Co to jest futbol? Futbol jest dyscypliną sportu, w której o zwycięstwo walczy 22 zawodników, a na koniec i tak wygrywają Niemcy. Tak zwykł mawiać znany angielski napastnik, Gary Lineker. Mówiąc to, miał dużo racji, gdyż drużyna naszych zachodnich sąsiadów do faworytów zaliczana jest w każdym turnieju, w którym bierze udział, i rzadko zdarza jej się wcześnie odpaść z rywalizacji. Przyjrzyjmy się zatem sylwetce reprezentacji Niemiec.
Swoją przygodę z mistrzostwami Europy piłkarze zza naszej zachodniej granicy rozpoczęli stosunkowo późno. Pierwszymi rozgrywkami o tytuł najlepszej ekipy Starego Kontynentu, w których wzięli udział, był turniej organizowany w 1972 roku przez Belgię. Bilety do sąsiedniego kraju uzyskali po mającym formę dwumeczu ćwierćfinale, w którym po zwycięstwie 3:1 i remisie 0:0 wyeliminowali Anglię. Gdy już zaczęła się rywalizacja o medale, pierwszym przeciwnikiem Niemców okazała się Belgia. „Czerwone Diabły” stać było jedynie na honorowe trafienie po dwóch golach słynnego Gerda Muellera, które zapewniły Niemcom w ich debiucie możliwość gry o złoty medal. By go zdobyć, należało pokonać pierwszego w historii mistrza Europy, Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich. Ponownie dał o sobie znać Mueller, strzelając kolejne dwa gole, a dodatkowa bramka Herberta Wimmera dała „Die Natzionalelf” triumf w najważniejszym turnieju piłkarskim na Starym Kontynencie.
Liczono, że cztery lata później zwycięstwo w czempionacie uda się obronić. Zwłaszcza że Niemcy przystępowali do rozgrywek w Jugosławii nie tylko jako mistrzowie Europy, ale również mistrzowie świata. Ponownie na otwarcie zmierzyli się z gospodarzami. Jugosłowianie stawili im o wiele bardziej zacięty opór niż Belgowie cztery lata wcześniej. Mecz zakończył się remisem 2:2 i do rozstrzygnięcia konieczna była dogrywka. W niej błysnął Dieter Mueller. W dodatkowym czasie gry zdobył dwa, a przez całe spotkanie w sumie trzy gole, dzięki czemu jego team otrzymał szansę na obronę mistrzostwa. By cieszyć się ze złota, należało jednak wcześniej pokonać zespół Czechosłowacji. Piłkarze zza naszej południowej granicy prowadzili już 2:0, lecz w ostatniej chwili „Die Natzionalelf” udało się doprowadzić do wyrównania. Jako że dogrywka nie przyniosła rozstrzygnięcia, konieczne okazało się zarządzenie konkursu rzutów karnych. W czwartej kolejce pomylił się Uli Hoeness, co później wykorzystał Antonin Panenka, zdobywając jednego z najsłynniejszych goli w historii futbolu. Niemcy musieli obejść się smakiem, lecz nie zamierzali marnować okazji nadarzającej się cztery lata później we Włoszech.
Mistrzostwa na Półwyspie Apenińskim zapisały się w historii jako pierwsze, w których udział wzięło osiem drużyn podzielonych na dwie grupy. W swojej Niemcy na inaugurację zmierzyli się z Czechosłowacją, rewanżując się jej za finał z poprzedniego turnieju wygraną 1:0. Po pokonaniu 3:2 Holandii zapewnili sobie awans do finału. Nie musieli przez to wysilać się w ostatnim starciu z Grecją zremisowanym 0:0. W finale czekała na nich Belgia. Gdy piłkarze „Czerwonych Diabłów” w 75. minucie za sprawą Rene Vandereyckena doprowadzili do wyrównania, wydawało się, że oba teamy zaczekają na dogrywkę. W ten sposób finału nie chciał rozstrzygać Horst Hrubesch. Na 120 sekund przed końcem strzelił swojego drugiego gola w spotkaniu, zapewniając Niemcom drugi złoty medal w historii.
Wtedy nieoczekiwanie maszynka do wygrywania zza naszej zachodniej granicy nieco się zacięła. W 1984 roku „Die Natzionalelf” w ogóle nie wyszła z grupy, a po kolejnych czterech latach wygrała ją, by zaraz potem odpaść w półfinale po porażce z Holandią. Ożywienie przyszło w Szwecji w 1992 roku, już po zjednoczeniu Republiki Federalnej Niemiec z Niemiecka Republiką Demokratyczną. Rozgrywki grupowe Niemcy zaczęli nie najlepiej, bo od remisu 1:1 ze Wspólnotą Niepodległych Państw. Po zwycięstwie 2:0 nad Szkocją Niemcy mogli odetchnąć z ulgą, lecz przez to nie ustrzegli się porażki 2:3 z Holandią na zamknięcie fazy grupowej. Drugie miejsce oznaczało konieczność gry w półfinale z organizującą turniej Szwecją. Choć ta walczyła jak lew, nie ustrzegła się przegranej, a nasi zachodni sąsiedzi po raz czwarty rywalizowali o mistrzostwo. Tym razem pokonać musieli rozpędzoną Danię. Zespół Richarda Moellera-Nielsena na dobrą sprawę do Szwecji przyjechał z wakacji i grał na totalnym luzie. Okazał się mocniejszy od przygotowywanej specjalnie na turniej reprezentacji Niemiec i pokonał ją 2:0.
Jako wicemistrzowie Europy, zawodnicy „Die Natzionalelf” zaliczani byli do głównych faworytów rozgrywek, które w roku 1996 odbyły się w Anglii. Choć podopieczni Bertiego Vogtsa grupę mieli trudną, przeszli przez nią bez straty bramki. Pokonali 2:0 Czechy i 3:0 Rosję, by na koniec bezbramkowo zremisować z Włochami. Andreas Koepke pierwszy raz skapitulował dopiero w wygranym 2:1 ćwierćfinale z Chorwacją. By zagrać o medal, Niemcy musieli pokonać Anglię W 16. minucie ustalony został wynik 1:1, który utrzymał się do samego końca dogrywki, a o zwycięstwie decydowały rzuty karne. Dopiero szósta seria, w której pomylił się Gareth Southgate, a celnie przymierzył Andreas Moeller, przesądziła o awansie Niemiec. Finał okazał się rewanżem za fazę grupową. W 59. minucie bliżej triumfu znaleźli się Czesi dzięki bramce z rzutu karnego Patrika Bergera. Jednak Berti Vogts miał w swojej talii asa w postaci Olivera Bierhoffa, który najpierw doprowadził do wyrównania, a potem zakończył spotkanie w myśl zasady „złotego gola”.
Następne turnieje nie szły po myśli naszych zachodnich sąsiadów. Z Euro 2000 i 2004 odpadali już po fazie grupowej. Ale przed czterema laty w Austrii i Szwajcarii pokazali, że nadal potrafią grać w piłkę i należy się z nimi liczyć. Grupę przeszli bez większych problemów. Po pokonaniu 2:0 Polski przydarzyła im się wpadka w postaci porażki 1:2 z Chorwacją, lecz triumf 1:0 z Austrią zapewnił im prym. W fazie pucharowej przyzwyczaili swoich kibiców do dreszczowców. Po bardzo nerwowych końcówkach pokonali po 3:2 Portugalię i Turcję. W półfinale jednak za mocna okazała się dla nich Hiszpania, która wygrała 1:0. Porażka ta nie zmieniła jednak wizerunku Niemców jako najbardziej utytułowanej drużyny na Starym Kontynencie. Wśród medali mistrzostw Europy mają na swoim koncie trzy złote, trzy srebrne i jeden brązowy.
Równie imponująco prezentuje się dorobek naszych zachodnich sąsiadów, jeżeli chodzi o mistrzostwa świata. Po raz pierwszy wśród najlepszych ekip globu, jeszcze pod szyldem III Rzeszy Niemieckiej, debiutowali we Włoszech w roku 1934. Od początku rozgrywek szli jak burza. W 1/8 finału pokonali 5:2 Belgię, a w ćwierćfinale 2:1 Szwecję. Swojego pogromcę Rzesza znalazła w półfinale w postaci Czechosłowacji, dla której trzy gole strzelił Oldrich Nejedly. „Die Natzionalelf” musiała zatem zadowolić się grą o brąz, który wywalczyła po pokonaniu 3:2 Austrii. Na ostatnim rozegranym przed II wojną światowa mundialu Niemcy nie zaimponowali, odpadając po fazie grupowej, a do pierwszych powojennych rozgrywek w ogóle się nie kwalifikowali. Jednak w 1954 roku pokazali pełnię swoich możliwości. Mimo że w grupach były po cztery drużyny, zawodnicy rozgrywali po dwa mecze. Niemcy Pokonali 4:1 Turcję, bo potem dać się rozgromić 8:3 niezwykle mocnym w tym czasie Węgrom. O tym, która drużyna uplasuje się za legendarnym zespołem Ferenca Puskasa, zadecydował baraż, w którym nasi zachodni sąsiedzi rozstrzelali Turków 7:2. W ćwierćfinale niestraszna okazała się pokonana 2:0 Jugosławia, a w półfinale została rozbita 6:1 Austria. W finale piłkarze zza Odry i Nysy Łużyckiej otrzymali szansę rewanżu za półfinał na Węgrach. Choć przeciwnicy, wśród których można było spotkać Ferenca Puskasa i Sandora Kocsisa, prowadzili po ośmiu minutach 2:0, w kolejnych dziesięciu musieli przełknąć gorzką pigułkę i pogodzić się z remisem. Na nieco ponad 300 sekund przed końcem Helmur Rahn przesądził o wygranej i pierwszym tytule mistrza świata dla Niemiec. Zwycięstwo to zostało potem ochrzczone mianem „cudu z Berna”. Dla „Die Natzionalelf” nastał po tym nieco słabszy okres. Ze Szwecji wróciła ona z czwartym miejscem, a w Chile udało jej się dojść zaledwie do ćwierćfinału. Po chudszych latach kibice nad Renem liczyli na odrodzenie na turnieju w ojczyźnie futbolu, Anglii. Przez grupę przeszli bez większych problemów, rozbijając 5:0 Szwajcarię, remisując bezbramkowo z Argentyną oraz pokonując 2:1 Hiszpanię. Czekający w ćwierćfinale Urugwaj został rozbity 4:0, a recepty na dobrze grających Niemców nie znalazła nawet nafaszerowana gwiazdami kadra Związku Radzieckiego z legendarnym Lwem Jaszynem na czele. Finał z Anglią okazał się bardzo kontrowersyjnym widowiskiem ze względu na słynnego bramkę Geoffa Hursta, której prawdopodobnie nie było. Synowie Albionu przy pewnym wsparciu sędziego pokonali rywali po dogrywce 4:2 i tak sięgnęli po swoje jedyne dotychczas międzynarodowe trofeum. Niepowodzenie miano sobie odbić cztery lata później w Meksyku. Niemcy grupę przeszli jak burza po pokonaniu 2:1 Maroka, 5:2 Bułgarii i 3:1 Peru. W ćwierćfinale doszło do rewanżu za finał poprzedniego mundialu. Podobnie jak cztery lata wcześniej mecz zakończył się wynikiem 2:2 i konieczne było zarządzenie dogrywki. W niej padł już tylko jeden gol, a strzelił go słynny Gerd Mueller. W półfinale już tego szczęścia zabrało i po pasjonującym spotkaniu nasi zachodni sąsiedzi zostali odprawieni przez Włochów. Na pocieszenie wywalczyli brąz po pokonaniu Urugwaju. Po dwóch podiach w dwóch kolejnych mundialach „Die Natzionalelf” znalazła się pod olbrzymią presją. Wszyscy spodziewali się triumfu, a dodatkowym czynnikiem mobilizującym graczy Helmuta Schoena do wygrywania miało być organizowanie największego turnieju piłkarskiego na świecie na terenie Republiki Federalnej Niemiec. Fazę grupową zakończyli nieoczekiwanie na drugim miejscu. Powodem takiego stanu rzeczy okazała się wpadka w postaci porażki z Niemiecką Republiką Demokratyczną 0:1 po pokonaniu 1:0 Chile i 3:0 Australii. Przez to w dalszej części mundiali „Die Natzionalelf” trafiła do grupy drugiej, w której na dzień dobry z kwitkiem odprawiła 2:0 Jugosławię, a potem 4:2 Szwecją. O miejscu w finale decydował jakże dla nas pamiętny mecz na wodzie z Polską. Na bardzo kiepskim boisku lepsze wrażenie sprawiali „Biało-czerwoni”, a Jan Tomaszewski w bramce wyczyniał cuda, broniąc między innymi rzut karny Ulego Hoenessa. Ten jednak mógł dziękować losowi, że jego kolegą z drużyny jest Gerd Mueller, który odesłał Polaków do finału pocieszenia. W meczu o złoto Niemcy stanęli naprzeciw Holandii. Choć wśród „Pomarańczowych” występowali wtedy Johanowie Neeskens i Cruyff, to „Die Natzionalelf” w ostatecznym rozrachunku zgromadziła na swoim koncie jedno trafienie więcej i zdobyła swój drugi tytuł mistrza świata. Niemcy zaliczali się do najlepszych drużyn globu. Jak każdemu zdarzyła im się też niewielka wpadka. Nieudany okazał się mundial w roku 1978 w Argentynie, kiedy odpadli z rywalizacji po drugiej fazie grupowej. Niepowodzenie to odbili sobie w Hiszpanii. Choć na początku zdarzył im się wypadek przy pracy w postaci porażki 1:2 z Algierią, pokazali swoje możliwości, gromiąc Chile 4:1 oraz pokonując Austrię 1:0. W drugiej rundzie grupowej trafili na Anglię i Hiszpanię. Po trudnym i zremisowanym 0:0 spotkaniu z Wyspiarzami, jeżeli chcieli grać dalej, musieli pokonać „La Furia Roja”. Ostatecznie południowców stać było jedynie na honorowe trafienie po dwóch golach Niemców. Prawdziwie trudne do wykonania zadanie czekało ich w półfinale. Ich rywalem w walce o medale okazała się Francja. Po 90 minutach był remis 2:2, po 120 – 3:3. O awansie do finału decydowały dramatyczne rzuty karne. W nich o jednego gola lepsi okazali się Niemcy, dzięki czemu to oni znaleźli się w madryckim finale. Tam jednak stanowili tylko tło dla Włochów. Gracze z Półwyspu Apenińskiego triumfowali 3:1, dzięki czemu po raz trzeci zostali mistrzami świata. Nasi zachodni sąsiedzi, zdobywając srebrny medal, odnieśli niewątpliwy sukces, lecz jeszcze większa radość zapanowała za Odrą i Nysą Łużycką cztery lata później, kiedy został on obroniony. Tym razem awans do fazy pucharowej sprawił Niemcom sporo problemów. Po remisie 1:1 z Urugwajem pokonali 2:1 Szkocję. Na zamknięcie grupy przegrali 0:2 z Danią, co jednak nie odebrało im drugiego miejsca. Na pierwszym piętrze fazy pucharowej trafili na Maroko, które pokonali w okrutnych męczarniach po bramce Lothara Matthaeusa, zdobytej na trzy minuty przed końcem spotkania. W ćwierćfinale rozstrzelany przez „Di Natzionalelf” został Meksyk. Nastąpiło to jednak dopiero po rzutach karnych, gdyż do końca dogrywki utrzymał się wynik 0:0. W półfinale doszło do rewanżu za półfinał sprzed czterech lat. Tym razem jednak Francuzi nie stawiali już tak zaciętego oporu i polegli 0:2. Finał znowu okazał się nie dla Niemców. Tym razem 2:3 ulegli dowodzonej z boiska przez Diego Maradonę Argentynie. Apetyt, jak wiadomo, rośnie w miarę jedzenia i mało kto wyobrażał sobie, że po dwóch drugich miejscach Niemcy mogą wrócić z Włoch z innym krążkiem niż złoty. Najpierw trzeba było jednak przejść fazę grupową. Jugosławia i Zjednoczone Emiraty Arabskie nie sprawiły im wielkiego problemu. Oba teamy zostały rozgromione odpowiednio 4:1 i 5:1. „Die Natzionalelf” mogła sobie pozwolić na rozluźnienie w starciu z Holandią, które zremisowała 1:1. Droga do finału usłana różami nie była. By grać dalej, należało najpierw pokonać Holandię. Po odprawieniu „Pomarańczowych” 2:1 na drodze Niemców stanęła Czechosłowacja, która została pokonana 1:0. W półfinale Anglia okazała się na tyle mocna, że doprowadziła do karnych, a w konkursie „jedenastek” lepsi okazali się zawodnicy z kontynentu. W starciu o złoto „Die Natzionalelf” otrzymała możliwość zrewanżowania się Argentynie za finał sprzed czterech lat. Tym razem padł zaledwie jeden gol. A że strzelił go Andreas Brehme, po raz trzeci najlepsi na świecie okazali się nasi zachodni sąsiedzi.
Po zjednoczeniu Niemiec na chwilę w miejscowym futbolu nastąpił zastój. Z dwóch kolejnych mundiali piłkarze odpadli w ćwierćfinałach, przegrywając kolejno z Bułgarią i Chorwacją. W Korei Południowej i Japonii mało kto na nich liczył. Ci jednak zaczęli turniej najlepiej, jak mogli, bo od rozgromienia Arabii Saudyjskiej 8:0. Po pechowym remisie 1:1 z Irlandią sposobu na Niemców nie znalazł Kamerun, który przegrał 0:3. W fazie pucharowej nasi zachodni sąsiedzi nastawili się na wygrywanie po 1:0, starając się jak najmniejszym wysiłkiem awansować dalej. Tak pokonali Paragwaj, Stany Zjednoczone i Koreę Południową. Pierwszego pogromcę znaleźli dopiero w starciu o złoto, a okazała się nim Brazylia. Z nią Niemcy chcieli się zmierzyć w finale cztery lata później, rozgrywając mundial u siebie. Grupę przeszli jak burza. Zwycięstwa 4:2 nad Kostaryką, 1:0 nad Polską i 3:0 nad Ekwadorem dały pewny awans do 1/8 finału, w której to fazie, strzelając dwa gole, Lukas Podolski wyeliminował Szwecję. W ćwierćfinale czekał jeden z głównych faworytów turnieju, Argentyna. Gospodarzom niemal w ostatniej chwili udało się doprowadzić do remisu, a o zwycięstwie decydowały rzuty karne. Argentyna przegrała konkurs „jedenastek” po raz pierwszy w historii, a miejscowi kibice zapamiętają ten mecz dzięki gestowi solidarności między nienawidzącymi się niemieckimi bramkarzami – Oliverem Lahnem i Jensem Lehmannem. Przed półfinałem było wiadomo, że jeden z mitów zostanie obalony. Dotychczas Niemcy nigdy nie przegrali w Dortmundzie, a Włosi nigdy nie przegrali na mistrzostwach świata z Niemcami. Po zakończonym bezbramkowym remisem starciu dogrywkowe trafienia Fabio Grosso i Alessandro Del Piero dały awans piłkarzom z Półwyspu Apenińskiego. „Die Natzionalelf” musiała zadowolić się finałem pocieszenia i rozbiciem w nim Portugalii 3:1. Dwa podia z rzędu sprawiły, że nad Renem zrobił się olbrzymi apetyt na pierwsze od 20 lat złoto. Jak pokazywała historia, kibice za naszą zachodnią granicą mogli na to liczyć. Rywalizacje w RPA rozpoczęli od rozgromienia 4:0 Australii, po którym przyszła nieoczekiwana porażka 0:1 z Serbią. By mieć pewność awansu, należało pokonać Ghanę, co udało się po trafieniu Mesuta Oezila. W 1/8 finału doszło do wielkiego megahitu. Niemcy mieli zmierzyć się z Anglią. Choć nie zabrakło kontrowersji, jak chociażby nieuznany prawidłowy gol Franka Lamparda, „Die Natzionalelf” udowodniła, że jest do tego turnieju lepiej przygotowana i odprawiła Wyspiarzy 4:1. 4:0 rozgromiła stanowiącą kandydata numer jeden do tytułu, Argentynę. To stawiało Niemców w uprzywilejowanej sytuacji przed półfinałem z Hiszpanią, której ulegli drugi raz z rzędu na wielkiej imprezie, tym razem po trafieniu Carlesa Puyola. Ponownie naszym zachodnim sąsiadom pozostała walka w finale pocieszenia, w którym pokonali Urugwaj 3:2. Jeśli weźmiemy pod uwagę wszystkie wyniki osiągane w mundialach, w sukcesach Niemcy ustępują tylko Włochom. Maja na swoim koncie w mistrzostwach świata trzy złote medale, cztery srebrne i cztery brązowe.
Do Euro 2012 „Die Natzionalelf’ dostała się bez żadnych problemów. Grupę miała trochę trudną, czekały ją dwa dalekie wyjazdy do Kazachstanu i Azerbejdżanu oraz starcia z nieprzewidywalnymi Belgami i Turkami. Ostatecznie jednak zakończyła eliminacje z kompletem dziesięciu zwycięstw oraz stanem bramkowym 34:7.
Obecna reprezentacja Niemiec jest drużyną bardzo młodą. W ostatnich latach nastąpił wręcz wysyp utalentowanej młodzieży za naszą zachodnią granicą, dzięki czemu miejscowi trenerzy cierpią na prawdziwy nadmiar bogactwa. Oczywiście, w ekipie nie brakuje zawodników doświadczonych, lecz zdecydowaną większość stanowią piłkarze poniżej 26. roku życia. Najbardziej znanymi obecnie reprezentantami Niemiec są: Manuel Neuer, Thomas Mueller, Miroslav Klose, Lukas Podolski i Mario Gomez. Nie do nich należy jednak miano największej gwiazdy, lecz do Mesuta Oezila. Urodził się on 15 października 1988 roku w Gelsenkirchen. Swoje pierwsze kroki w profesjonalnym futbolu stawiał w największym klubie ze swojego rodzinnego miasta, Schalke 04. Powoli przebijał się do pierwszego składu, ale w roku 2008 postanowił przyjąć propozycję Werderu Brema. Tam nastąpiła eksplozja jego talentu. W ciągu dwóch lat rozegrał dla „Muzykantów” szereg znakomitych spotkań, dzięki czemu upomniała się o niego reprezentacja. Z Werderem w 2009 roku zdobył Puchar Niemiec i dotarł do finału Pucharu UEFA. Sztab trenerski reprezentacji Niemiec powołał go na mundial do RPA, gdzie zdobył brązowy medal, a swoją grą wywarł tak ogromne wrażenie, że na ściągnięcie go zdecydował się opiekun Realu Madryt, sam Jose Mourinho. Już w pierwszym sezonie na Estadio Santiago Bernabeu zdobył Puchar Hiszpanii oraz dotarł do półfinału Ligi Mistrzów. W drużynie narodowej dotychczas na koncie 31 występów i osiem goli. Ostatnie sukcesy Niemiec nie byłyby możliwe, gdyby nie obecność na ławce trenerskiej jednego człowieka, Joachima Loewa. Swoją pracę trenerską zaczynał od prowadzenia w 1994 roku młodzieży klubu FC Winterthur. Jeszcze w tym samym roku stanął na czele FC Frauenfeld, w którym wytrwał do końca sezonu. W następnym został asystentem w VfB Stuttgart, by po roku stać się pierwszym trenerem. Z „Die Schwaben” odniósł swój pierwszy poważny sukces, zdobył w roku 1997 Puchar Niemiec. W 1998 na rok wyjechał do Turcji, by trenować Fenerbahce Stambuł, a po powrocie zajął się pracą w Karlsruher SC. Rok 2001 zaczął od nieudanego podejścia do Adanasporu, by zaraz po tym przenieść się do Tirolu Inssbruck. Z tą drużyna odniósł swój kolejny sukces, zdobywając mistrzostwo Austrii. Pozostając rok bez zatrudnienia, popracował przez kolejny w Austrii Wiedeń, by w 2004 roku przyjąć propozycję nie do odrzucenia. Zgodził się zostać asystentem Juergena Klinsmanna, ówczesnego selekcjonera reprezentacji Niemiec. W „Die Natzionalelf” Loew stał się człowiekiem od brudnej roboty. To on zajmował się w głównej mierze treningami, podczas gdy Klinsmann właściwie odgrywał głównie rolę motywatora. Po zajęciu przez Niemcy trzeciego miejsca na mundialu organizowanego na własnym terenie zastąpił Klinsmanna na jego stanowisku. Rozwinął wykonaną przez siebie pracę do mistrzostw świata, co przełożyło się na kolejne sukcesy drużyny narodowej. Z Austrii i Szwajcarii prowadzony przez niego zespół wrócił ze srebrnym, a z Republiki Południowej Afryki z brązowym krążkiem.
Biorąc pod uwagę możliwości piłkarskie Niemców, trudno nie zaliczyć ich do głównych faworytów Euro 2012. W gronie kandydatów do mistrzostwa wymienia się ich zawsze, lecz tym razem ma to szczególny wymiar. Problem nadmiaru bogactwa Joachima Loewa oraz wyszkolenie techniczne i taktyczne jego zawodników sprawiają, iż stają się oni murowanymi faworytami Euro 2012. Awans do półfinału to absolutne minimum, które osiągną, ich zwycięstwo w kijowskim finale należy uznać za bardzo prawdopodobne.
Komentarze5
~
~WoJo
Polska wygra i już kokokokoko EURO spoko piłka leci
hem wysoko…!
~D
~X Duid X
Polska i koko koko euro spoko to est nasza taktyka..
Pod pozorem roześmiania przeciwników….D:
~O
~Dajmy obiad
Koko Euro spoko piłka leci hem wysoko wszyscy razem
zaśpiewajmy naszym obidad dajmy
~
~WoJoPRoX
Polska biało-czerwoni! Polska biało-czerwoni!
zara padnie 1 gol! zara padnie 1 gol!
Polska biało-czerwoni! Polska biało-czerwoni!
~
~lew
Deutschlad niech wygra euro 2012 to jedyny przyzwoity
zespół który na to zasługuje