W każdej z pięciu najsilniejszych lig europejskich, poza Primera Division, doszło do co najmniej jednego spotkania na szczycie. I w ogólnym rozrachunku żadne z nich nie rozczarowało. W 47 meczach weekendowych kibice zobaczyli 116 bramek. Tym razem najwięcej, bo aż 27 goli, padło w niemieckiej Bundeslidze. Oto nasze podsumowanie weekendu.
Bohater weekendu
Cristiano Ronaldo. Portugalczyk jakiegoś spektakularnego spotkania z Realem Sociedad nie rozgrywał (dlatego nie ma go nawet na ławce rezerwowych naszej jedenastki kolejki), jednak dokonał w tym meczu niezwykłego wyczynu, a mianowicie przekroczył barierę 100 ligowych bramek. Nie byłoby w tym jednak nic niezwykłego (w końcu z taką częstotliwością, jaką robi to „CR7”, musiało to kiedyś nastąpić), gdyby nie fakt, że zrobił to na przestrzeni zaledwie 92 meczów ligowych. Portugalczyk, strzelając bramki nr 100 i 101 w meczu z RSSS, zapisał się w historii klubu jako piłkarz, który dokonał tego po rozegraniu najmniejszej liczby meczów.
Drużyna weekendu

Nie można przejść obojętnie obok ostatnich wyczynów Realu Saragossa. W trzech ostatnich spotkaniach zespół prowadzony przez Manolo Jimeneza odniósł dwa zwycięstwa, i to nie byle z kim, bo na wyjeździe z Valencią i u siebie z Atletico Madryt. Był też jeden pechowy remis z Osasuną. Kiedy wydawało się już, że mamy jednego pewnego spadkowicza w Primera Division, ten nagle nie złożył broni i mimo że zamyka w dalszym ciągu tabelę, to jednak zarówno dziewiętnasty Sporting Gijon, jak i osiemnasty Racing Santander mają tyle samo, 25 punktów. Do zakończenia sezonu pozostało osiem kolejek.
Najlepszy mecz
Było kilka ciekawych spotkań podczas weekendu, jednak każdemu czegoś zabrakło do miana wyróżniającego się, najładniejszego widowiska. Derby Londynu dopiero w drugiej połowie były bardzo interesujące, w Niemczech najwięcej bramek zobaczyli kibice w Kolonii, jednak było to dość jednostronne widowisko na korzyść Borussii Dortmund (6:1). Najbliżej chyba naszej kategorii były derby Włoch. Tu za to od początku do końca było sporo ciekawych akcji z obu stron, mnóstwo interwencji bramkarzy.
Największa niespodzianka
Weekend nie obfitował w sensacyjne rozstrzygnięcia, jednak porażkę Liverpoolu u siebie z Wigan (1:2) czy remis Manchesteru City w meczu ze Stoke (1:1) można nazwać niespodzianką.
Najładniejszy gol
Najładniejsze bramki padały w weekend na boiskach angielskiej Premier League. Jednak żadne trafienie nie było piękniejsze niż cudowny wolej z dystansu Petera Croucha w meczu Stoke – Manchester City. Angielski napastnik przyjął w powietrzu wysoką piłkę i cudownym strzałem pokonał Joe Harta.











