Mecz z Macedonią się skończył. Polska wygrała i wszyscy są zadowoleni. Młodzi piłkarze dopisali sobie kolejną cyferkę przy statystyce występów w reprezentacji, selekcjoner poprawił sobie humor okazałym zwycięstwem, telewizja zarobiła kilka groszy, a kibice… no właśnie, co na to kibice?
Kibice zasiedli przed telewizorem, otworzyli zimne piwko i liczyli na udane popołudnie. Nikt nie nastawiał się na jakieś efektowne widowisko, raczej na piknik z drużyną narodową. W końcu graliśmy z – nie bójmy się tego określania – ogórkami. Wiadomo, że czasem i ogórek może się postawić i z wynikiem nawet na takich piknikach bywają problemy, ale zdarza się to niezwykle rzadko i często na własne życzenie. Tym razem ekipa Waldemara Fornalika miała obedrzeć ogórasa ze skórki i w miarę efektownie go skonsumować, o ile taką czynność można w ogóle zrobić efektownie.

Czego jednak mieli oczekiwać kibice? Wiadomo, reprezentacja Polski to Lewandowski, Błaszczykowski, Piszczek, Wasilewski i wielu innych. Tym razem dostaliśmy jednak drużynę, która nie ma nic wspólnego z tą, do której się przyzwyczailiśmy. Na siłę można powiedzieć, że etatowymi kadrowiczami są Milik i Wszołek, bo przecież obaj grali z Anglią, ale tylko na siłę, bo to przecież debiutanci z października. Reszta to debiutanci lub piłkarze powracający do kadry po dłuższej przerwie. Skoro więc fan dostał pseudoreprezentację Polski, to sam potraktował swoje kibicowanie jako okazję do pikniku.
Nie byłoby w tym pikniku nic złego, gdyby nie fakt, że odbył się on w Turcji. Nie w Polsce, co zresztą zrozumiałe, bo pogoda jaka jest, każdy widzi, ale też nie w Macedonii, gdzie śnieg raczej nikomu jeszcze nie grozi. Organizacja meczu o pietruszkę na neutralnym terenie spowodowała, że na stadionie pojawiło się trzech, tak TRZECH kibiców. Chwała im za to, że przyszli, bo przez całe spotkanie było słychać doping dla „Biało-czerwonych”, niekiedy nawet na dwa głosy.
Można sobie wyciągać pozytywne aspekty z tego pojedynku. Dobry występ Brozia, popis gry Milika, debiuty Furmana, Jędrzejczyka, Łukasika, ale to wszystko można wsadzić psu pod ogon. Po pierwsze rywal podszedł do spotkania tak jak my, czyli wysłał do boju utalentowaną młodzież. Po drugie spotkanie rozgrywane w takiej atmosferze nie wyzwala w piłkarzach presji, jaka towarzyszy meczom o punkty, prestiż, piwo – o cokolwiek. Całe szczęście, że na stadionie była ta trójka kibiców, może zasłyną jak bohaterzy basenu narodowego. Kto wie, może będą sławni. W końcu na stadionie było tak cicho, że każdy mógł nagrać sobie płytę z ich śpiewem. Gdyby tylko nie ten wredny komentator…











