Nie, w tytule nie ma błędu. Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że egzaminy maturalne powoli dobiegają końca, a tegoroczni abiturienci albo już mają wakacje, albo lada moment będą je mieć.
Egzamin dojrzałości będą za to zdawać piłkarze i sztab szkoleniowy reprezentacji Polski. A jak zbliża się godzina zero i egzamin coraz bliżej, to trzeba zacząć się solidnie przygotowywać.
Najlepiej najpierw porządnie odpocząć. Wiadomo, że jak mózg zmęczony, to pracuje gorzej. Prawda to stara jak świat i najprawdziwsza z prawdziwych. Po ciężkim roku szkolnym trzeba odpocząć.
Dlatego też kadrowicze w składzie: Sebastian Boenisch, Paweł Brożek, Tomasz Jodłowiec, Marcin Kamiński, Michał Kucharczyk, Adrian Mierzejewski, Rafał Murawski, Eugen Polanski, Artur Sobiech, Marcin Wasilewski, Jakub Wawrzyniak, Grzegorz Wojtkowiak i Rafał Wolski udali się na zasłużony odpoczynek do tureckiego Belek, gdzie oddawali się błogiemu lenistwu.

Na szczególną uwagę zasługują tu nazwiska Boenischa, Brożka i Sobiecha, dla których miniona runda była morderczym wyzwaniem. Ale dość już tej ironii. Po prostu nie mogę się nadziwić, że ludzie mający tak ogromne braki – przecież nie grali w piłkę przez pół roku – jadą do Turcji odpoczywać. Tu rodzi się pytanie: po czym?
No ale jak już człowiek odpocznie, to wypadałoby się wziąć do roboty. Najlepiej w komfortowych warunkach. Czas więc zmienić miejscówkę, bo tamta, w której odpoczywaliśmy, nie nadaje się do ciężkiej pracy. Dlaczego? To proste. Będzie nam się kojarzyć z odpoczynkiem i rozpraszać nasze myśli, które powinny być skupione tylko na jednym – ciężkiej pracy.
Stąd też drugie zgrupowanie, które właśnie się rozpoczyna, odbędzie się w austriackim Lienz. Tam do kadry dołączy cała reszta, która nie odpoczywała albo odpoczywała w innym gronie. Niektórzy oczywiście na to leniuchowanie zasłużyli, jak chociażby trio z Borussii, ale ci piłkarze akurat pracowali ciężko przez cały sezon. Prymusi zazwyczaj zdają bez problemu. Tu nie powinno być inaczej.
Te ostatnie dni przed najważniejszym dla polskiej kadry egzaminem muszą zostać wykorzystane przez trenera Smudę na maksimum. Przez dziesięć dni będzie miał do swojej dyspozycji wszystkich swoich wybrańców i musi jak dobry belfer wpoić im do głowy wszystkie sztuczki, które może przeciw nim zastosować CKE.
Pytanie tylko, czy selekcjoner ma odpowiednie doświadczenie w przygotowaniu do egzaminu.
Wyniki jego szkoleniowej pracy poznamy, najwcześniej, w połowie czerwca.










