Wojowniczy Klub Sportowy Zawisza!


"Rycerze Pomorza" małymi krokami wracają na salony

15 października 2020 Wojowniczy Klub Sportowy Zawisza!

Wygrzebać się z 4. ligi, a potem jakoś już pójdzie. Taką nadzieją żyją kibice i działacze jednego z legendarnych polskich klubów, Zawiszy Bydgoszcz. Klub ten został doprowadzony do upadku przez Radosława Osucha, którego kibice za różnego rodzaju malwersacje i kłamstwa zwykli nazywać "Pinokiem". On sam twierdził, że nie potrzebuje na stadionie nikogo do prowadzenia i zarabiania na piłkarskim klubie. Wyszło mu to bokiem, Zawisza został zdegradowany, a jedynymi, którzy podjęli się szlachetnej misji ratowania zasłużonego klubu, byli właśnie pasjonaci i kibice. Dziś Zawisza jest w 4. lidze. Rok 2020 był przełomowy, bo to w nim w końcu udało się wrócić na pełnoprawny stadion Zawiszy, to jest ten przy ulicy Gdańskiej. Czy "Zetce" w końcu uda się awansować do 3. ligi i rozpocząć mozolny marsz na szczebel centralny?


Udostępnij na Udostępnij na

Wszystko wskazuje na to, że tak. „Rycerze Pomorza” zajmują po sześciu kolejkach 3. miejsce i mają jeden mecz zaległy. W przypadku zwycięstwa wskakują na pierwszą lokatę, której tak łatwo nie oddadzą. Co leży u podstaw świetnego startu „Niebiesko-czarnych”?

Nirwana

Po awanturniczych latach Osucha w końcu pojawił się w klubie spokój. Mimo konfliktów z Cywilno-Wojskowym Związkiem Sportowym w końcu wypracowano kompromis, na mocy którego „Zetka” znowu gra na swoim stadionie.W sprawie tej interweniował nawet jeden z najbardziej znanych wychowanków WKS-u, Jacek Góralski. Cel jest prosty, awansować do 2026 roku do ekstraklasy i znowu być liczącą się na polskim podwórku siłą. Dzięki mądrze prowadzonemu pionowi sportowemu i zarządzaniu klubem, którego prezesem jest fanatyk bydgoskiego klubu, pan Krzystof Bess, nie jest to niemożliwe.

Wydawać by się mogło, że do awansu do 3. ligi wystarczy garstka fajnie kopiących piłkarzy po przejściach, którzy po prostu wykorzystają swoje doświadczenie. Jak najemnicy – zrobią swoje i odejdą. Tu jednak pion sportowy działa na zupełnie innych zasadach. Owszem, pozyskujemy piłkarzy, na jakich pozwala nam budżet, ale mamy nadzieję rozwinąć ich na tyle, żeby stanowili o sile Zawiszy kilka ładnych lat bądź byli transferowani wyżej za godziwe pieniądze. Skoro już o kadrze, to…

Zróbmy sobie gwiadzę

Kamil Żylski, wychowanek Zawiszy, który tułał się po całej Polsce w poszukiwaniu miejsca. Otarł się nawet o wówczas pierwszoligowy ŁKS. Po połowie sezonu Kazimierz Moskal bezlitośnie go jednak odpalił. Nic dziwnego, że młody snajper nie mógł pokazać pełni swojego potencjału, skoro trener uparcie wystawiał typowego napastnika na skrzydle. Późniejsza tułaczka Żylskiego pokazuje tylko, że „wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej”. W tym sezonie Kamil wrócił do Zawiszy i jest rewelacją tej drużyny. W sześciu meczach napastnik zdobył aż 12 bramek i dołożył do tego dwie w Pucharze. Ale nie samym Żylskim człowiek żyje.

Wspaniale spisują się też piłkarze pokroju Żylińskiego – ważny zawodnik w kreacji. Warto zwrócić również uwagę na skrzydłowego Prejsa, który mimo 25 lat ma szansę zaistnieć na wyższym poziomie. Ciekawym zawodnikiem jest na pewno Jay Jaksolski. Szkolony w Autralii piłkarz z polskim paszportem wniósł do drugiej linii Zawiszy dużo niezwykle tam potrzebnej świeżości.

Warto zaznaczyć, że w ekipie „Rycerzy Pomorza” tylko dwóch piłkarzy ma skończone 30 lat. Reszta to młodzi zawodnicy na dorobku, którzy mają coś do udowodnienia. Chcą udowodnić to w Zawiszy i zajść z nim jak najdalej. Większość z nich pochodzi z Pomorza i mocno identyfikuje się z klubem.

W mieście, gdzie przepływa rzeka Brda

Zawisza Bydgoszcz to klub legendarny. Mimo upadku rzesze fanów są gotowe wspierać co tydzień swoich ulubieńców zarówno na wyjazdach, jak i w meczach domowych. Fakt, że prezes jest oddanym kibicem, tylko ułatwia identyfikację z niebiesko-czarnymi barwami.

Bydgoski klub tworzy dookoła siebie rodzinną atmosferę. Wszak to kibice byli tymi, którzy ratowali go z odmętów najniższych lig rozgrywkowych. Teraz stoją przed szansą, aby po fenomenalnym starcie rozgrywek powalczyć o trzecią ligę. Może to przyciągnąć kolejnych potencjalnych sponsorów, dzięki którym „Zetce” zostanie przywrócony dawny blask.

Można mówić, że Widzew i ŁKS miały trudną drogę, aby powrócić do elity. Patrząc jednak na wysiłek, jaki wkładany jest rokrocznie w odbudowę Zawiszy, działania tamtych klubów wydają się być dziecinną igraszką. Pozostaje tylko życzyć jak najszybszego powrotu na szczebel centralny. Taka marka jak Zawisza powinna mieć tam swoje miejsce na zawsze. Historia bydgoskiego klubu pokazuje nam jedynie, że można wbrew wszelkim rzucającym nam kłody pod nogi Osuchom wyjść na swoje dzięki miłości i pasji do swojej drużyny. A przecież o to w tym sporcie chodzi – o pasję i oddanie. Kibice są dumą Zawiszy. Do zobaczenia za rok w trzeciej lidze!

Komentarze
OdmalegoZ (gość) - 3 lata temu

Jaki lipny artykuł napisane na zlecenie dzisiejszych pseudo działaczy Z. Czyli nic własnej winy tylko Radziu którego nosili jak Boga co za dwulicusy zakłamani dlatego na Zawisze wielu ludzi nie chodzi

Odpowiedz
Filip Kijewski (gość) - 3 lata temu

Jestem autorem tego tekstu, domyślam się kim Pan jest nie będę wymieniał personaliów, rozumiem, że boli Pana fakt, że nie wzięli Pana do zarządu, ale może mi Pan wierzyć, że nikt za ten artykuł mi nie zapłacił, tylko opisuję sytuację taką jaka jest. Mało który 4 ligowy klub jest tak mądrze zarządzany jak Zawisza niezależnie od tego czy Pan jest jej działaczem czy ktoś inny, pozdrawiam Filip Kijewski

Odpowiedz
Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze