Zmagania w 2020 roku dla Lecha Poznań i Wisły Kraków kończyły się ich bezpośrednim starciem. Zarówno jedna, jak i druga drużyna ciągle potrzebuje punktów. Lech chce gonić coraz bardziej oddalającą się czołówkę. Wisła z kolei pragnie uciec od strefy spadkowej. Wygrana pozwalała z większym optymizmem czekać na wznowienie rozgrywek w przyszłym roku. Udało się to Wiśle. To ona złapała trochę oddechu, choć nadal nie jest to najbardziej komfortowa sytuacja.Na pozytywnym zakończeniu tego niezbyt szczęśliwego dla wszystkich roku zależało Wiśle i Lechowi. Nie było mowy o odpuszczaniu czy bujaniu w obłokach. Wbrew pozorom ten mecz nie był o nic.
Pożegnanie Modera
Jak niedawno poinformowali Lech Poznań oraz Brighton wypożyczenie Jakuba Modera zostało skrócone. Już od stycznia 21-latek będzie biegał po angielskich boiskach. Klub, z którego Moder był pierwotnie wypożyczony do „Kolejorza” do końca sezonu, skrócił ten czas. Pomocnik miał i przede wszystkim chciał pomóc Lechowi w europejskich pucharach. Jak dobrze wiemy, przygoda poznańskiego klubu z Europą dobiegła końca. Szybszy przyjazd do Anglii i wdrażanie się w filozofię tamtejszego klubu może tylko pomóc Moderowi. Przejdzie czas aklimatyzacji i od nowego sezonu będzie już mógł ruszyć na pełnych obrotach.
Moder wyfruwa stąd na wielki świat, większą i poważniejszą piłkę. Niewykluczone, że za kilkanaście lat wróci do klubu z Wielkopolski już jako zasłużony zawodnik. Na pewno dużo mu zawdzięcza. I „Modziowi”, i Lechowi dziś zależało, aby wygrać ten mecz i pozytywnym akcentem zakończyć rok oraz obecną przygodę pomocnika z „Kolejorzem”. Pewien rozdział się kończy. Ciekawy jest fakt, że to właśnie „Biała Gwiazda” była rywalem Lecha, gdy Moder debiutował w ekstraklasie. Teraz, w konfrontacji z tym samym przeciwnikiem, żegna się z Polską.
Bez rozstrzygnięcia do przerwy
Od początku spotkania w obu zespołach widać było trochę niedokładności i nerwowości. Tak jakby źle weszły w mecz. Kilka niedokładnych podań, fauli. Obaj golkiperzy nie mieli w początkowych minutach dużo pracy. Jakby mało było tego, że w Poznaniu temperatura oscylowała w granicach 0 stopni Celsjusza, to spotkanie nie rozgrzewało swoim przebiegiem. Trudno wskazać jakieś najbardziej niebezpieczne okazje, po których była choćby szansa na realne umieszczenie piłki w siatce. Tymoteusz Puchacz, który był ustawiony wyżej, bo na skrzydle, próbował zrywać lewą flanką. Rzuty wolne, rzuty rożne – wszystko jednak bez rezultatu.











