Wielką nadzieją w związku z Euro 2012 była budowa nad Wisłą tak zwanych „orlików”. Dzięki temu miejscowa młodzież miała zyskać bodziec do uprawiania futbolu, a łowcy talentów więcej okazji do wypatrywania potencjalnych reprezentantów. Tego problemu nigdy nie było na wschód od Polski. W Rosji już jakiś czas temu wdrożono daleko idący plan szkolenia młodzieży, czego owoce są zbierane dzisiaj, a jeszcze okazalsze mają być za sześć lat. Warto więc przyjrzeć się ostatniemu z grupowych rywali „Biało-czerwonych”.
Historia piłkarska niepodległej Rosji nie może istnieć bez omówienia jej osiągnięć, kiedy piłkarze z największego kraju świata grali w reprezentacji Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich. Pod tym szyldem w mistrzostwach Europy „Sborna” debiutowała już w roku 1960, czyli na pierwszym turnieju o czempionat Starego Kontynentu. Najpierw musiała jednak przejść przez sito eliminacyjne w systemie każdy z każdym. Będąca jedną ze światowych potęg kadra Związku Radzieckiego bez większych problemów radziła sobie z kolejnymi przeszkodami. W 1/8 finału dwukrotnie pokonała Węgrów, a dwumecz z Hiszpanią zwyciężyła walkowerem. Dzięki temu Sowieci udali się na turniej finałowy do Francji. Półfinał okazał się dla ZSRR spacerkiem, w którym rozstrzelał Czechosłowację 3:0. By zdobyć złoty medal, należało jednak pokonać jeszcze Jugosławię. Mimo że to piłkarze z Półwyspu Bałkańskiego jako pierwsi wyszli na prowadzenie, Sowieci tuż po przerwie doprowadzili do wyrównania. Jednak do końca żaden gol już nie padł, więc sędzia zarządził dogrywkę. W niej, w 113. minucie, geniuszem błysnął Wiktor Poniedielnik, dzięki czemu „Sborna” została historycznym pierwszym mistrzem Europy. Blisko powtórzenia swojego sukcesu była cztery lata później. Wtedy również w półfinale rozstrzelała swojego przeciwnika, Danię 3:0. W finale w Madrycie przyszło jej jednak zmierzyć się z organizującą turniej Hiszpanią. Sowieci byli mocni, lecz to rywale strzelili jednego gola więcej, a wynik 2:1 przekazał prym „La Furia Roja”. Z rozgrywek we Włoszech Rosjanie wrócili z niczym nie ze względu na słabą formę, a zwyczajnego pecha. W półfinale przeciwko Włochom żadnej z drużyn nie udało się strzelić gola. Również i dogrywka nie przyniosła rozstrzygnięcia. Jako że nie stosowano wyłonienia zwycięzcy poprzez konkurs rzutów karnych, zdano się na los, a o udziale w finale zdecydował rzut monetą. I tak o złoto zagrali Włosi, a rozbitym Sowietom przyszła rywalizacja o brąz, którą przegrali z Anglikami 0:2. Niepowodzenia powetowali sobie cztery lata później. W Belgii tuż przed finałem przeszkodą dla ZSRR nie okazały się Węgry. Jednak w finale czekali na nich znajdujący się na fali Niemcy, którzy, gromiąc „Sborną” 3:0, zdobyli swój pierwszy europejski złoty medal. Następnie reprezentacja największego kraju świata nieco spuściła z tonu. Z następnego Euro odpadła po ćwierćfinale, a do dwóch następnych w ogóle się nie zakwalifikowała. Ożywienie przyszło dopiero w roku 1988, kiedy już do mistrzostw Europy wprowadzono fazę grupową. Pierwsze trzy spotkanie Sowieci przeszli niemal jak burza. Po pokonaniu 1:0 Holandii zaliczyli pechowy remis 1:1 z Irlandią. Na koniec jednak zaaplikowali Anglii trzy gole przy stracie jednego, dzięki czemu uzyskali prawo gry w fazie pucharowej. Drużyna, w której występował między innymi Ihor Biełanow, w ostatecznym starciu zmierzyła się z nafaszerowaną gwiazdami Holandią. Ekipa z Marco van Bastenem i Ruudem Gullitem nie dała jednak „Sbornej” szans, wywalczając swój pierwszy złoty medal na Starym Kontynencie.













