Do wielkiej tragedii doszło w USA. Członek sztabu szkoleniowego drużyny New York Red Bulls został zabity przez niezidentyfikowanych sprawców w okolicach Manhattanu.
Po raz kolejny piłkarski świat pogrążył się w żałobie. Nieprzewidywalna i bezsensowna śmierć uderzyła w drużynę New York Red Bulls, która już niedługo będzie żegnała swojego oddanego pracownika, Mike’a Jonesa. 25-letni trener już nigdy nie wybiegnie na murawę amerykańskiego stadionu, a jego wychowankowie nie będą mieli okazji pracować z człowiekiem, dla którego, wedle słów kolegów ze sztabu szkoleniowego, futbol był życiową pasją.
Głównym zadaniem trenera była praca z najmłodszymi wychowankami nowojorskiego klubu, zanim ci jeszcze dołączyli do juniorskiej kadry zespołu. Wszyscy wspominają go jako bardzo energicznego, pełnego zapału i radości życia człowieka, który podporządkował futbolowi całe życie, jakże krótkie i nagle przerwane.
Nie są znane dokładne szczegóły tragedii, wiadomo jedynie, że Jones został znaleziony martwy w okolicach Union Square na Manhattanie. Na ciele miał wiele ran kłutych i szarpanych, co powoduje podejrzenia ataków nożem. Poszukiwanie zabójcy lub zabójców trwa, śledztwo jest w tym momencie na etapie odtwarzania zdarzeń z tamtego feralnego dnia. Motyw nie jest znany.










