Po efektownym pokonaniu Gruzinów (4:0) reprezentacja Polski zremisowała ze Szwajcarami 2:2 (1:1) w towarzyskim meczu rozegranym we Wrocławiu. Trener Adam Nawałka dał szansę do wykazania się wielu rezerwowym, którzy w większości nie zawiedli.
Wynik osiągnięty w starciu ze Szwajcarią cieszy prawie tak bardzo, jak gra zaprezentowana przez „Biało-Czerwonych”. Należy pamiętać, że Helweci to jedna z czołowych europejskich drużyn, która regularnie kwalifikuje się do wielkich turniejów. Podczas mundialu w Brazylii odpadli dopiero w 1/8 finału z późniejszym wicemistrzem świata, Argentyną, dopiero po dogrywce. Adam Nawałka wykorzystał ten mecz do przetestowania reszty powołanych zawodników oraz poprawienia kilku elementów, które trzeba dopracować przed kolejnymi meczami eliminacji. Również w Tbilisi dostał przecież kilka sygnałów i wskazówek, nad czym trzeba popracować w dalszej perspektywie.
Elementem, który należało poprawić, jest umiejętność rozgrywania dwóch porównywalnych połów, bo dotąd wizytówką Polaków było wrzucenie wyższego biegu dopiero po przerwie. Tak było w każdym meczu eliminacyjnych zmagań. Szczęśliwie, nikt z naszych rywali nie wykorzystał naszej niefrasobliwości w pierwszych połowach do tego stopnia, że w drugiej nie udało nam się odrobić strat, a w konsekwencji przegrać. Mecz ze Szwajcarią miał być idealną okazją, żeby przestać tkwić w tym letargu. Na gorąco trudno to ocenić, ale nasza gra w pierwszych 45 minutach nie wyglądała najgorzej. Stwarzaliśmy wiele groźnych sytuacji, akcje były konstruowane z pomyślunkiem, a tego często po prostu nam brakowało. Mimo szybko straconej bramki był widoczny progres. Pod koniec pierwszej części spotkania Artur Jędrzejczyk wyrównał dzięki stałemu fragmentowi gry, który powoli staje się bardzo mocną stroną podopiecznych Nawałki. W przypływie euforii obrońca FK Krasnodar przeskoczył przez bandy reklamowe i… usiadł na trybunach. Szwajcarzy nie zamierzali jednak poprzestawać na jednej bramce. Kilka minut przed przerwą Boruc w jednej akcji obronił takie strzały, o których wpuszczenie nikt nie miałby do niego pretensji. Boruc ani myślał nie skorzystać z okazji do potwierdzenia swoich umiejętności i do przerwy „Biało-Czerwoni” drugiej bramki już nie stracili. Także dlatego, że wcześniej Szwajcarzy mieli jeszcze jedną wyborną okazję, tyle że na całe szczęście Josip Drmic po łatwym ograniu Thiago Cionka został zatrzymany przez Kamila Glika.
W spotkaniu ze Szwajcarią udało się uniknąć nieporadności w odbiorze piłki rywalom, choć defensywa zasłużyła na ocenę dopuszczającą. Średnią znacznie obniżył Thiago Cionek, który nie wykorzystał szansy gry od pierwszych minut. Od początku zagrał również Paweł Olkowski, który radził sobie nieźle, ale nie pokazał wszystkiego, co potrafi. Nawałka miał okazję przetestować wielu zawodników, których nie zawsze miał sposobność sprawdzić. Straciliśmy dwie bramki, ale tylko jedna z nich była widocznym błędem defensywy zestawionej w eksperymentalnym sładzie. Szkoda wyrządzonej krzywdy Michałowi Żyro, którego media uwielbiają lansować, a on jest po prostu słabym, może średnim, piłkarzem. Ot, taki ligowy kopacz. Nie chodzi nawet o czerwoną kartkę, ale ostatnie występy piłkarza Legii Warszawa to – jakby powiedział Franciszek Smuda – piach i padlina. Serce boli oglądając, jak Robert Lewandowski nie może się wstrzelić w bramkę rywala. Dwoi się i troi, a gole nie wpadają. Ten problem omija Arkadiusza Milika, który strzelił fenomenalną bramkę z rzutu wolnego.










