Nawet jeśli w grupie nie ma się aż tak mocnego przeciwnika, nie można lekceważyć tych, z którymi przyjdzie się zmierzyć. Rywal pozornie nietrudny może okazać się bardzo niewygodny i może sporo namieszać. Do takich od zawsze zaliczała się reprezentacja Portugalii. Przyjrzyjmy się zatem zespołowi, który już w czerwcu spróbuje zawojować polsko-ukraińskie boiska.
Debiut Portugalczyków na mistrzostwach Europy miał miejsce bardzo późno. Po raz pierwszy wśród elity europejskiej zaprezentowali się dopiero w 1984 roku. Turniej organizowany we Francji zakończył się dla nich niewątpliwym sukcesem, choć styl jego osiągnięcia z pewnością pozostawiał wiele do życzenia. Na dzień dobry przyszło im się zmierzyć z faworyzowanymi Niemcami, którym udało się wyrwać bezbramkowy remis. Nie mniej mocna Hiszpania również była faworytem starcia z „Brazylijczykami Europy”. Z „La Furia Roja” również wywalczyli remis i w walce o awans wystarczyło pokonać Rumunów. W 81. minucie gol Nene przesądził o jednobramkowej wygranej, co dało Portugalczykom promocję do półfinału i prawo gry z Francją. „Trójkolorowi” z Jeanem Tiganą i Michelem Platinim w składzie, mimo wielkiego oporu ze strony Portugalii, w przedostatniej minucie dogrywki zapewnili sobie udział w finale, w którym później zwyciężyli.

Co ciekawe, podobny wynik zanotowaliśmy 16 lat później na boiskach Belgii i Holandii. Tym razem „Nawigatorzy” przez cały turniej szli jak burza, pokonując kolejno Anglię, Rumunię i Niemcy w grupie oraz Turcję w ćwierćfinale, by w półfinale trafić na Francję. Również i tym razem doszło do zażartego starcia, do którego rozstrzygnięcia niezbędna stała się dogrywka. Tę zdobyciem złotego gola zakończył Zinedine Zidane. Jednak największy sukces na mistrzostwach Europy przyszedł dopiero cztery lata później, kiedy to „Brazylijczycy Europy” byli organizatorami mistrzostw. Otwarcie, delikatnie mówiąc, im nie wyszło, gdyż w łatwy sposób ulegli 1:2 skazywanej na pożarcie Grecji. Po tym zmuszeni byli grać o życie, przez co zyskali większą motywację do lepszego występu przeciwko Rosji i Hiszpanii. Zarówno gracze Gieorgija Jarcewa, jak i Inakiego Saeza nie okazali się dla nich potężną przeszkodą. Pokonali ich odpowiednio 2:0 i 1:0. W związku z tym wygrali grupę i zmierzyli się w ćwierćfinale w supermeczu z Anglią. Konfrontacja ta okazała się bardzo dramatyczna. Na bramkę Owena z trzeciej minuty odpowiedzieli trafieniem Postigi na siedem minut przed końcem, a niedługo potem sędzia zarządził dogrywkę. W niej prowadzili po bramce Rui Costy, by do rzutów karnych doprowadził Lampard. Konkurs „jedenastek” zakończył się pomyślnie dla Portugalczyków, a do historii przeszedł dzięki ogromnemu pudłu Davida Beckhama, obronie rzutu karnego przez Ricardo gołymi rękami oraz zakończenie strzelania właśnie przez niego. Po gładkim wyeliminowaniu Portugalii po raz pierwszy w historii te same drużyny zmierzyły się w meczu otwarcia i zamknięcia. Grecy wiedzieli, jak pokonać „Nawigatorów” i wykorzystali to za sprawą Angelosa Charisteasa. Ten w 57. minucie przesądził o złotym medalu dla piłkarzy z Hellady.










