Wymuszenia, oszustwa, pranie brudnych pieniędzy – to tylko kilka z zarzutów, na podstawie których zatrzymano wczesnym rankiem w Zurychu sześciu działaczy największej piłkarskiej organizacji świata. Wśród nich jest między innymi Jeffrey Webb, prezydent CONCACAF, któremu jeszcze niedawno sam Sepp Blatter gratulował reelekcji, a który w FIFA zajmował się audytem wewnętrznym.
Szwajcarski boss futbolowej mafii zapewne utrzymywał będzie, że w tak wielkiej organizacji zdarzają się czarne owce, a jego samego sprawa nie dotyczy (do tej pory nie postawiono mu żadnych zarzutów). W Polsce znamy to aż za dobrze. Dziesięć lat temu zaczęło się od jednej owcy, a skończyło się na ponad 600 oskarżonych.
Najważniejszym więc pytaniem na dziś jest: Czy owe zatrzymania coś zmienią?
„To smutny dzień dla piłki” – komentował całą sprawę książę Ali Bin Al-Hussein, kontrkandydat obecnego prezydenta FIFA w piątkowych wyborach. Sęk w tym, iż należy myśleć, że jest wręcz przeciwnie. Oto kilku członków tej organizacji staje przed poważnymi oskarżeniami nie tylko o malwersacje finansowe, ale także o ustawienie zbliżających się mistrzostw świata w Rosji (2018) i Katarze (2022).
Smucić – a może raczej żenować – powinno nas zachowanie tych, którzy akcję FBI i szwajcarskiej policji w jakiś sposób chcą zdyskredytować. Pracownicy hotelu zasłaniający swoich klientów prześcieradłami przypominający pastisz kina akcji czy hotelowi goście wygwizdujący próbujących zaczerpnąć informacji o całym zajściu dziennikarzy w imię dobrego smaku i prywatności.











