Mecz Holandii z Brazylią miał być prawdziwym hitem i tak rzeczywiście się stało. Tak emocjonującego widowiska jeszcze na tym mundialu nie oglądaliśmy. Zwycięsko z tego arcyciekawego pojedynku wyszli Holendrzy, którzy pokonali ekipę „Canarinhos” 2:1.
Brazylia wyszła na boisko nietypowo, w niebiesko-białych strojach. Podobnie było w 1994 roku, kiedy to obie ekipy spotkały się również w ćwierćfinale. Wtedy niebieski kolor okazał się szczęśliwy dla Brazylii, która po fenomenalnym widowisku pokonała zespół „Oranje” 3:2.

Obie ekipy na tym mundialu preferowały do tej pory futbol, w której główną rolę odgrywała taktyka i postawa formacji defensywnej. Jednak w tym spotkaniu było zupełnie inaczej. Nikt nie kalkulował, nie było zasieków obronnych na własnej połowie, lecz odważne szukanie gry od pierwszej minuty. Taki futbol okazał się skuteczny dla Brazylii, która już w 7. minucie zdobyła bramkę, ale sędzia dopatrzył się pozycji spalonej Daniego Alvesa, a słuszność jego decyzji potwierdziły powtórki. To jednak jedynie opóźniło radość fanów „Canarinhos”. Trzy minuty później Felipe Melo znakomitym prostopadłym podaniem uruchomił Robinho, który nie miał problemów z pokonaniem Stekelenburga.
Podrażnieni Holendrzy rzucili się do ofensywy. Dużo problemów Julio Cesarowi sprawił strzał Kuyta. Ale już po chwili „Canarinhos” udowodnili, że są doskonali w grze z kontry, groźnie atakując na bramkę Holendrów. Po chwili obraz gry się zmienił i Brazylijczycy spokojnie kontrolowali przebieg meczu. Pięciokrotni mistrzowie świata mieli też szanse na podwyższenie wyniku. Po rzucie rożnym groźnie strzelał Juan, lecz jego uderzenie poszybowało nad poprzeczką bramki Stekelenburga. Chwilę później po składnej akcji w okienko bramki przymierzył Kaka i holenderski golkiper musiał pokazać swój nieprzeciętny kunszt, żeby obronić trudne uderzenie piłkarza Realu Madryt.
Do końca pierwszej połowy Holandia wciąż usiłowała stworzyć dogodną sytuację, lecz defensywa Brazylijczyków była dziś w wyśmienitej formie. To podopieczni trenera Dungi stwarzali groźniejsze sytuacje i mieli kolejne szanse na zdobycie gola. Blisko szczęścia był w ostatniej minucie Maicon, lecz jego strzał trafił w boczną siatkę.
Na początku drugiej połowy do ataku rzucili się Holendrzy, lecz ich starania najczęściej kończyły się na wysokości pola karnego. Jak się jednak okazało, wcale nie trzeba było geniuszu napastników holenderskich w polu karnym do zdobycia gola. W 53. minucie na prawej stronie boiska znalazł się Wesley Sneijder, który dośrodkował piłkę w pole karne. Wydawało się, że Julio Cesar pewnie złapie futbolówkę, lecz tor lotu przeciął Felipe Melo, który delikatnym muśnięciem piłki zupełnie zmylił swojego golkipera i strzelił bramkę samobójczą. Holandia wyrównała dość szczęśliwe, ale to mogło jedynie korzystnie wpłynąć na jakość tego widowiska.










