Termin FIFA, w którym towarzysko grają reprezentacje, to okazja, żeby nasi kadrowicze mogli razem potrenować, zgrać się i zmierzyć w meczu na tle jakiegoś rywala. Tym razem, na szczęście, nie będzie to sielanka, bo na PGE Arenę w Gdańsku przyjeżdża zespół Urugwaju.
Zwycięzca Copa America i czwarta drużyna ostatniego mundialu, której mecze, a szczególnie ćwierćfinał z Ghaną i parada bramkarska Suareza, dostarczyły tylu, zapamiętanych na długo, emocji. To już jednak historia. Ostatnio podopieczni Tabareza błyszczą tylko w klubach. A to Cavani strzeli cztery gole w meczu LE, a to Suarez jest liderem klasyfikacji strzelców w Premier League, ale nijak nie przekłada się to na reprezentację.

„Urusi” w czterech ostatnich spotkań zebrali trzy łomoty (0:4 z Kolumbią, 0:3 z Argentyną i 1:4 z Boliwią), a także raz zremisowali. Takie wyniki sprawiły, że nasz najbliższy rywal nie jest już czwartą, a jedenastą drużyną w rankingu FIFA (więcej o obecnej formie Urugwaju). Polacy i tak o tak wysokiej pozycji mogą tylko marzyć, bo dłuższego czasu dryfują już w okolicach 50. miejsca i niżej.
Słabe ostatnie wyniki to jednak wcale nie jest dobry sygnał dla Polaków, bo znając ambicję tych zawodników, do Polski przyjadą nie tylko dlatego, że muszą, ale również po to, żeby zrehabilitować się w jakiś sposób w oczach kibiców i trenera. A przecież to bardzo dobrzy zawodnicy. Nie tylko Cavanim i Suarezem Urugwaj stoi, są przecież jeszcze piłkarze Atletico, PSG, Interu, Lazio, znani na naszym kontynencie i długo można by tak wymieniać. Bez względu na ich formę ostatnio, to oni mają więcej umiejętności, my będziemy musieli zwycięstwo wywalczyć. Szkoleniowiec przeciwników był natomiast dość kurtuazyjny przed meczem: – Polska ma wspaniałe tradycje piłkarskie. Niedawno zaś, przeciwko Anglii, rozegrała bardzo dobre spotkanie. Czeka nas więc trudny mecz na terenie rywala.

Fakt, rozegraliśmy dobry mecz, szkoda że nie udało się zdobyć trzech punktów, ale urwanie punktu Anglikom zawsze cieszy. Na razie w eliminacjach radzimy sobie całkiem nieźle, mogło być nawet lepiej, ale nie jest źle. Przerwę zimową spędzimy na trzecim miejscu w grupie, ze stratą pięciu punktów do lidera z Czarnogóry, która zostanie nim dzisiaj, dopisując sobie trzy punkty za wygraną z San Marino. Rywale ze wschodu Europy będą mieli jednak rozegrany już jeden mecz więcej, a rywalizację z najsłabszą drużyną w naszej grupie już za sobą.












