Ostatnio głośno jest o Major League Soccer, czyli piłkarskiej lidze w Stanach Zjednoczonych. Zachwyca jej poziom i atrakcyjność spotkań. Nie wielu wie, że dla rozwoju piłki nożnej w tym kraju wiele zrobili emigranci z Europy, także Polacy.
Wśród nich byli tacy, którzy grali nawet w reprezentacji Stanów Zjednoczonych. Najsłynniejszy to bez wątpienia Adam Wolanin, który przed II wojną światową, grał w Pogoni Lwów, a potem w wieloletniej tułaczce wylądował w Chicago. Tam kontynuował przygodę z futbolem i z reprezentacją Stanów Zjednoczonych wystąpił w 1950 roku w finałach mistrzostw świata w Brazylii. Jankesi na tej imprezie odnieśli sensacyjne zwycięstwo nad Anglią, ale przybysz z Polski w tym meczu nie wystąpił. Zagrał natomiast przeciw Hiszpanii.

Stefan Szefer grał zarówno w reprezentacji Polski, jak i USA. Najpierw w latach 1966-1967 jako zawodnik ŁKS Łódź trzykrotnie zagrał dla biało-czerwonych, a w 1973 roku trzy razy reprezentował Stany Zjednoczone i na dodatek dwa z tych meczów rozegrał przeciw biało-czerwonym. Jerzy Panek, zwany w Stanach Jerrym, w naszym kraju nie był zbyt znanym piłkarzem, grał w drugoligowej Lechii Gdańsk, a potem bronił barw Stanów Zjednoczonych właśnie u boku Szafera. Gdy Janusz Kowalik w 1967 roku wyemigrował do Stanów, miał na koncie sześć gier w reprezentacji Polski jako zawodnik Cracovii. Za Atlantykiem już rok później, grając w Chicago Mustangs, został królem strzelców ligi amerykańskiej. Potem osiadł w Holandii, ale Amerykanie o nim nie zapomnieli i gdy w maju 1976 roku organizowali wielki turniej z okazji 200 rocznicy uzyskania niepodległości, zaprosili do swojej reprezentacji – obok Brazylijczyka Pelego, Anglika Boby’ego Moore’a, Włocha Giorgio Chinaglii i Peruwiańczyka Ramona Mifflina.
Wiele lat później o wiele większą karierę zrobił za oceanem Janusz Michalik, syn reprezentanta Polski Krystiana. Wychowanek Gwardii Warszawa wyjechał z rodzicami za ocean jako nastolatek, a dla reprezentacji USA zagrał 44 mecze. Niewiele brakowało, aby znalazł się w ekipie na finały mistrzostw świata, które w 1994 roku organizowano właśnie w Stanach Zjednoczonych. Może ktoś jednak odnalazł, że Michalik wcześniej występował w reprezentacji Polski juniorów i byłaby z tego powodu grubsza afera, bo ówczesne przepisy FIFA na to nie zezwalały. Inny nasz eksreprezentant juniorów w piłce nożnej Sebastian Janikowski, też syn byłego piłkarza Henryka, po emigracji do USA zmienił dyscyplinę i został kopaczem futbolu amerykańskiego.

Przez wiele lat wyjeżdżali za ocean nasi piłkarze, aby kontynuować karierę w drużynach polonijnych. Musieli tam pracować, a w wolnych chwilach kopali piłkę. Nawet ci najwięksi z Ernestem Pohlem i Januszem Żmijewskim na czele. Łatwiej było tym, kyótxy trafili do klubów zawodowych grających w North American Soccer League. W następnej dekadzie trafiły już tam gwiazdy naszej reprezentacji: Władysław Żmuda i skrzydłowy Stanisław Terlecki. Zresztą ten ostatni wiele lat spędził w Stanach Zjednoczonych i grał jeszcze w kilku innych klubach. Przez NASL przewinęło się wielu znanych polskich zawodników. Kazimierz Frąckiewicz i Norbert Pogrzeba. Grali w St. Louis Stars, Antoni Trzaskowski w Rochster Lancers, Mirosław Chodakowski i Franciszek Smuda w Hartford Bicentennials, Robert Gadocha w Chicago Stings oraz Kazimierz Deyna w San Diego Sockers.











