Węgierska OTP Bank Liga podzieliła się w tym sezonie na trzy grupy. Pierwszą i drugą tworzą po trzy zespoły, ale walczą one o zupełnie przeciwstawne cele, czyli mistrzostwo i utrzymanie. Do trzeciej należy z kolei pozostałych sześć klubów, które przeżywają swoje wzloty i upadki.
Węgry nie posiadają hegemona pokroju bułgarskiego Łudogorca Razgrad czy jeszcze do niedawna białoruskiego BATE Borysów. O sile ligi stanowią jednak dwa zespoły, które czasem są podszczypywane przez trzeciego konkurenta. Nie zmienia to jednak faktu, że Ferencvaros Budapeszt i Fehervar FC Szekesfehervar nadają ton całej rywalizacji, dodatkowo prezentując się ostatnio bardzo dobrze w europejskich pucharach.
Nie tylko „Fradi” i „Vidi”
W ubiegłym sezonie drużyna Fehervaru zaprezentowała się bardzo przyzwoicie w europejskich pucharach. Doszła ona do rundy play-off kwalifikacji do Ligi Mistrzów, sprawiając sporo kłopotów greckiemu AEK-owi Ateny. Po odpadnięciu z tych rozgrywek ówczesny mistrz Węgier zagrał w fazie grupowej Ligi Europy, w której do ostatniej kolejki walczył o awans. W tym roku Ferencvaros odpadł z LM jedną rundę wcześniej, ale w LE prezentował się podobnie jak jego największy rywal.
Różnica pomiędzy obiema drużynami polega jednak na tym, że popularni „Vidi” wyraźnie nie potrafili połączyć ze sobą gry w europejskich pucharach i krajowej lidze. „Fradi” tymczasem są liderem OTP Bank Ligi po rundzie jesiennej, mając przewagę czterech punktów nad swoim głównym rywalem i jednocześnie jeden zaległy mecz do rozegrania. Między innymi dlatego władze klubu z Szekesfehervaru zdecydowały się zwolnić po prawie dwóch i pół roku serbskiego trenera Marko Nikolicia. Jego miejsce zajął znany z Wisły Kraków hiszpański szkoleniowiec Joan Carillo, powracający na ławkę Fehervaru po czterech i pół roku przerwy.
Kolejny rok rywalizacji „Fradich” i „Vidich” byłby zapewne nudny, gdyby nie absolutna sensacja tegorocznych rozgrywek. Zespół Mezokovesd-Zsóry SE co prawda pod koniec rundy jesiennej dotknął kryzys, lecz przez dziewięć z szesnastu kolejek zajmował on pozycję wicelidera. Podopieczni Attili Kutora stworzyli zgrany kolektyw, natomiast kilku piłkarzy znalazło się w życiowej formie. Na wiosnę w walce o europejskie puchary drużynie z zaledwie ośmiotysięcznego miasta mają pomóc były obrońca Wisły Kraków Richard Guzmics, a także reprezentant Bośni i Hercegowiny Dino Besirović.
„Walka o spadek”
Jak ulał do słynnego przejęzyczenia Franciszka Smudy pasuje zespół Kaposvari Rakoczi FC. Piłkarze beniaminka grają tak beznadziejnie, że rzeczywiście można odnieść wrażenie, iż ich głównym celem jest „walka o spadek”. Tylko cud może uratować klub, który po szesnastu kolejkach ma zaledwie dziewięć punktów na swoim koncie, a w tym sezonie zaliczył serię ośmiu przegranych z rzędu.










