Pierwszy raz od 43 lat wygraliśmy z Danią. Ten mecz miał dać nam odpowiedzi na kilka pytań i właściwie dał, choć nadal pozostaje kilka znaków zapytania.
Pierwsze, co powinien sobie zapisać Waldemar Fornalik, to adnotacja o Jędrzejczyku. Wielkimi literami. TO NIE JEST PRAWY OBROŃCA. Dwie bramki padły po akcjach jego stroną, a gdyby nie świetnie asekurujący Krychowiak, to mogłoby ich być więcej, bo stoper FK Krasnodar najwidoczniej kompletnie zapomniał, jak gra się na prawej obronie. Jak już jesteśmy przy bloku defensywnym, to para Szukała-Glik kojarzyła mi się z parą niegdyś grającą w reprezentacji Niemiec: Metzelder-Mertesacker. Czyli wszystko fajnie, dopóki przeciwnik nie pograł szybciej po ziemi albo trzeba było się z nim ścigać w pojedynku biegowym. Taka para to zabójstwo. Musimy mieć przynajmniej jednego szybszego obrońcę, który potrafi zrobić z piłką coś więcej, niż wybić ją na połowę rywala. W polu zainteresowania Fornalika powinni w związku z tym być Rzeźniczak, Kamiński czy przede wszystkim wspomniany wcześniej Jędrzejczyk.

Dla kadry wciąż bezużyteczny jest Robert Lewandowski. Przydał się właściwie tylko przy pierwszym golu, kiedy ściągnął na siebie uwagę obrońców, ale to potrafi niemal każdy średnio rozgarnięty napastnik. Nie znam rozwiązania tego problemu, ale swoją postawą na boisku – machaniem rękoma, pokrzykiwaniem na partnerów – gwiazdor reprezentacji Polski wcale sobie ani kolegom nie pomaga. Być może należy postawić na mającego snajperski instynkt Sobiecha albo doświadczonego Saganowskiego.
Mamy jeszcze (iluzoryczne) szanse na awans. Podstawowy warunek, jaki trzeba spełnić, to wygrać wszystkie mecze. Jasne, można to osiągnąć, broniąc się w jedenastu i wyprowadzając jedną kontrę. Ale chyba zdecydowanie łatwiej osiągnąć to atakiem, tak jak dziś z Danią. Po wprowadzeniu drugiego ofensywnego pomocnika nasza gra wyglądała zdecydowanie lepiej. To w tym kierunku powinien iść Fornalik. Krychowiak świetnie czyści, ale jest niemal bezużyteczny, jeśli chodzi o rozegranie. Wystawienie obok niego ofensywnego pomocnika, który do tego sporo pobiega (jak Zieliński), wydaje się niezłym rozwiązaniem. Tym bardziej patrząc na to, jak w pierwszej połowie Polacy oddali inicjatywę i grając dwoma defensywnymi pomocnikami mieli problem z kreowaniem akcji.
Wygranymi tego meczu na pewno są Waldemar Sobota i Mateusz Klich. Pierwszy pokazał się efektownie w kilku akcjach, ale widać było, że nie czuje się dobrze na lewym skrzydle, bo najlepsze akcje (jak tę bramkową) przeprowadzał środkiem i prawą stroną. Wydaje się więc naturalnym kandydatem na zastępcę Błaszczykowskiego lub nawet na pozycję za napastnikiem. Poza tym Sobota jest w niesamowitym gazie i na tej fali entuzjazmu być może wywalczy sobie transfer do zachodniego klubu. Klich był mniej widoczny, aczkolwiek zakończył mecz z bramką i asystą. Pamiętajmy, że Obraniak również zaczął od dwóch goli. Niemniej Klich w kilku momentach mógł się naprawdę podobać. Szczególnie gdy zajmował pozycję Lewandowskiego, kiedy ten wchodził wgłąb pola. Ponadto dobrze wyglądały jego wyjścia do piłek. Widać, że gra w Zwölle mu służy.











