Tegoroczny finał Pucharu Polski będzie wyjątkowy. Nie mam co do tego żadnych wątpliwości. Szczególnego charakteru nadaje mu już fakt, iż zmierzą się w nim dwaj odwieczni rywale, Lech Poznań i Legia Warszawa. Dwie utytułowane firmy postarają się zachwycić Polskę nie tylko oprawą na trybunach, lecz również świetnym widowiskiem na boisku. Czy jednak rzeczywiście tak będzie?
Mecz elektryzujący piłkarską Polskę
W tym sezonie obie drużyny w lidze spisują się poniżej oczekiwań. Żaden z zespołów na dzień dzisiejszy nie zajmuje pozycji, która gwarantowałaby mu występy w europejskich pucharach. Brak możliwości pokazania się w Europie dla obu klubów byłby katastrofą. Przeczuwając, że ciężko będzie odrabiać straty w Ekstraklasie, zarówno Lech, jak i Legia skupiły się na Pucharze Polski. Trofeum to jest bowiem najkrótszą i najłatwiejszą drogą do Ligi Europejskiej. Wydaje się więc, że słaba postawa obu drużyn w lidze miała pozytywny wpływ na rozgrywki o krajowy puchar. Taki finał jest bowiem dla nich doskonałą promocją.
Oficjalne treningi Legii Warszawa i Lecha Poznań przed finałem Pucharu Polski (fot. Anna Kaszuba/ iGol.pl)
Mecze między Lechem a Legią zawsze elektryzowały kibiców. Spotkaniem tym żyją nie tylko fani z Poznania i Warszawy. 3 maja na stadionie Bydgoszczy będziemy mieli do czynienia ze swego rodzaju „Gran Derbi” krajowego podwórka. Porównanie może nieco na wyrost, ale trzeba przyznać, że otoczka wokół tych pojedynków jest niesamowita. Ultrasi obu drużyn na te spotkania przygotowują specjalne transparenty i oprawy, a hałas dobiegający ze stadionu, na którym odbywa się mecz, ma kilkakrotnie większy zasięg niż zwykle. Również piłkarze żyją tym pojedynkiem. Szczególne znaczenie mecze między Legią a Lechem mają dla piłkarzy urodzonych w Warszawie i Poznaniu. Po kilku latach pobytu w Polsce również obcokrajowcy zaczynają rozumieć, że nie jest to zwykły mecz.
Droga do finału
Patrząc na skład finału, nie można nie przyjrzeć się drodze obu zespołów do decydującej fazy rozgrywek. Wydaje się, że nieco łatwiejszą miał „Kolejorz”. Poznaniacy rozpoczęli od wyjazdu do Tych, gdzie spotkali się z miejscowym GKS-em. Wbrew pozorom wcale nie było to łatwe spotkanie dla mistrzów Polski. Wygrali zaledwie 0:1 po bramce Semira Stlicia w 77. minucie. Na tym samym etapie rozgrywek Legia zmierzyła się z finalistą poprzedniej edycji, zespołem Pogoni Szczecin. Goście z Warszawy po męczarniach wygrali 0:1. Decydującego o awansie gola na dwie minuty przed końcem zdobył Michał Kucharczyk, który dopiero wchodził do zespołu.
W 1/8 finału Lecha los skojarzył z Cracovią. Spotkanie rozegrane zostało w Krakowie, gdzie słabo spisujący się w tym sezonie gospodarze ulegli lechitom aż 1:4. Legia z kolei mierzyła się ze Śląskiem Wrocław. Warszawianie do ostatnich chwil nie mogli być pewni awansu. Dopiero na cztery minuty przed końcowym gwizdkiem strzał Sebastiana Szałachowskiego dał zespołowi z Warszawy zwycięstwo 1:2. W kolejnej fazie podopieczni Bakero spotkali się z Polonią Warszawa. Po pierwszym przegranym 0:1 meczu na własnym stadionie wydawało się, że to „Czarne Koszule” są bliższe awansu do półfinału. W rewanżu poznaniacy pokazali jednak charakter, który pozwolił im zdobyć tytuł mistrza kraju w zeszłym sezonie. Wygrana 1:2 w stolicy pozwoliła im wyeliminować Polonię dzięki lepszemu bilansowi bramek wyjazdowych. Łatwej przeprawy nie miała również Legia. Po pierwszym meczu zremisowanym w Chorzowie z Ruchem 1:1 była wprawdzie faworytem przed rewanżem, ale jej wiosenna forma pozwalała „Niebieskim” myśleć o zwycięstwie przy Łazienkowskiej. Przed własną publicznością legioniści nie zaprzepaścili jednak szansy na awans i wygrali 2:0.
Oficjalne treningi Legii Warszawa i Lecha Poznań przed finałem Pucharu Polski (fot. Anna Kaszuba/ iGol.pl)
W półfinale rywalem „Kolejorza” było Podbeskidzie. W pierwszym spotkaniu w Poznaniu goście dzięki walce do samego końca zdołali zremisować 1:1. W rewanżu, mimo iż bielszczanie prowadzili już 2:0, to jednak ostatecznie przegrali 2:3, kończąc przygodę z Pucharem Polski na rzecz Lecha. Legionistom przyszło zmierzyć swoje siły w meczach z Lechią Gdańsk. Na wybrzeżu podopieczni Macieja Skorży wygrali tylko 0:1, ale w rewanżu nie dali już gościom szans, gromiąc ich aż 4:0.
Wydaje się, że to Legia miała odrobinę trudniejszą drogę do finału. Czy jednak będzie to miało jakiś wpływ na jego przebieg? Nie sądzę. Faktyczny stan rzeczy rozstrzygnie bowiem boisko.
Był taki finał
W 2004 roku zdobywcę Pucharu Polski wyłonić miał dwumecz. Awans Lecha do finału uważany był za niespodziankę. To Legia była zdecydowanym faworytem do zdobycia trofeum. W zwycięstwo Lecha wątpliwi również włodarze „Kolejorza”, którzy poprosili o przeniesienie pierwszego meczu do Poznania. Zdawali sobie bowiem sprawę z tego, że w przypadku porażki w Warszawie w rewanżu ciężko będzie zapełnić stadion. Pierwsze spotkanie w Poznaniu zakończyło się jednak niespodziewanym zwycięstwem gospodarzy 2:0 po dwóch golach Piotra Reissa. Drugi mecz wygrała Legia, ale zaledwie 1:0, co nie wystarczyło do zdobycia pucharu. Ciekawostką jest również fakt, iż po odebraniu pucharu lechici śpiewali niecenzuralne piosenki pod adresem „Wojskowych”. Jednym ze „śpiewaków” był Paweł Kaczorowski, który niedługi czas później przeszedł do Legii. Nie trzeba dodawać, jak ten transfer przyjęli kibice stołecznego klubu.
Mecze między finalistami w tym sezonie
Pisząc o finale Pucharu Polski, nie można nie wspomnieć o tegorocznych meczach między tymi zespołami. Jesienią Legia na własnym obiekcie pokonała Lecha 2:1. W niedawno odbytym spotkaniu w Poznaniu lepsi okazali się jednak lechici, wygrywając 1:0. Wszystko wskazuję więc na to, że we wtorkowym meczu czeka nas bardzo wyrównany pojedynek. Każdy błąd może decydować o ewentualnej porażce. Czy należy się zatem spodziewać otwartej, ofensywnej piłki? Myślę, że tak. Oba zespoły będą bowiem walczyć nie tylko o zwycięstwo z odwiecznym rywalem, lecz również o prawo startu w europejskich pucharach. O wszystkim zadecyduje jedno spotkanie. Tylko zwycięzca zgarnie całą pulę. Z tego też powodu nikt nie będzie chciał czekać na rzuty karne, które jak wiadomo są loterią. W moim mniemaniu możemy więc spodziewać się futbolu na tak, który sprawi, że z przyjemnością będzie się oglądało finał krajowego pucharu.
Opinie trenerów
Z tego, jak ważny jest to pojedynek, zdają sobie szkoleniowcy obu drużyn. Zgodnie podkreślają, iż będzie to jeden z kluczowych meczów w tym sezonie.
Obaj trenerzy zdają sobie sprawę, jak ważne przed nimi spotkanie (fot. cracovia.pl)
– Jeżeli fachowcy uważają, że to Lech jest faworytem spotkania, to ja przyjmuję ich stanowisko. Oczywiście szanujemy Legię i uważam, że zasłużyła na to, aby zagrać w finale. Zdajemy sobie sprawę, że będzie to bardzo trudny przeciwnik, ale przybyliśmy tutaj, aby wygrać to trofeum. Sądzę, że jesteśmy w stanie to osiągnąć. Dotarliśmy do ostatniego meczu, więc coś to oznacza. To spotkanie ma dla nas trzy wyzwania. Po pierwsze chcemy wygrać, po drugie liczymy na awans do europejskich rozgrywek, a po trzecie naszym rywalem jest warszawska Legia, a takie mecze są dla nas wyjątkowe. Wszelkie inne przemyślenia nie mają dla mnie znaczenia.Dla wszystkich piłkarzy i sztabu szkoleniowego ten mecz jest wyjątkowy. Chcemy przeżyć fantastyczną zabawę po tym spotkaniu i cieszyć się podczas tego meczu doskonałą atmosferą. Ewentualne zwycięstwo zadedykujemy naszym kibicom – powiedział Jose Bakero.
– Jutro emocje sięgną zenitu. Dla obu klubów to mecz, który być może zdecyduje o tym, czy w bieżącym sezonie uda im się coś osiągnąć. Patrząc na ligę, wiele drużyn ma szanse na podium, a wśród nich jesteśmy i my, i Lech. Nawet w przypadku niepowodzenia w finałowym starciu oba kluby zachowają szansę na europejskie puchary. W trwającym sezonie liga jest bardzo zwariowana, więc czeka nas jeszcze wiele emocji. Słuchając przedmeczowych analiz dokonywanych przez fachowców, wszyscy wskazują Lecha na faworyta. Według nich na papierze to poznaniacy mają silniejszy skład i drużynę. Swojej szansy upatrujemy w tym, że w tym sezonie zdołaliśmy go pokonać, a w rewanżowym spotkaniu potrafiliśmy zdominować zespół z Poznania. Jutro Lechowi nie pomoże 40 tysięcy kibiców, jak przy Bułgarskiej. Wyniki „Kolejorza”w meczach wyjazdowych także nie wyglądają najlepiej. To kolejny argument, który przemawia za nami – zauważył szkoleniowiec Legii, Maciej Skorża.
Nieobecni
Jestem pewien, że w Bydgoszczy czeka nas niezapomniane widowisko. Szkoda tylko, że kilku piłkarzy prawdopodobnie nie weźmie w nim udziału. W drużynie „Kolejorza” z całą pewnością zabraknie pauzującego za kartki Manuela Arboledy. Kolumbijczyk mimo słabszej formy nadal jest ważnym ogniwem defensywy mistrzów Polski. Jeśli chodzi o Legię, pod znakiem zapytania stoi występ Vrdoljaka, Rzeźniczaka, Choto i Radovicia. Najbliżej występu spośród tych zawodników jest chorwacki pomocnik, bez którego składu nie wyobraża sobie Maciej Skorża. Do ostatniej chwili ważyć się będą losy pozostałej trójki zawodników.
O meczach Lecha z Legią możemy mówić wiele. Miejmy nadzieję, że spotkanie to nie zawiedzie zwykłych koneserów futbolu, którzy we wtorkowe popołudnie zasiądą przed telewizorami, by obejrzeć ciekawe widowisko. Jak wiemy, hity naszej Ekstraklasy często potrafią zawodzić. Obie drużyny zdają sobie jednak sprawę z tego, iż będzie to mecz o honor, szacunek i sławę. To będzie coś więcej niż mecz. Będzie to prawdziwa futbolowa wojna. Tak więc panowie piłkarze, do dzieła! Pokażcie, że polską piłkę klubową stać na krajowe „Gran Derbi”!
Każdego dnia dziękuję Bogu,że JESTEM
LEGIONISTĄ!!!
Dodaj komentarz
Tegoroczny finał Pucharu Polski będzie wyjątkowy. Nie mam co do tego żadnych wątpliwości. Szczególnego charakteru nadaje mu już fakt, iż zmierzą się w nim dwaj odwieczni rywale, Lech Poznań i Legia Warszawa. Dwie utytułowane firmy postarają się zachwycić Polskę nie tylko oprawą na trybunach, lecz również świetnym widowiskiem na boisku. Czy jednak rzeczywiście tak będzie?
Mecz elektryzujący piłkarską Polskę
W tym sezonie obie drużyny w lidze spisują się poniżej oczekiwań. Żaden z zespołów na dzień dzisiejszy nie zajmuje pozycji, która gwarantowałaby mu występy w europejskich pucharach. Brak możliwości pokazania się w Europie dla obu klubów byłby katastrofą. Przeczuwając, że ciężko będzie odrabiać straty w Ekstraklasie, zarówno Lech, jak i Legia skupiły się na Pucharze Polski. Trofeum to jest bowiem najkrótszą i najłatwiejszą drogą do Ligi Europejskiej. Wydaje się więc, że słaba postawa obu drużyn w lidze miała pozytywny wpływ na rozgrywki o krajowy puchar. Taki finał jest bowiem dla nich doskonałą promocją.
Oficjalne treningi Legii Warszawa i Lecha Poznań przed finałem Pucharu Polski (fot. Anna Kaszuba/ iGol.pl)
Mecze między Lechem a Legią zawsze elektryzowały kibiców. Spotkaniem tym żyją nie tylko fani z Poznania i Warszawy. 3 maja na stadionie Bydgoszczy będziemy mieli do czynienia ze swego rodzaju „Gran Derbi” krajowego podwórka. Porównanie może nieco na wyrost, ale trzeba przyznać, że otoczka wokół tych pojedynków jest niesamowita. Ultrasi obu drużyn na te spotkania przygotowują specjalne transparenty i oprawy, a hałas dobiegający ze stadionu, na którym odbywa się mecz, ma kilkakrotnie większy zasięg niż zwykle. Również piłkarze żyją tym pojedynkiem. Szczególne znaczenie mecze między Legią a Lechem mają dla piłkarzy urodzonych w Warszawie i Poznaniu. Po kilku latach pobytu w Polsce również obcokrajowcy zaczynają rozumieć, że nie jest to zwykły mecz.
Droga do finału
Patrząc na skład finału, nie można nie przyjrzeć się drodze obu zespołów do decydującej fazy rozgrywek. Wydaje się, że nieco łatwiejszą miał „Kolejorz”. Poznaniacy rozpoczęli od wyjazdu do Tych, gdzie spotkali się z miejscowym GKS-em. Wbrew pozorom wcale nie było to łatwe spotkanie dla mistrzów Polski. Wygrali zaledwie 0:1 po bramce Semira Stlicia w 77. minucie. Na tym samym etapie rozgrywek Legia zmierzyła się z finalistą poprzedniej edycji, zespołem Pogoni Szczecin. Goście z Warszawy po męczarniach wygrali 0:1. Decydującego o awansie gola na dwie minuty przed końcem zdobył Michał Kucharczyk, który dopiero wchodził do zespołu.
W 1/8 finału Lecha los skojarzył z Cracovią. Spotkanie rozegrane zostało w Krakowie, gdzie słabo spisujący się w tym sezonie gospodarze ulegli lechitom aż 1:4. Legia z kolei mierzyła się ze Śląskiem Wrocław. Warszawianie do ostatnich chwil nie mogli być pewni awansu. Dopiero na cztery minuty przed końcowym gwizdkiem strzał Sebastiana Szałachowskiego dał zespołowi z Warszawy zwycięstwo 1:2. W kolejnej fazie podopieczni Bakero spotkali się z Polonią Warszawa. Po pierwszym przegranym 0:1 meczu na własnym stadionie wydawało się, że to „Czarne Koszule” są bliższe awansu do półfinału. W rewanżu poznaniacy pokazali jednak charakter, który pozwolił im zdobyć tytuł mistrza kraju w zeszłym sezonie. Wygrana 1:2 w stolicy pozwoliła im wyeliminować Polonię dzięki lepszemu bilansowi bramek wyjazdowych. Łatwej przeprawy nie miała również Legia. Po pierwszym meczu zremisowanym w Chorzowie z Ruchem 1:1 była wprawdzie faworytem przed rewanżem, ale jej wiosenna forma pozwalała „Niebieskim” myśleć o zwycięstwie przy Łazienkowskiej. Przed własną publicznością legioniści nie zaprzepaścili jednak szansy na awans i wygrali 2:0.
Oficjalne treningi Legii Warszawa i Lecha Poznań przed finałem Pucharu Polski (fot. Anna Kaszuba/ iGol.pl)
W półfinale rywalem „Kolejorza” było Podbeskidzie. W pierwszym spotkaniu w Poznaniu goście dzięki walce do samego końca zdołali zremisować 1:1. W rewanżu, mimo iż bielszczanie prowadzili już 2:0, to jednak ostatecznie przegrali 2:3, kończąc przygodę z Pucharem Polski na rzecz Lecha. Legionistom przyszło zmierzyć swoje siły w meczach z Lechią Gdańsk. Na wybrzeżu podopieczni Macieja Skorży wygrali tylko 0:1, ale w rewanżu nie dali już gościom szans, gromiąc ich aż 4:0.
Wydaje się, że to Legia miała odrobinę trudniejszą drogę do finału. Czy jednak będzie to miało jakiś wpływ na jego przebieg? Nie sądzę. Faktyczny stan rzeczy rozstrzygnie bowiem boisko.
Był taki finał
W 2004 roku zdobywcę Pucharu Polski wyłonić miał dwumecz. Awans Lecha do finału uważany był za niespodziankę. To Legia była zdecydowanym faworytem do zdobycia trofeum. W zwycięstwo Lecha wątpliwi również włodarze „Kolejorza”, którzy poprosili o przeniesienie pierwszego meczu do Poznania. Zdawali sobie bowiem sprawę z tego, że w przypadku porażki w Warszawie w rewanżu ciężko będzie zapełnić stadion. Pierwsze spotkanie w Poznaniu zakończyło się jednak niespodziewanym zwycięstwem gospodarzy 2:0 po dwóch golach Piotra Reissa. Drugi mecz wygrała Legia, ale zaledwie 1:0, co nie wystarczyło do zdobycia pucharu. Ciekawostką jest również fakt, iż po odebraniu pucharu lechici śpiewali niecenzuralne piosenki pod adresem „Wojskowych”. Jednym ze „śpiewaków” był Paweł Kaczorowski, który niedługi czas później przeszedł do Legii. Nie trzeba dodawać, jak ten transfer przyjęli kibice stołecznego klubu.
Mecze między finalistami w tym sezonie
Pisząc o finale Pucharu Polski, nie można nie wspomnieć o tegorocznych meczach między tymi zespołami. Jesienią Legia na własnym obiekcie pokonała Lecha 2:1. W niedawno odbytym spotkaniu w Poznaniu lepsi okazali się jednak lechici, wygrywając 1:0. Wszystko wskazuję więc na to, że we wtorkowym meczu czeka nas bardzo wyrównany pojedynek. Każdy błąd może decydować o ewentualnej porażce. Czy należy się zatem spodziewać otwartej, ofensywnej piłki? Myślę, że tak. Oba zespoły będą bowiem walczyć nie tylko o zwycięstwo z odwiecznym rywalem, lecz również o prawo startu w europejskich pucharach. O wszystkim zadecyduje jedno spotkanie. Tylko zwycięzca zgarnie całą pulę. Z tego też powodu nikt nie będzie chciał czekać na rzuty karne, które jak wiadomo są loterią. W moim mniemaniu możemy więc spodziewać się futbolu na tak, który sprawi, że z przyjemnością będzie się oglądało finał krajowego pucharu.
Opinie trenerów
Z tego, jak ważny jest to pojedynek, zdają sobie szkoleniowcy obu drużyn. Zgodnie podkreślają, iż będzie to jeden z kluczowych meczów w tym sezonie.
Obaj trenerzy zdają sobie sprawę, jak ważne przed nimi spotkanie (fot. cracovia.pl)
– Jeżeli fachowcy uważają, że to Lech jest faworytem spotkania, to ja przyjmuję ich stanowisko. Oczywiście szanujemy Legię i uważam, że zasłużyła na to, aby zagrać w finale. Zdajemy sobie sprawę, że będzie to bardzo trudny przeciwnik, ale przybyliśmy tutaj, aby wygrać to trofeum. Sądzę, że jesteśmy w stanie to osiągnąć. Dotarliśmy do ostatniego meczu, więc coś to oznacza. To spotkanie ma dla nas trzy wyzwania. Po pierwsze chcemy wygrać, po drugie liczymy na awans do europejskich rozgrywek, a po trzecie naszym rywalem jest warszawska Legia, a takie mecze są dla nas wyjątkowe. Wszelkie inne przemyślenia nie mają dla mnie znaczenia.Dla wszystkich piłkarzy i sztabu szkoleniowego ten mecz jest wyjątkowy. Chcemy przeżyć fantastyczną zabawę po tym spotkaniu i cieszyć się podczas tego meczu doskonałą atmosferą. Ewentualne zwycięstwo zadedykujemy naszym kibicom – powiedział Jose Bakero.
– Jutro emocje sięgną zenitu. Dla obu klubów to mecz, który być może zdecyduje o tym, czy w bieżącym sezonie uda im się coś osiągnąć. Patrząc na ligę, wiele drużyn ma szanse na podium, a wśród nich jesteśmy i my, i Lech. Nawet w przypadku niepowodzenia w finałowym starciu oba kluby zachowają szansę na europejskie puchary. W trwającym sezonie liga jest bardzo zwariowana, więc czeka nas jeszcze wiele emocji. Słuchając przedmeczowych analiz dokonywanych przez fachowców, wszyscy wskazują Lecha na faworyta. Według nich na papierze to poznaniacy mają silniejszy skład i drużynę. Swojej szansy upatrujemy w tym, że w tym sezonie zdołaliśmy go pokonać, a w rewanżowym spotkaniu potrafiliśmy zdominować zespół z Poznania. Jutro Lechowi nie pomoże 40 tysięcy kibiców, jak przy Bułgarskiej. Wyniki „Kolejorza”w meczach wyjazdowych także nie wyglądają najlepiej. To kolejny argument, który przemawia za nami – zauważył szkoleniowiec Legii, Maciej Skorża.
Nieobecni
Jestem pewien, że w Bydgoszczy czeka nas niezapomniane widowisko. Szkoda tylko, że kilku piłkarzy prawdopodobnie nie weźmie w nim udziału. W drużynie „Kolejorza” z całą pewnością zabraknie pauzującego za kartki Manuela Arboledy. Kolumbijczyk mimo słabszej formy nadal jest ważnym ogniwem defensywy mistrzów Polski. Jeśli chodzi o Legię, pod znakiem zapytania stoi występ Vrdoljaka, Rzeźniczaka, Choto i Radovicia. Najbliżej występu spośród tych zawodników jest chorwacki pomocnik, bez którego składu nie wyobraża sobie Maciej Skorża. Do ostatniej chwili ważyć się będą losy pozostałej trójki zawodników.
O meczach Lecha z Legią możemy mówić wiele. Miejmy nadzieję, że spotkanie to nie zawiedzie zwykłych koneserów futbolu, którzy we wtorkowe popołudnie zasiądą przed telewizorami, by obejrzeć ciekawe widowisko. Jak wiemy, hity naszej Ekstraklasy często potrafią zawodzić. Obie drużyny zdają sobie jednak sprawę z tego, iż będzie to mecz o honor, szacunek i sławę. To będzie coś więcej niż mecz. Będzie to prawdziwa futbolowa wojna. Tak więc panowie piłkarze, do dzieła! Pokażcie, że polską piłkę klubową stać na krajowe „Gran Derbi”!