiej, składniej i bardziej ofensywnie. Na dziesięć minut przed końcem, po stracie przez Rosickiego, piłkę przejął gracz gospodarzy, popędził z nią wszerz boiska i podał do Mosesa. Ten ze skrzydła precyzyjnie podał do wbiegającego Watsona. Płaski strzał z 11. metra był nie do obrony. Wigan złapało kontakt. Gracze gości nie wyciągnęli konsekwencji ze straconej bramki. Dalej grali niedokładnie, nie potrafili utrzymać się przy piłce, a większość pojedynków siłowych przegrywali z kretesem. Na minutkę przed upływem 90. minuty spotkania, po kilku szarżach Wigan, sędzia przyznał gospodarzom rzut rożny. Łukasz Fabiański pewnie wyskoczył do piłki, ale, spadając na ziemię, upuścił futbolówkę… Ta trafiła na głowę Titusa Bramble i przekroczyła linię bramkową. Powtórki potwierdziły, że golkiper nie był faulowany, a piłka przed wybiciem z bramki przekroczyła linię. Gdy DW Stadium szalało z radości, Charles N’Zogbia postanowił dać fanom jeszcze jeden powód do szczęścia. Piłka po uderzeniu z 20. metra, odbiła się jeszcze od słupka i zatrzepotała w bramce Polaka, który nawet nie zareagował.

Czym byłaby piłka nożna bez niespodzianek tego typu? Te trzy punkty są niewątpliwie na wagę złota. „The Latics” oddaliło się od strefy spadkowej. Natomiast złe decyzje personalne zadecydowały o porażce „Kanonierów”. Arsene Wenger i jego podopieczni są już pewni ostatniego miejsca na ligowym podium. Powiem więcej, z taką grą Arsenal nie zasłużył na miano trzeciej drużyny rozgrywek… C’est la vie!

Komentarze
~9g6 (gość) - 13 lat temu

Fabiański, ehh...

Odpowiedz
~ja100 (gość) - 13 lat temu

Bardzo dobrze że przegrali ten wenger wiedział że
arsenal ma szansę na mistrzostwo to sobie
wprowadził połowę składu B jak by był liderem
angielskiej ligi i miał przewagę 10 pkt nad drugim
zespołem w tabeli a tu upsss zapomniał że sa 3 w
tabeli pajac francuski zachował się jak polscy
szkoleniowcy bardzo dobrze mu że przegrali to mu da
troche do myślenia (Nigdy nie dziel skóry na żywym
niedźwiedziu)

Odpowiedz
~kozakando (gość) - 13 lat temu

Arsenal bez Cesca nie istnieje dostają trójeczkę
od Wigan ech co się dzieje z tym klubem

Odpowiedz
Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze