Porcja starć reprezentacji zaserwowana w ostatnim czasie chyba wszystkim zaszkodziła. Nawet mecz z San Marino (a może przede wszystkim) pokazał, że kadra jest zepsuta, nieświeża. Co robić? Na to pytanie odpowiedzieli już chyba wszyscy i każdy miał własne wytłumaczenie, przez co spór trwa i jednoznacznej odpowiedzi nie ma.
Nigdy nie przepadałem za internetową tendencją, w myśl której zawsze po przegranej szuka się kozła ofiarnego. Po dwóch ostatnich meczach nie znajduję jednej właściwej odpowiedzi na pytanie: co zawiniło? Najprawdopodobniej wszystko po trochu. Bo trudno nie zgodzić się z opinią, że Lewandowski powinien się prezentować (przynajmniej) podobnie do tego, co widzimy w jego wykonaniu podczas meczów Bundesligi i Ligi Mistrzów. Również Waldemar Fornalik wydaje się lepszym materiałem na trenera klubowego aniżeli selekcjonera. W klubie trener widzi swych podopiecznych niemal bez przerwy. Może się przyjrzeć problemom w ekipie, zainterweniować. Fornalik jest chyba przyzwyczajony, że na wszystko jest czas.

Tymczasem w reprezentacji trzeba działać szybko, stanowczo. Przy pełnym szacunku dla pana Waldemara: uważam, że kredyt zaufania powoli się kończy. Coraz uważniej przygląda mu się Zbigniew Boniek oraz – co tu dużo ukrywać – 38 milionów Polaków. Dlaczego? Wielu widziało mecz z San Marino, który – owszem – kadrowicze wygrali aż pięcioma bramkami. Ostatecznie można by koło tego starcia przejść obojętnie, jednak trudno nie zauważyć stylu gry, który był po prostu beznadziejny. Zero pomysłu, głupie zagrania. I małe pretensje do samego Fornalika, który boryka się z powyższym problemem już od kilku meczów. Aż się dziwię, że przychodzą mi na myśl potyczki kadry Smudy, które jednak nie wyglądały aż tak słabo. No dobrze, on rozgrywał w większości spotkania towarzyskie, ale czy choćby to wczorajsze miało większą rangę?
Odkopałem kolejny powód przegranej, który najpierw rozbawił mnie do łez, a później wprawił w złość tudzież zmartwienie. Motywacja, brak motywacji i (moje ulubione) przemotywowanie. Te hasła padały z ust ekspertów, dziennikarzy, piłkarzy. Każdy o tej motywacji wspomniał. Ja się jednak zastanawiam, jak to jest, że do gry w reprezentacji trzeba motywować. Wychodzi piłkarz na Stadion Narodowy, gdzie z ogromną nadzieją zasiada blisko 60 tysięcy ludzi, za ekranami telewizorów o wiele więcej. Do tego jest to pojedynek bardzo istotny w kontekście awansu do mundialu. I gracz nie ma motywacji? Sama otoczka starcia, wrzawa, hymn powodowały u niejednego kibica dreszcze. A zawodnik tego nie czuje i nie ma motywacji. O litości! Co ma zatem powiedzieć barman lub student z ekipy San Marino, która dostaje smary w każdym meczu. Nikt w niej nie narzeka, że brak mu motywacji.











