Rozgrywki piłkarskiej Ekstraklasy już za nami. W tym roku do ostatnich sekund rozstrzygały się losy zespołów, które zagrają w europejskich pucharach, a także tych, które zostaną zdegradowane. Choć mistrzowski tytuł w teorii wciąż mógł trafić do Krakowa, to tak naprawdę wszystko stało się jasne w 29. kolejce. Zarówno o mistrzostwie Polski, jak i o tym, kto zagra w nowym sezonie w I lidze, paradoksalnie zadecydowała Cracovia!
„Pasy” pomogły zaprzyjaźnionemu Lechowi i Arce
Choć zapewne nieświadomie, to jednak tak się stało. Drużyna Oresta Lenczyka zadecydowała o bardzo ważnych dla losów Ekstraklasy wydarzeniach. Wszystko zaczęło się niepozornie w 29. serii spotkań. Zawodnicy broniącego się przed spadkiem zespołu podejmowali na Suchych Stawach w Krakowie wciąż aktualnego wtedy mistrza Polski – Wisłę Kraków. Cracovia wiedziała, by utrzymać się w elicie, musi ważne derbowe starcie co najmniej zremisować.

Od początku spotkanie było wyrównane. Jak można było się spodziewać, w meczu o tak dużym ciężarze gatunkowym, w pierwszej połowie brakowało sytuacji podbramkowych. Choć to wiślacy jako pierwsi trafili do siatki (Arkadiusz Głowacki w 40. minucie), to gola nie uznał arbiter, dopatrując się przewinienia Marcelo na Łukaszu Merdzie. W drugiej odsłonie, tak szczęśliwie dla gospodarzy już nie było. Najpierw „Pasy” w 77. minucie ostrzegł Issa Ba, który z dwóch metrów trafił jedynie w poprzeczkę. Co się odwlecze, to nie uciecze… Niespełna 180 sekund później, lobując Merdę, do siatki trafił Rafał Boguski. I właśnie wtedy wszystko układało się dla Wisły jak we śnie, a dla Lecha fatalnie (w tym samym czasie zaledwie remisował 1:1 w Chorzowie z Ruchem). Niezadowolona była wtedy sama Cracovia, która wobec takiego wyniku, o życie grałaby w ostatniej kolejce.
Nastała jednak końcówka spotkania i doliczony czas gry. Wystarczyły wtedy zaledwie dwie minuty, by sytuacja na górze i dole tabeli diametralnie się zmieniła. Rzut wolny rozpaczy dla Cracovii wykonywał Aleksandru Suworow. Pomocnik „Pasów” zacentrował idealnie… na głowę Mariusz Jopa. W sobie tylko znany sposób idealnie wygoloną głową, obrońca Wisły w fenomenalnym stylu przelobował własnego bramkarza! W tym samym czasie do siatki chorzowian trafił Kriwec i liderem był Lech. „Kolejorz” mógłby zapomnieć o przewodnictwie w tabeli (mimo że wygrał z Ruchem), gdyby Cracovia nie zdołała wyrównać. Dzięki temu Lech od mistrzostwa był nawet bliżej, niż o krok, a „Pasy” zapewniły sobie utrzymanie. Jak się później okazało, pomocy Cracovii ciąg dalszy nastąpił w kolejce numer 30.
Cracovia zbawieniem dla Arki













