„Ziemia Obiecana” Reymonta jest jedną z tych pozycji w polskiej literaturze, które przeczytać po prostu wypada. Jaki związek ma książka opowiadająca o realiach XIX-wiecznej Łodzi z piłką nożną? Okazuje się, że spory.
Ale po kolei.
Ostatnie zamieszanie z Meliksonem uświadomiło mi, że Franciszek Smuda jest w stanie zrobić wszystko, dosłownie wszystko, by wyjść z grupy na Euro 2012. Odnoszę nieodparte wrażenie, że gdyby do osiągnięcia celu potrzebował dajmy na to piętnastu zawodników, którzy z Polską mają niewiele wspólnego, to on by tych piętnastu zawodników powołał. Mało tego, gdyby były problemy z wyrobieniem (nazywajmy rzeczy po imieniu, bo to nie nadanie, nie przyznanie, tylko właśnie wyrobienie) dla nich paszportu, to Smuda rozbiłby przed Pałacem Prezydenckim namiot i siedziałby w nim do czasu, aż prezydent Komorowski by taki paszport wyrobił. Coś jak z obroną krzyża, tylko wersja light.

Co jeszcze jest w stanie zrobić Smuda? Otóż szanowny Pan Franciszek jest gotów poświęcić nawet swoją charyzmę. Tak, wiem, że sporo osób już o tym zapomniało, ale Smuda był trenerem charyzmatycznym. Był człowiekiem bezkompromisowym, konsekwentnym. Prostym, ale z zasadami.
Teraz tego nie ma. Obsesja kurczowego trzymania się posady selekcjonera przesłoniła mu rzeczywistość. Sprawiła, że zatracił kontakt z samym sobą. Kto wie, może gdzieś wewnątrz toczy się walka dawnego „Franza” z nowym „Franzem”. Może gdzieś tam głęboko w głowie jakiś głos podpowiada selekcjonerowi: Franiu, nie tędy droga. Jesteś niekonsekwentny. Nie to obiecywałeś ludziom, nie tak miała wyglądać ta kadra. Powiedz stop, jeszcze nie jest za późno.
Popatrzmy tak na spokojnie. Miało być ofensywnie, miało być „pyk-pyk-pyk”. Nie ma. Miało nie być farbowanych lisów, są. Miał trener jeździć po świecie, oglądać wszystkich, którzy się wyróżniają. Nie jeździ. Bo niech mi ktoś powie, że jeździ. Kiedy był ostatnio w Turcji? Poza wakacjami w Hiszpanii to z wycieczkami Smudy jest słabo. Podpowiadam, że na Półwyspie Iberyjskim nie gra żaden Polak.
O słynnych już farbowanych lisach pisać mi się nie chce. Jestem już tym zmęczony. Wiem tylko, że na Euro 2012 na boisku może pojawić się aż czterech naturalizowanych piłkarzy. Nie biorę pod uwagę Matuszczyka, bo to zupełnie inny przypadek niż Perquis, Boenisch, Polanski i Obraniak. Szczerze mówiąc, to „Błaszczykowskie” z reklamy Biedronki wzbudzają we mnie większą sympatię niż obecna kadra. Tam przynajmniej lisków nie ma.












