Piłkarze Podbeskidzia Bielsko-Biała po raz kolejny sprawili nie lada niespodziankę, remisując na wyjeździe w półfinałowym meczu przeciwko Lechowi Poznań. Trenerzy obu zespołów na konferencji pomeczowej byli w zupełnie innych nastrojach.
Podbeskidzie zdołało wyrównać dopiero w 93. minucie spotkania. Dzięki temu podopieczni Roberta Kasperczyka wciąż mają szansę na awans do wielkiego finału. Sam trener nie krył zadowolenia z przebiegu spotkania i uważa, że jego zawodnicy mogą być dumni po rywalizacji z mistrzem Polski.
– Jeżeli strzela się bramkę w ostatniej minucie doliczonego czasu gry w meczu pucharowym i ten gol daje nam remis z takim przeciwnikiem jak Lech Poznań, to można być dumnym z postawy chłopaków. W drugiej połowie był moment, gdy Lech nas przycisnął. Straciliśmy jedną bramkę, ale na szczęście nie pękliśmy. Przetrwaliśmy i w końcówce, jak nie mieliśmy już nic do stracenia, postanowiliśmy zaatakować. Zostaliśmy za to nagrodzeni. Do awansu wciąż daleka droga, ale chłopakom już należą się gratulacje – powiedział trener Podbeskidzia.
Po minie Jose Marii Bakero widać było rozczarowanie, a jak sam trener przyznaje, nie tak miał wyglądać końcowy wynik. Hiszpan jest jednak dobrej myśli i ma nadzieję, że w drugim meczu jego piłkarze udowodnią rywalom, kto jest lepszy.
– To było ciężkie spotkanie, ale tego można było się spodziewać. Nie myślałem jednak, że będzie aż tak trudno. Drużyna z Bielska wyszła na mecz bardzo zdeterminowana, ale po 10 minutach opanowaliśmy sytuację. W drugiej połowie z każdą minutą graliśmy lepiej. Zdobyliśmy bramkę, ale nie potrafiliśmy podwyższyć prowadzenia. Goście natomiast pokazali ducha walki i im się to opłaciło. Stało się coś, co nie powinno się wydarzyć. Sprawa awansu jest jednak ciągle otwarta. W rewanżu zrobimy wszystko, aby jego losy rozstrzygnąć na swoją korzyść – powiedział Bakero.










