Niemal trzy tygodnie wielkich piłkarskich (?) emocji z Pucharem Narodów Afryki za nami. Za nami również półfinały, które rozstrzygnęły, kto zagra w ostatnim spotkaniu i komu przyjdzie walczyć tylko o brąz.
Dzień przerwy więcej będzie miało Wybrzeże Kości Słoniowej, które w pierwszym półfinale pokonało Demokratyczną Republikę Konga. Wynik 3:1 pokazuje, że mogło być to spotkanie do jednej bramki. Było jednak zupełnie inaczej. To Gbohouo częściej zmuszany był do interwencji, a piłkarze DRK częściej ostrzeliwali jego bramkę, wytwarzając sobie kilka dogodnych okazji bramkowych. Do siatki potrafili trafić jednak jedynie raz – z rzutu karnego.
Świetną pierwszą połowę piłkarze WKS-u zakończyli z dwoma trafieniami. Trudno byłoby to osiągnąć bez Wilfrieda Bonego, który asystował przy obu golach. Show skradł jednak Yaya Toure. Czy za to trafienie prokuratura mogłaby postawić mu zarzuty stanowienia zagrożenia dla ludzi i próbę zabójstwa bramkarza?
https://www.youtube.com/watch?v=X-GrGiupqGA
Dzieła zniszczenia dopełnili Gervinho i Kanon, a nadzieje na dogrywkę (wreszcie!) ciekawego spotkania spaliły na panewce. WKS na spokojnie, choć nie bez problemów, dostało się do finału na Estadio de Bata.
Wszyscy, którzy śledzili Puchar Narodów Afryki, wiedzą, do jakiego oszustwa doszło w ćwierćfinałowym spotkaniu Gwinei Równikowej. To jednak było już za nami, a wszyscy myśleli, czy ktoś, podobnie jak w Katarze, odważy się na pójście na krok dalej. Na szczęście spotkanie gospodarzy z Ghaną obyło się już bez większych przygód i nikt w finale nie będzie musiał sztucznie podbijać frekwencji.
Ghana nie miała z organizatorami imprezy najmniejszych problemów. Na boisku było widać różnicę klas między zespołami. Co więcej, Gwinea nie oddała nawet jednego celnego strzału – wszystkie były poza światło bramki Razaka. Swoje zrobili bracia Ayew, Jordan i Andre, którzy wpakowali przeciwnikowi dwa gole. Swoją cegiełkę dorzucił jeszcze Wakaso.
Nie było oszustwa, nie było zadowolenia na trybunach. Z miejsc na płytę tłumnie wbiegali kibice – na kilkanaście minut przerwano zawody, jednak na szczęście mecz udało się dokończyć. To kolejny argument, pokazujący słabość tego turnieju. Sytuację musiała opanować policja, co na szczęście jej się udało – bez większych strat i rannych.
Na szczęście przed nami już tylko mały i wielki finał Pucharu Narodów Afryki. Z jednej strony to dobrze – europejskie ligi znów zobaczą najlepszych zawodników z tego kontynentu w najwyższej formie. Martwi jednak to, że PNA było znowu wyjątkowo słabe – oby chociaż finał zatarł złe wrażenie. I kibice z Gwinei Równikowej nie nabroili znowu w meczu o trzecie miejsce!











