W ubiegłym tygodniu ciężko było usiąść do prasówki bez strzelenia sobie sety. Przecież polska piłka niczym nie różni się od filmów Barei – absurd goni absurd…
Teraz to już nie ma sensu płakać – trzeba się śmiać! Mleko się wylało, cały dom zalany. Mamy teraz rozpaczliwie wyżymać dywan? Brać wiadra i ratować sytuację? A gdzie tam! Zdejmijmy gatki, zróbmy kąpiel! To będzie szampańska zabawa. To będzie niezapomniany bal na Titanicu.

Inauguracyjny mecz Euro 2012. Reprezentacja Polski vel reprezentacja reszty świata zaczyna swoje show. To nie będzie dobry dzień na nerwowe obgryzanie paznokci, łapanie się za głowę, branie proszków na uspokojenie. Już sobie to wyobrażam – otwieram piwko, drugie, ósme, tu jakieś żarciki, tu jakieś dziewczynki. Siedzimy, chichramy się, gdzieś nieopodal jakiemuś Izraelczykowi odskakuje piłka (bynajmniej nie reprezentantowi Izraela – reprezentacja Izraela przecież się NIE ZAKWALIFIKUJE na Euro, prawda?).
I później – kiedy już wyłączę telewizor, odprowadzę ludzi do wyjścia, oddam w urynie ostatnie promile alkoholu… nastanie pustka. Pustka, bo REPREZENTACJA POLSKI, rozgrywała mecz MISTRZOSTW EUROPY organizowanych w POLSCE, a jakoś nikt się specjalnie tym nie przejął. Nawet tradycyjny balon nie pękł, bo wcale nie był napompowany. Po prostu – pierwszy gwizdek, przerwa, ostatni gwizdek. Zwykły mecz.
Boję się. Jako kibic reprezentacji Polski (jeszcze). Boję się kaca moralnego.
Do rzeczy. Początkowo media grzmiały, że Melikson zostanie powołany do reprezentacji Polski. Że co?! Reprezentacja Izraela dwoma poprzednimi meczami niemal zamknęła sobie furtkę do mistrzostw Europy. To i Maor „kto da więcej?!” Melikson rzecze: „Ja wysiadam!”. Na kalkulacje się mu zebrało. Polska oferuje większe perspektywy, bo ma zapewniony udział w Euro, a nie oszukujmy się – dla 27-latka z takim potencjałem duża impreza to ostatni gwizdek do jeszcze większego transferu.
No i dobra. W pomocy Melikson, na skrzydle Obraniak, tyły osłoni Polanski, w ostatniej linii Perquis i Boenisch. Albo Dudu! Wszak nie od dziś wiadomo, że nie mamy zbyt dużego wyboru na lewej stronie obrony (czemu, do cholery, nikt nie powoła Tomka Lisowskiego?!), a Dudu do gry chętny… No i OK, mamy niezłą pakę. Wygrywamy dwa mecze, trzeci przegrywamy. Jest awans. Ale co z tego? Nie czuję tej kadry. To nie są moi reprezentanci. Oni nie reprezentują Polski. Oni reprezentują kasę. Gdzieś w tym zgiełku, ciągłej gonitwie o wynik, wszyscy zatracili jakąkolwiek moralność, sens, meritum.
A tak w ogóle to Melikson jeszcze nie wie, co wybrać. Może Izrael, może Polska. Totalna degrengolada. Nasi ojcowie zachwycali się Deyną w pierwszej kolejności dlatego, że był nasz, w drugiej, że był dobry. Teraz jest na odwrót. Wszyscy wokół zachwycają się reprezentantami, bo są dobrzy (choć to kwestia mocno dyskusyjna), a nie nasi.











