Fot. Wspólnie fotografujący się Irlandczycy i Włosi na terenie poznańskiej strefy kibica
Od zakończenia mistrzostw Europy w piłce nożnej mężczyzn minęło już kilka dni. To dobry czas, by spokojnie, na chłodno skomentować to, co działo się w Polsce i na Ukrainie. Turniej wygrali Hiszpanie. Przez wiele lat motto ich kibiców brzmiało: „Gramy jak nigdy, przegrywamy jak zawsze”. Jak się okazuje, powiedzenie to można zastosować do czempionatu Starego Kontynentu. W jego przypadku powinno jednak brzmieć: „Zagraliśmy jak zawsze, wygraliśmy jak zawsze”.
Mistrzostwa Europy w piłce nożnej w Polsce i na Ukrainie były jak sen, naprawdę piękny sen. Chciałoby się, by trwał i trwał, lecz ten musiał się kiedyś skończyć, co nastąpiło 1 lipca. W przeciwieństwie jednak do zwykłego snu towarzyszącego nam co noc ten nie uległ zapomnieniu. Mało tego, pozostanie nie tylko w naszej pamięci na długie, długie lata. Mimo że nasze marzenia niemal w stu procentach zostały zrealizowane, w beczce miodu znajduje się jednak łyżka dziegciu. Warto zatem na chłodno zastanowić się i skomentować wszystkie te wydarzenia.
Negatywy
Reprezentacja Polski, krótko mówiąc, zawiodła (fot. Grzegorz Rutkowski / iGol.pl)
Pierwszym poważnym minusem, przez który Euro 2012 negatywnie zapisze się w naszej pamięci, jest postawa naszej reprezentacji. Ze wszystkich trenerów, którzy prowadzili swoje reprezentacje na Euro, Franciszek Smuda miał najwięcej czasu na przygotowanie zespołu do turnieju. Jak mu to wyszło? Tak naprawdę rewelacyjnie, ale pod warunkiem że weźmiemy pod uwagę pierwsze pół godziny każdego spotkania. Potem, kolokwialnie mówiąc, nasi po prostu puchli, oddając rywalom pole do popisu. Polacy nie grali źle, ale jednak odpadli zasłużenie. To, co zostało po ich występie, można nazwać jednym wielkim wstydem. Szczerze mówiąc, sztuką było, grając u siebie, mając za sobą tak ogromną rzeszę tak wspaniałych kibiców, nie wyjść z najłatwiejszej grupy, jaką można było sobie wyobrazić. Była szansa na historyczny sukces, a nastąpiła historyczna porażka. Dla pocieszenia można powiedzieć, że nie jesteśmy pierwszymi gospodarzami, którzy odpadli na tym etapie turnieju. Dołączyliśmy do grona, w którym już znalazły się Belgia, Szwajcaria, Austria oraz Ukraina.
Niezbyt chlubnie w historii mistrzostw Europy zapiszą się również niektóre zachowania kibiców. Mile nie będziemy wspominać spięć pomiędzy kibicami Polski i Rosji. Spotkaniom tych dwóch krajów zawsze towarzyszy wiele podtekstów i zaszłości historycznych. Nie bez wpływu jest również to, co się wydarzyło ponad dwa lata temu pod Smoleńskiem. Podczas czempionatu doszło do sytuacji, której zdecydowanie można było uniknąć. Tymczasem policja ujęła ponad 200 osób, z czego ogromną większość stanowili mieszkańcy kraju gospodarza. Poza tym mało pozytywnie w Euro 2012 zapisali się sympatycy futbolu z Chorwacji. Nie dość, że to oni rzucali na boiska race, z których powodu przerywano mecze, to jeszcze doszło między nimi do bójek. Ciekawe jest to, że nie wynikały one z nadmiernego spożycia alkoholu czy środków odrzucających, a z sympatii do różnych klubów piłkarskich.
Polscy kibice stanęli na wysokości zadania (fot. Grzegorz Rutkowski / iGol.pl)
Bardzo smutnym wydarzeniem, do którego doszło w Polsce podczas Euro 2012, była śmierć Jamesa Nolana. 21-letni Irlandczyk miał przed sobą całe życie. Przyjazd nad Wisłę był spełnieniem jego marzeń. Był zaledwie dzieciakiem, kiedy reprezentacja jego ojczyzny uczestniczyła w poprzednim wielkim turnieju – mistrzostwach świata w Korei Południowej i Japonii. Tegoroczny czempionat Starego Kontynentu był zapewne pierwszym w jego życiu, w którym realnie uczestniczył. Piękny początek miał jednak tragiczny koniec i do ojczyzny wróciło tylko jego ciało. Możemy się jednak cieszyć, iż prawdopodobnie nie wynikało to z winy Polaków, a gość z Zielonej Wyspy przesadził z ilością wypitego piwa i pod wpływem alkoholu wpadł do Brdy, w której się utopił.
Pozytywy
Z Euro 2012 związane było kilka negatywów, które są niejako plamą na białej tkaninie stanowiącej obraz turnieju w oczach większości jego obserwatorów. Czy pamiętamy mistrzostwa świata w piłce nożnej z 2006 roku organizowane w Niemczech? Można sobie wyobrazić, jakie obawy towarzyszyły każdemu, kto się tam wtedy wybierał. Nikt nie miał wątpliwości, że turniej pod względem organizacyjnym przygotowany będzie perfekcyjnie. Gorzej było jednak z ewentualnym przyjęciem przez miejscową ludność. W myślach większości gości Niemcy jawili się jako naród ludzi wojowniczo nastawionych i nienawistnych. Wyobrażano sobie, że za każdym Niemcem stoi nazista gotowy do pociągnięcia za spust do każdego nieodpowiadającego definicji Aryjczyka. Mundial jednak pokazał zgoła inne oblicze naszych zachodnich sąsiadów.
Wspólnie fotografujący się Irlandczycy i Włosi na terenie poznańskiej strefy kibica (fot. Łukasz Koszewski / iGol.pl)
Szansą na podobną odmianę wizerunku było Euro 2012 dla Polski. Jak to wyszło? Można przypomnieć opinie gości z Irlandii na temat Polski zbierane przeze mnie na terenie Bydgoszczy i Poznania. Przyjezdni z Zielonej Wyspy na pytanie: „How do you like Poland? How do you like Bydgoszcz?” w każdym przypadku odpowiadali: „Fantastic”, „Brilliant”, „I love it”. Kiedy przybysze z różnych krajów słyszeli nazwę Polskę, na mapie szukali jej na Syberii, Dalekim Wschodzie, a nawet w Afryce. Bali się tego, co zobaczą, do momentu opuszczenia samolotu. A wtedy? Wtedy zaczął się zachwyt. Szkoda, że trzeba było aż Euro 2012, by Europa dostrzegła, jak pięknym krajem jest Polska. Chyba nikt nie może nie być oczarowany pięknem Mazur czy tak wspaniałych miast, nie tylko tych, w których gościło Euro, jak: Warszawa, Kraków, Wrocław, Poznań, Gdańsk, Bydgoszcz czy Toruń. Przyjezdni zachwyceni byli nie tylko pięknem nadwiślańskiego kraju, ale również mieszkających tam ludzi. Chyba nie było nikogo wśród tych, którzy przyjechali w czerwcu do Polski, kto nie byłby oczarowany tym, jak mili, serdeczni i przyjacielscy są mieszkańcy naszego kraju. Mieliśmy znakomitą okazję udowodnić naszym gościom, czym naprawdę jest prawdziwa polska gościnność, i wywiązaliśmy się z zadania w stu procentach. Dzięki temu mało jest już ludzi w Europie, w których oczach nie umarły stereotypy Polaka pijaka i Polaka złodzieja.
Wszyscy obawiali się poziomu organizacji Euro 2012. Mówiono, żeby chociaż reprezentacja dopisała, bo pod względem organizacji turniej ten będzie jedną wielką klapą. Nie było dróg, autostrad, dużej części infrastruktury. Czy to jakoś przeszkodziło w organizacji? Absolutnie nie. Pierwszą rzeczą, która na przyjezdnych robiła wrażenie, było piękno kraju, drugą serdeczność ludzi, trzecią przepiękne stadiony, a czwartą to, co zostało przygotowane dla przyjezdnych. Wystarczyło przejść się do fanzony w Gdańsku, Poznaniu, Warszawie czy Wrocławiu, by poczuć, czym tak naprawdę jest Euro 2012. Nikt nikomu nie dokuczał ani nie dawał do zrozumienia, że z powodów religijnych i rasowych jest kimś gorszym. Dużo dobrego działo się też dzięki obecności policji i ostremu rygorowi zaprowadzonemu w strefach kibica. Warto powiedzieć, że każdy chuligański wybryk z miejsca karany był trzymiesięcznym aresztem. Może i brakowało nam argumentów do perfekcyjnego zorganizowani mistrzostw, ale zdecydowanie nadrobiliśmy to naszą ambicją w dążeniu do celu, naszą konsekwencją, a przede wszystkim naszą polskością. W każdej fanzonie panowała wspaniała atmosfera. Ta była dziełem nie tylko Polaków, ale przede wszystkim Irlandczyków, o których już wielokrotnie pisaliśmy na łamach iGola. Piłkarscy fani z Zielonej Wyspy przez cały turniej stanowili wzór dla innych sympatyków futbolu z całej Europy. Przez cały turniej, niezależnie od tego, czy ich pupilom szło czy nie, oni się cieszyli, radowali, śpiewali, po prostu bawili. I w tym byli mistrzami. Gdyby te mistrzostwa nie były w piłce nożnej, a w kibicowaniu, nie mieliby sobie równych.
Już za dwa lata polscy kibice będą mogli się wykazać podczas mistrzostw świata w siatkówce mężczyzn (fot. Łukasz Koszewski / iGol.pl)
Nasza reprezentacja się nie spisała, ale z poziomu sportowego nie mamy prawa być niezadowoleni. Euro 2012 nie pobiło rekordu strzelonych bramek. Padło ich 76, czyli o jedną mniej niż przed czterema i ośmioma laty. Dużo zabrakło nam do Euro 2000, na którym piłkarze piłkę w siatce rywali umieszczali aż 85 razy. Możemy jednak być dumni, ponieważ w naszym turnieju niemal brakowało słabych drużyn. Tak naprawdę, poza Polską, Irlandią i co było gigantycznym zaskoczeniem, Holandią, większość drużyn prezentowała porównywalny poziom i niemal każdy zestaw par awansujących do ćwierćfinału w każdej grupie był równie prawdopodobny. Szwecja, która przegrała w swojej grupie pierwsze dwa mecze, z równym powodzeniem mogłaby zagrać w fazie pucharowej co Anglia i Francji. Jakkolwiek by patrzeć, podopieczni Erica Hamrena prezentowali porywający futbol. To właśnie Szwedzi uczestniczyli w najlepszych meczach mistrzostw: z Ukrainą i Anglią, a do zwycięstwa zabrakło po prostu szczęścia. Niemcy odnieśli trzy zwycięstwa w grupie, a równie dobrze ich spotkania z Danią czy Portugalią mogły zakończyć się remisami lub nawet porażkami „Die Nationalelf”. Nawet mistrzowska Hiszpania mogła odpaść po fazie grupowej, gdyż niezgorzej prezentowali się Chorwaci, o Włochach nie wspominając. Na 31 meczów niecała połowa zakończyła się zwycięstwem do zera. Dopiero w spotkaniu oznaczonym numerem 28 padł pierwszy bezbramkowy remis. Takim rezultatem zakończyły się zaledwie dwa spotkania. W szesnastozespołowych mistrzostwach tak świetny wynik osiągnięty został tylko raz – przed czterema laty w Austrii i Szwajcarii remisami 0:0 kończyły się mecze: grupowy Francji z Rumunią oraz ćwierćfinał Chorwacji z Turcją. W przypadku turnieju w Polsce i na Ukrainie bezbramkowe konfrontacje wcale nie były nudne. Włosi z Anglikami oraz Hiszpanie z Portugalczykami zażarcie walczyli o każdą piłkę i gdyby nie żelazna dyscyplina taktyczna, i w tych spotkaniach padłyby gole.
Każdy wielki turniej musi również zostać zwieńczony w równie wielki sposób. A tym był właśnie finał Euro 2012. Wynik 4:0 dla Hiszpanów nie jest odzwierciedleniem tego, co działo się na boisku. Spotkały się dwie równorzędne drużyny grające wspaniały futbol. Włosi nie przegrali dlatego, że byli zdecydowanie słabsi. Oni nie rozegrali złego meczu. Przegrali dlatego, że Hiszpanie mieli coś, czego piłkarzom z Półwyspu Apenińskiego zabrakło – mieli szczęście i potrafili wykorzystać błędy przeciwnika. „La Furia Roja” udowodniła, że wciąż jest wielka. Włosi natomiast pokazali, że są prawie wielce, a dzięki długiej, ciężkiej i wytężonej pracy za dwa lata w Brazylii mogą nawet zdetronizować graczy Vicente del Bosque.
Podsumowanie
Przed Euro 2012 mieliśmy sporo obaw, jak uda nam się przeprowadzić turniej oraz czy w ogóle uda się go nam zorganizować. Polacy, jak to Polacy, lubią narzekać i doszukiwać się dziury w całym. Również i my mieliśmy wątpliwości, jak to wyjdzie, o czym pisaliśmy w tekstach pod szyldem „Eurowiocha”. Nawiążmy tutaj do wspomnianego we wstępie powiedzenia kibiców reprezentacji Hiszpanii. Ta zawsze grała piękny futbol, ale nie przekładało się to na wyniki. Jej sympatycy zwykli mawiać: „Gramy jak nigdy, przegrywamy jak zawsze.” Biorąc pod uwagę to, co Hiszpanie pokazali przez cały turniej, poza finałem oczywiście, można to sparafrazować na: „Gramy jak każdy, wygrywamy jak zawsze”. Czy powiedzenie to można odnieść do Polski na Euro 2012? Można. Polska jednak nie zagrała jak nigdy. Zagrała jak zawsze. Mało tego, wygrała jak zawsze. Powiedzmy sobie szczerze, Euro 2012 nie jest pierwszym turniejem znakomicie zorganizowanych w naszym kraju. Czterokrotnie nad Wisłą odbywał się turniej Final Four Ligi Mistrzów siatkarzy. W 2002 jego gospodarzem było Opole, a w latach: 2008, 2010 i 2012 Atlas Arena w Łodzi. Trzykrotnie Polska była gospodarzem turnieju finałowego siatkarskiej Ligi Światowej. W 2001 i 2007 odbywał się on w położonej w Katowicach hali Spodek, a przed rokiem gościła go położona na granicy Gdańska i Sopotu Ergo Arena. Przed trzema laty między 25 września i 4 października odbyły się u nas w mistrzostwa Europy siatkarek. Nieco wcześniej, bo od 7 do 20 września, Polska gościła mistrzostwa Europy koszykarzy. Z organizacji każdego z wyżej wymienionych turniejów nasza ojczyzna wywiązywała się wzorowo. Nigdy jednak nie spotkaliśmy się z tak ogromnym wyzwaniem jak mistrzostwa Europy w piłce nożnej mężczyzn. Przez polską przekorę nie tego spodziewaliśmy się po Euro 2012, a wyszło, jak wyszło, czyli znakomicie. Powiedzmy sobie szczerze: wraz z Ukrainą zorganizowaliśmy najlepszy piłkarski czempionat Starego Kontynentu w historii. A to jeszcze nie koniec. Za dwa lata właśnie u nas, w Bydgoszczy, Gdańsku, Katowicach, Krakowie, Łodzi i we Wrocławiu, odbędą się mistrzostwa świata siatkarzy. Z czystym sumieniem już możemy powiedzieć, że to będzie najlepszy mundial w tej dyscyplinie sportu. O to postarają się nie tylko organizatorzy i wolontariusze, ale przede wszystkim nasi kibice, którzy są najlepsi na świecie. Można tylko żałować, że zabraknie tam Irlandczyków.
Od zakończenia mistrzostw Europy w piłce nożnej mężczyzn minęło już kilka dni. To dobry czas, by spokojnie, na chłodno skomentować to, co działo się w Polsce i na Ukrainie. Turniej wygrali Hiszpanie. Przez wiele lat motto ich kibiców brzmiało: „Gramy jak nigdy, przegrywamy jak zawsze”. Jak się okazuje, powiedzenie to można zastosować do czempionatu Starego Kontynentu. W jego przypadku powinno jednak brzmieć: „Zagraliśmy jak zawsze, wygraliśmy jak zawsze”.
Mistrzostwa Europy w piłce nożnej w Polsce i na Ukrainie były jak sen, naprawdę piękny sen. Chciałoby się, by trwał i trwał, lecz ten musiał się kiedyś skończyć, co nastąpiło 1 lipca. W przeciwieństwie jednak do zwykłego snu towarzyszącego nam co noc ten nie uległ zapomnieniu. Mało tego, pozostanie nie tylko w naszej pamięci na długie, długie lata. Mimo że nasze marzenia niemal w stu procentach zostały zrealizowane, w beczce miodu znajduje się jednak łyżka dziegciu. Warto zatem na chłodno zastanowić się i skomentować wszystkie te wydarzenia.
Negatywy
Reprezentacja Polski, krótko mówiąc, zawiodła (fot. Grzegorz Rutkowski / iGol.pl)
Pierwszym poważnym minusem, przez który Euro 2012 negatywnie zapisze się w naszej pamięci, jest postawa naszej reprezentacji. Ze wszystkich trenerów, którzy prowadzili swoje reprezentacje na Euro, Franciszek Smuda miał najwięcej czasu na przygotowanie zespołu do turnieju. Jak mu to wyszło? Tak naprawdę rewelacyjnie, ale pod warunkiem że weźmiemy pod uwagę pierwsze pół godziny każdego spotkania. Potem, kolokwialnie mówiąc, nasi po prostu puchli, oddając rywalom pole do popisu. Polacy nie grali źle, ale jednak odpadli zasłużenie. To, co zostało po ich występie, można nazwać jednym wielkim wstydem. Szczerze mówiąc, sztuką było, grając u siebie, mając za sobą tak ogromną rzeszę tak wspaniałych kibiców, nie wyjść z najłatwiejszej grupy, jaką można było sobie wyobrazić. Była szansa na historyczny sukces, a nastąpiła historyczna porażka. Dla pocieszenia można powiedzieć, że nie jesteśmy pierwszymi gospodarzami, którzy odpadli na tym etapie turnieju. Dołączyliśmy do grona, w którym już znalazły się Belgia, Szwajcaria, Austria oraz Ukraina.
Niezbyt chlubnie w historii mistrzostw Europy zapiszą się również niektóre zachowania kibiców. Mile nie będziemy wspominać spięć pomiędzy kibicami Polski i Rosji. Spotkaniom tych dwóch krajów zawsze towarzyszy wiele podtekstów i zaszłości historycznych. Nie bez wpływu jest również to, co się wydarzyło ponad dwa lata temu pod Smoleńskiem. Podczas czempionatu doszło do sytuacji, której zdecydowanie można było uniknąć. Tymczasem policja ujęła ponad 200 osób, z czego ogromną większość stanowili mieszkańcy kraju gospodarza. Poza tym mało pozytywnie w Euro 2012 zapisali się sympatycy futbolu z Chorwacji. Nie dość, że to oni rzucali na boiska race, z których powodu przerywano mecze, to jeszcze doszło między nimi do bójek. Ciekawe jest to, że nie wynikały one z nadmiernego spożycia alkoholu czy środków odrzucających, a z sympatii do różnych klubów piłkarskich.
Polscy kibice stanęli na wysokości zadania (fot. Grzegorz Rutkowski / iGol.pl)
Bardzo smutnym wydarzeniem, do którego doszło w Polsce podczas Euro 2012, była śmierć Jamesa Nolana. 21-letni Irlandczyk miał przed sobą całe życie. Przyjazd nad Wisłę był spełnieniem jego marzeń. Był zaledwie dzieciakiem, kiedy reprezentacja jego ojczyzny uczestniczyła w poprzednim wielkim turnieju – mistrzostwach świata w Korei Południowej i Japonii. Tegoroczny czempionat Starego Kontynentu był zapewne pierwszym w jego życiu, w którym realnie uczestniczył. Piękny początek miał jednak tragiczny koniec i do ojczyzny wróciło tylko jego ciało. Możemy się jednak cieszyć, iż prawdopodobnie nie wynikało to z winy Polaków, a gość z Zielonej Wyspy przesadził z ilością wypitego piwa i pod wpływem alkoholu wpadł do Brdy, w której się utopił.
Pozytywy
Z Euro 2012 związane było kilka negatywów, które są niejako plamą na białej tkaninie stanowiącej obraz turnieju w oczach większości jego obserwatorów. Czy pamiętamy mistrzostwa świata w piłce nożnej z 2006 roku organizowane w Niemczech? Można sobie wyobrazić, jakie obawy towarzyszyły każdemu, kto się tam wtedy wybierał. Nikt nie miał wątpliwości, że turniej pod względem organizacyjnym przygotowany będzie perfekcyjnie. Gorzej było jednak z ewentualnym przyjęciem przez miejscową ludność. W myślach większości gości Niemcy jawili się jako naród ludzi wojowniczo nastawionych i nienawistnych. Wyobrażano sobie, że za każdym Niemcem stoi nazista gotowy do pociągnięcia za spust do każdego nieodpowiadającego definicji Aryjczyka. Mundial jednak pokazał zgoła inne oblicze naszych zachodnich sąsiadów.
Wspólnie fotografujący się Irlandczycy i Włosi na terenie poznańskiej strefy kibica (fot. Łukasz Koszewski / iGol.pl)
Szansą na podobną odmianę wizerunku było Euro 2012 dla Polski. Jak to wyszło? Można przypomnieć opinie gości z Irlandii na temat Polski zbierane przeze mnie na terenie Bydgoszczy i Poznania. Przyjezdni z Zielonej Wyspy na pytanie: „How do you like Poland? How do you like Bydgoszcz?” w każdym przypadku odpowiadali: „Fantastic”, „Brilliant”, „I love it”. Kiedy przybysze z różnych krajów słyszeli nazwę Polskę, na mapie szukali jej na Syberii, Dalekim Wschodzie, a nawet w Afryce. Bali się tego, co zobaczą, do momentu opuszczenia samolotu. A wtedy? Wtedy zaczął się zachwyt. Szkoda, że trzeba było aż Euro 2012, by Europa dostrzegła, jak pięknym krajem jest Polska. Chyba nikt nie może nie być oczarowany pięknem Mazur czy tak wspaniałych miast, nie tylko tych, w których gościło Euro, jak: Warszawa, Kraków, Wrocław, Poznań, Gdańsk, Bydgoszcz czy Toruń. Przyjezdni zachwyceni byli nie tylko pięknem nadwiślańskiego kraju, ale również mieszkających tam ludzi. Chyba nie było nikogo wśród tych, którzy przyjechali w czerwcu do Polski, kto nie byłby oczarowany tym, jak mili, serdeczni i przyjacielscy są mieszkańcy naszego kraju. Mieliśmy znakomitą okazję udowodnić naszym gościom, czym naprawdę jest prawdziwa polska gościnność, i wywiązaliśmy się z zadania w stu procentach. Dzięki temu mało jest już ludzi w Europie, w których oczach nie umarły stereotypy Polaka pijaka i Polaka złodzieja.
Wszyscy obawiali się poziomu organizacji Euro 2012. Mówiono, żeby chociaż reprezentacja dopisała, bo pod względem organizacji turniej ten będzie jedną wielką klapą. Nie było dróg, autostrad, dużej części infrastruktury. Czy to jakoś przeszkodziło w organizacji? Absolutnie nie. Pierwszą rzeczą, która na przyjezdnych robiła wrażenie, było piękno kraju, drugą serdeczność ludzi, trzecią przepiękne stadiony, a czwartą to, co zostało przygotowane dla przyjezdnych. Wystarczyło przejść się do fanzony w Gdańsku, Poznaniu, Warszawie czy Wrocławiu, by poczuć, czym tak naprawdę jest Euro 2012. Nikt nikomu nie dokuczał ani nie dawał do zrozumienia, że z powodów religijnych i rasowych jest kimś gorszym. Dużo dobrego działo się też dzięki obecności policji i ostremu rygorowi zaprowadzonemu w strefach kibica. Warto powiedzieć, że każdy chuligański wybryk z miejsca karany był trzymiesięcznym aresztem. Może i brakowało nam argumentów do perfekcyjnego zorganizowani mistrzostw, ale zdecydowanie nadrobiliśmy to naszą ambicją w dążeniu do celu, naszą konsekwencją, a przede wszystkim naszą polskością. W każdej fanzonie panowała wspaniała atmosfera. Ta była dziełem nie tylko Polaków, ale przede wszystkim Irlandczyków, o których już wielokrotnie pisaliśmy na łamach iGola. Piłkarscy fani z Zielonej Wyspy przez cały turniej stanowili wzór dla innych sympatyków futbolu z całej Europy. Przez cały turniej, niezależnie od tego, czy ich pupilom szło czy nie, oni się cieszyli, radowali, śpiewali, po prostu bawili. I w tym byli mistrzami. Gdyby te mistrzostwa nie były w piłce nożnej, a w kibicowaniu, nie mieliby sobie równych.
Już za dwa lata polscy kibice będą mogli się wykazać podczas mistrzostw świata w siatkówce mężczyzn (fot. Łukasz Koszewski / iGol.pl)
Nasza reprezentacja się nie spisała, ale z poziomu sportowego nie mamy prawa być niezadowoleni. Euro 2012 nie pobiło rekordu strzelonych bramek. Padło ich 76, czyli o jedną mniej niż przed czterema i ośmioma laty. Dużo zabrakło nam do Euro 2000, na którym piłkarze piłkę w siatce rywali umieszczali aż 85 razy. Możemy jednak być dumni, ponieważ w naszym turnieju niemal brakowało słabych drużyn. Tak naprawdę, poza Polską, Irlandią i co było gigantycznym zaskoczeniem, Holandią, większość drużyn prezentowała porównywalny poziom i niemal każdy zestaw par awansujących do ćwierćfinału w każdej grupie był równie prawdopodobny. Szwecja, która przegrała w swojej grupie pierwsze dwa mecze, z równym powodzeniem mogłaby zagrać w fazie pucharowej co Anglia i Francji. Jakkolwiek by patrzeć, podopieczni Erica Hamrena prezentowali porywający futbol. To właśnie Szwedzi uczestniczyli w najlepszych meczach mistrzostw: z Ukrainą i Anglią, a do zwycięstwa zabrakło po prostu szczęścia. Niemcy odnieśli trzy zwycięstwa w grupie, a równie dobrze ich spotkania z Danią czy Portugalią mogły zakończyć się remisami lub nawet porażkami „Die Nationalelf”. Nawet mistrzowska Hiszpania mogła odpaść po fazie grupowej, gdyż niezgorzej prezentowali się Chorwaci, o Włochach nie wspominając. Na 31 meczów niecała połowa zakończyła się zwycięstwem do zera. Dopiero w spotkaniu oznaczonym numerem 28 padł pierwszy bezbramkowy remis. Takim rezultatem zakończyły się zaledwie dwa spotkania. W szesnastozespołowych mistrzostwach tak świetny wynik osiągnięty został tylko raz – przed czterema laty w Austrii i Szwajcarii remisami 0:0 kończyły się mecze: grupowy Francji z Rumunią oraz ćwierćfinał Chorwacji z Turcją. W przypadku turnieju w Polsce i na Ukrainie bezbramkowe konfrontacje wcale nie były nudne. Włosi z Anglikami oraz Hiszpanie z Portugalczykami zażarcie walczyli o każdą piłkę i gdyby nie żelazna dyscyplina taktyczna, i w tych spotkaniach padłyby gole.
Każdy wielki turniej musi również zostać zwieńczony w równie wielki sposób. A tym był właśnie finał Euro 2012. Wynik 4:0 dla Hiszpanów nie jest odzwierciedleniem tego, co działo się na boisku. Spotkały się dwie równorzędne drużyny grające wspaniały futbol. Włosi nie przegrali dlatego, że byli zdecydowanie słabsi. Oni nie rozegrali złego meczu. Przegrali dlatego, że Hiszpanie mieli coś, czego piłkarzom z Półwyspu Apenińskiego zabrakło – mieli szczęście i potrafili wykorzystać błędy przeciwnika. „La Furia Roja” udowodniła, że wciąż jest wielka. Włosi natomiast pokazali, że są prawie wielce, a dzięki długiej, ciężkiej i wytężonej pracy za dwa lata w Brazylii mogą nawet zdetronizować graczy Vicente del Bosque.
Podsumowanie
Przed Euro 2012 mieliśmy sporo obaw, jak uda nam się przeprowadzić turniej oraz czy w ogóle uda się go nam zorganizować. Polacy, jak to Polacy, lubią narzekać i doszukiwać się dziury w całym. Również i my mieliśmy wątpliwości, jak to wyjdzie, o czym pisaliśmy w tekstach pod szyldem „Eurowiocha”. Nawiążmy tutaj do wspomnianego we wstępie powiedzenia kibiców reprezentacji Hiszpanii. Ta zawsze grała piękny futbol, ale nie przekładało się to na wyniki. Jej sympatycy zwykli mawiać: „Gramy jak nigdy, przegrywamy jak zawsze.” Biorąc pod uwagę to, co Hiszpanie pokazali przez cały turniej, poza finałem oczywiście, można to sparafrazować na: „Gramy jak każdy, wygrywamy jak zawsze”. Czy powiedzenie to można odnieść do Polski na Euro 2012? Można. Polska jednak nie zagrała jak nigdy. Zagrała jak zawsze. Mało tego, wygrała jak zawsze. Powiedzmy sobie szczerze, Euro 2012 nie jest pierwszym turniejem znakomicie zorganizowanych w naszym kraju. Czterokrotnie nad Wisłą odbywał się turniej Final Four Ligi Mistrzów siatkarzy. W 2002 jego gospodarzem było Opole, a w latach: 2008, 2010 i 2012 Atlas Arena w Łodzi. Trzykrotnie Polska była gospodarzem turnieju finałowego siatkarskiej Ligi Światowej. W 2001 i 2007 odbywał się on w położonej w Katowicach hali Spodek, a przed rokiem gościła go położona na granicy Gdańska i Sopotu Ergo Arena. Przed trzema laty między 25 września i 4 października odbyły się u nas w mistrzostwa Europy siatkarek. Nieco wcześniej, bo od 7 do 20 września, Polska gościła mistrzostwa Europy koszykarzy. Z organizacji każdego z wyżej wymienionych turniejów nasza ojczyzna wywiązywała się wzorowo. Nigdy jednak nie spotkaliśmy się z tak ogromnym wyzwaniem jak mistrzostwa Europy w piłce nożnej mężczyzn. Przez polską przekorę nie tego spodziewaliśmy się po Euro 2012, a wyszło, jak wyszło, czyli znakomicie. Powiedzmy sobie szczerze: wraz z Ukrainą zorganizowaliśmy najlepszy piłkarski czempionat Starego Kontynentu w historii. A to jeszcze nie koniec. Za dwa lata właśnie u nas, w Bydgoszczy, Gdańsku, Katowicach, Krakowie, Łodzi i we Wrocławiu, odbędą się mistrzostwa świata siatkarzy. Z czystym sumieniem już możemy powiedzieć, że to będzie najlepszy mundial w tej dyscyplinie sportu. O to postarają się nie tylko organizatorzy i wolontariusze, ale przede wszystkim nasi kibice, którzy są najlepsi na świecie. Można tylko żałować, że zabraknie tam Irlandczyków.
Komentarze1
~2
~Euro 2008
„przed czterema laty w Austrii i Szwajcarii remisami
0:0 kończyły się mecze: grupowy Francji z Rumunią
oraz ćwierćfinał Chorwacji z Turcją.”
a ja myślę (i myślę, że nawet statystyki i
Wikipedia tak myślą), że podczas Euro 2008 Turcja
z Chorwacją zremisowała jednak 1:1, a Włosi z
Hiszpanią 0:0 w 1/4 ;)