Do lądowania promu kosmicznego „Reprezentacja Polski 12” pozostało niewiele czasu. Napięcie w centrali rośnie, tak jak liczba usterek. I tylko pilot zachowuje pozorny spokój.
Powoli wchodzimy w atmosferę. Już w przestrzeni kosmicznej mieliśmy drobne problemy. Najpierw z pomocą nie chcieli przyjść Argentyńczycy i Francuzi, którzy mieli przysłać do naszej bazy kosmicznej swoich najlepszych ludzi, by pomóc usunąć usterki. Co prawda, i jedni, i drudzy przybyli, ale powiedzmy sobie szczerze, bez większego zastanowienia każdy pracownik naszej firmy byłby w stanie wymieć lepszych fachowców narodowości francuskiej i argentyńskiej.

Mało tego, nie obyło się też bez strat po naszej stronie. Kolejno wykruszały się elementy naszej kosmicznej układanki. Najpierw padł lewy wahacz. Sebastian Boenisch nie latał już ponad 500 dni. A jak zaczął normalnie funkcjonować, to jak na złość stał się prawym wahaczem, a tamta strona promu funkcjonuje całkiem nieźle.
Kłopoty pojawiały się też w centralnej części wahadłowca. Tu na szczęście z naprawą nie było problemu. Bo i Kuba Błaszczykowski, i Ludo Obraniak szybko przypomnieli sobie, na czym polega misja „Euro 2012”, i wrócili do gry. Tylko Matuszczyk ma z tym problemy. I choć zmienił nawet klub, to nie wydaje się, by zdążył nadrobić zaległości.
Największe jednak zmartwienie dotyczy części dziobowej. Tam zmęczonego Lewandowskiego nie ma kto zmienić. I gdyby „Lewy” nagle poczuł się słabo, to raczej kapitan Smuda nie będzie miał go kim zastąpić. Brożek próbował wariantu, który okazał się słuszny w przypadku Obraniaka, ale jemu się ta sztuka nie udała. Jeleń? Jeleń chyba odleciał na inną planetę, skoro odmawia gry w klubie. Kto w takim układzie może zastąpić Lewandowskiego? Nikt. Przynajmniej nie w pełnym wymiarze czasowym. Dżokerem może być Sobiech, ale to ogromne ryzyko.
A, zapomniałbym o ogonie naszego statku. Tu niby wszystko okej. Niby, bo jeżeli wypadnie Wojtek Szczęsny, a kapitan Smuda nadal będzie uparty, to będzie słabo. Co prawda, mamy w kraju fachowca, który zapewniłby nam spokój w bramce, nawet w przypadku urazu Szczęsnego, ale Smuda nie chce go znać.
Pozostaje nam tylko modlić się, by po drugim meczu w grupie kapitan Smuda nie wygłosił komunikatu: „Houston, mamy problem”.










