W przerwie na mecze międzypaństwowe Francja rozegrała jedno spotkanie eliminacyjne z Luksemburgiem oraz towarzyski pojedynek z Chorwacją. Jednak nie same wyniki przyciągały uwagę mediów, lecz powroty do kadry dwóch istotnych postaci: Patrice’a Evry oraz Francka Ribery’ego.
Podczas rozgrywanych w czerwcu zeszłego roku mistrzostw świata w RPA reprezentacja Francji, prowadzona przez Raymonda Domenecha, przechodziła kolejny kryzys. Nie dość, że była to pierwsza impreza bez wielkiego Zinedine’a Zidane’a, to jeszcze trener nie liczył się zupełnie z piłkarzami obecnymi w składzie i rządził wszystkim po swojemu, w oderwaniu od rzeczywistości. Na nieszczęście francuskiej federacji nie skończyło się na fatalnym wyniku sportowym, lecz również na buncie zawodników, którzy odmówili trenowania i grania pod dyrekcją Domenecha. Tym samym na arenie międzynarodowej wizerunek „trójkolorowego” futbolu został mocno nadwyrężony.

Konieczne zatem było wyciągnięcie konsekwencji. Osobą, która była najostrzej nastawiona wśród piłkarzy, był Nicolas Anelka i wobec niego spodziewać się można było wyciągnięcia najostrzejszych konsekwencji. Piłkarz londyńskiej Chelsea otrzymał długoterminowy zakaz występowania w kadrze, co w jego sytuacji równoznaczne było z zakończeniem kariery. Jednak federacja poszła dalej. Zawiesiła, choć w mniejszym wymiarze, dwóch innych. Wspomniani Patrice Evra i Franck Ribery zostali obarczeni winą, iż cały zespół stanął po stronie Anelki przeciwko swojemu szkoleniowcowi. Wiadomo doskonale, że w życiu sprawiedliwości nie ma i zawsze trzeba znaleźć kozła ofiarnego. Skąd my to znamy? Do grona tej dwójki dołożyć trzeba też Jeremy’ego Toulalana, który jednakowoż otrzymał symboliczną karę banicji w jednym spotkaniu. Evra i Ribery dostali po pięć meczów zawieszenia i na jakiś czas musieli skupić się jedynie na grze dla swoich klubów. Uzasadnieniem winy było, iż jako odpowiednio kapitan i zastępca kapitana powinni byli zareagować w obliczu strajku kolegów, a na pewno nie stawać po stronie zbuntowanych.
Nowy trener francuskiej kadry, Laurent Blanc, zaczął budować reprezentację od nowa i niewielu dopuścił z czerwcowej wersji „Les Bleus”. Kadrze wyszło to na dobre. W miejsce wielu wiekowych piłkarzy weszli nowi, utalentowani, których nad Sekwaną nie brakuje. Jednak kary dla wspomnianej dwójki musiały się kiedyś skończyć. Blanc zareagował bardzo szybko. Wysłał im powołania i już w pierwszym spotkaniu eliminacyjnym w Luksemburgu wystawił w pierwszym składzie. Trudno się dziwić, przecież Evra to jeden z najlepszych lewych obrońców świata, a prędkości i kreatywności Ribery’ego nie można nie cenić. Była jednak mała zmiana w porównaniu z mistrzostwami świata, bo defensor Manchesteru United nie otrzymał z powrotem opaski kapitana. Ciekawe na jak długo?










