Zwykłemu przechodniowi Holandia kojarzy się z wieloma błahymi sprawami. Na pierwszy ogień cisną się przede wszystkim tulipany, szerokie połacie nizin i depresji oraz wszechobecna wolność związana z legalnością aborcji, eutanazji oraz miękkich narkotyków. Osoby mające pojęcie o piłce nożne są jednak świadome, że głównym towarem eksportowym tego małego kraju jest potężna reprezentacja piłkarska. Jest to zespół, który w każdym turnieju należy do faworytów i każdy wynik poza finałem jest dla niego porażką.
Swój debiut na najważniejszej piłkarskiej imprezie kontynentu Holendrzy zaliczyli dość późno. Po raz pierwszy na najważniejszym turnieju piłkarskim w tej części świata debiutowali w roku 1976, kiedy rozgrywki organizowała Jugosławia. Zanim „Pomarańczowi”, będący aktualnymi wicemistrzami świata, zameldowali się na Półwyspie Bałkańskim, w ostatniej fazie eliminacji w formie play-off musieli wyeliminować sąsiadów z Belgii. Kwestia biletów na samoloty do Jugosławii rozstrzygnęła się już w pierwszym starciu. Holendrzy zmiażdżyli w Rotterdamie swoich przeciwników 5:0, by w rewanżu pokonać rywali 2:1. W starciu o finał przyszło im się zmierzyć z Czechosłowacją. Przez 90 minut zaciętego starcia żadnej ze stron nie udało się przechylić szali zwycięstwa na swoją korzyść. Sędzia zarządził dogrywkę, w której gole Nehody i Vesely’ego przesądziły o zwycięstwie przyszłych mistrzów Europy. Holendrom pozostało starcie o brąz. Przez większość spotkania z gospodarzami przeważali, prowadzili 2:0, lecz na siedem minut przed końcem starcia Dragan Dżajić doprowadził do wyrównania. Tym razem szczęście w dogrywce uśmiechnęło się do piłkarzy z Beneluksu, którzy dzięki trefieniu Ruuda Geelsa w swoim debiucie w mistrzostwach Europy zdobyli brązowy medal.

Cztery lata później tak różowo już nie było, „Pomarańczowi” odpadli już w fazie grupowej, by do rozgrywek we Francji w ogóle się nie zakwalifikować. Do turnieju powrócili w roku 1988 na mistrzostwach, które odbywały się w Republice Federalnej Niemiec. Mając w swoim składzie coraz bardziej jaśniejącą gwiazdę Marco van Bastena, gracze z Beneluksu w pierwszym starciu jednak ulegli Związkowi Radzieckiemu 0:1. W spotkaniu z Anglikami potrzebowali już zwycięstwa. To zapewnił im wspomniany wcześniej napastnik, zdobywając trzy gole. Na koniec fazy grupowej musieli stoczyć bezpośrednie starcie o awans do fazy pucharowej z Irlandią. W spotkaniu tym padł zaledwie jeden gol. A że strzelił go Wim Kieft, udział w dalszych grach wywalczyli Holendrzy. W półfinale przed „Pomarańczowymi” stało bardzo trudne zadanie pokonania gospodarzy turnieju. Na dwie minuty przed końcem po bramkach z rzutów karnych Lothara Matthaeusa i Ronalda Koemana na tablicy wyników widniał remis 1:1 i wszyscy szykowali się do dogrywki. Wtedy jednak do akcji wkroczył niezawodny Van Basten, dzięki czemu Holendrzy otrzymali możliwość poprawy wyniku z Jugosławii. By zdobyć złoty medal, należało zrewanżować się za porażkę z fazy grupowej Związkowi Radzieckiemu. Sowieci byli silni, lecz to Ruud Gullit i Marco van Basten zdobywali gole i dzięki temu Holandia wywalczyła swój pierwszy tytuł mistrza Europy. Choć w każdym Euro, w którym „Pomarańczowi” brali udział, byli zdecydowanymi faworytami, nie udało się już nawiązać do sukcesu z Niemiec. Jednak aż trzy razy byli blisko powtórzenia tego wyczynu, ale nie udało im się przejść fazy półfinałowej. W roku 1992 roku lepsi od nich okazali się Duńczycy, w 2000 Włosi, a w 2004 Portugalczycy. Z ostatnimi mistrzostwami w Austrii i Szwajcarii pożegnali się w ćwierćfinale, ulegając po dogrywce Rosji.












