Przed nami już ostatnie godziny do meczu Polski z Niemcami. Na Stadionie Narodowym emocji z pewnością nie zabraknie. Opinie są jednak przeróżne. Czy podopiecznym Adama Nawałki uda się wywalczyć chociaż jedno oczko? Grzegorz Lato, były prezes PZPN, i Michał Trela, dziennikarz „Przeglądu Sportowego”, są zgodni. Cudu nad Wisłą nie będzie…
Do spotkania z Niemcami przystępujemy jako liderzy grupy. Czy po sobotniej konfrontacji nadal będziemy mogli dzierżyć fotel prowadzącego w wyścigu do Francji?
Szczerze mówiąc, nie podzielam panującego w naszym kraju ogólnego optymizmu. Wręcz jestem trochę zdziwiony tym, co się ostatnio dzieje. Czy mundial był tak dawno, że nagle czytam opinie takie jak Artura Wichniarka, że jest to jedna z najsłabszych niemieckich reprezentacji w historii? Nie wiem, na jakiej podstawie tak mówimy. Bardziej przychylałbym się do zdania w drugą stronę – jest to jedna z najsilniejszych kadr „Die Mannschaft”, grającą z jedną z najsłabszych reprezentacji Polski. Zawsze jest jeden procent szans, pod tytułem „dopóki piłka w grze”, więc wszystko może się wydarzyć. Ja jednak nie potrafię sobie racjonalnie wytłumaczyć, dlaczego mamy wygrać sobotnie spotkanie. Oni w eliminacjach się nie mylą. Mogą przegrać pojedyncze sparingi – czasami zaliczają wpadki. W meczach o punkty mogą nie błyszczeć, ale zawsze je zdobywają. I to raczej trzy, a nie jeden. Myślę, że jutro to Niemcy będą przodowali w grupie D.
Grzegorz Lato wypowiedział podobne słowa – cud nad Wisłą odbył się, ale w 1920 roku i nie ma szans na powtórkę. Pesymizm czy może bardziej realizm?
Trudno powiedzieć. Każdy uważa, że jego zdanie jest realistyczne. Ja nie jestem wyjątkiem – też myślę, że tak na to patrzę. Jak patrzę na rozkład formacji, to nie wiem, w której jesteśmy lepsi. Przydałoby się, byśmy chociaż w jednej byli. Nie mamy lepszego bramkarza niż Niemcy. Obronę mają słabszą niż atak, ale dalej silniejsza od naszej. Jeśli chodzi o napad, to mamy środkowego napastnika, którego Loewowi brakuje, ale biorąc pod uwagę całe zestawienie ofensywne, linia pomocy i linia ataku, to jestem prawie pewien, że lepszego nie mamy. Wiem, że trwa teraz to pompowanie balonika, ale martwię się trochę o to, jak to będzie wyglądało w sobotę – jeśli Polacy nie wygrają i że nagle będzie wielkie zaskoczenie. Już teraz warto mówić, że zwycięstwo czy remis będzie trzeba rozpatrywać jako wielką, wielką sensację. To nie jest coś, czego można oczekiwać przed meczem.
Czy my, Polacy, jesteśmy masochistami? Co mecz wmawiamy sobie, że będzie dobrze, a potem wielki kac i ból głowy po pęknięciu wielkiego balonika tak jak po meczach z Anglią czy Szkocją.
Z jednej strony, w naszym narodzie z pewnością jest coś masochistycznego. Ale z drugiej, mówienie, że wygrana z Niemcami jest realna, jest dużo gorsza niż oczekiwanie zwycięstwa w meczu ze Szkocją. Bo ogrania Szkotów nawet bym oczekiwał na podstawie wszelkich racjonalnych przesłanek. Z Anglią też nam się nie udaje, a Wyspiarze są chyba z dwie klasy słabsi od naszych zachodnich sąsiadów. Jednym z błędów całego środowiska jest to, że nie umiemy trzeźwo spojrzeć na naszą drużynę i po każdej kolejnej porażce apelujemy, by przestać chodzić z głową w chmurach. Ale potem znowu odrywamy się od ziemi i mamy problem z oceną – jest tak, od kiedy tylko pamiętam.
W sumie wśród piłkarzy jedynym, najtrzeźwiej patrzącym na szanse na zwycięstwo jest Artur Boruc. Objawia się to w jego stonowanych wypowiedziach. Czy biorąc pod uwagę jego chłodną głowę, powinniśmy postawić go między słupkami naszej bramki?
Trudno powiedzieć, czy jest jedynym, który ma chłodną głowę, czy jedynym, który się tak wypowiada. Nie wypada sportowcowi mówić przed meczem zbyt negatywnych rzeczy. Ale wiadomo, że zawodnicy często mówią tak, żeby podkolorować rzeczywistość. Może sami sobie dodają odwagi w ten sposób. Po pierwsze – Artur Boruc ma taki styl wypowiadania się i on szczerze mówi, co myśli. Grał na wielkich imprezach, swoje widział, więc wie, że nie wszystko się uda, tak jak my będziemy chcieli. Cieszy mnie ta trzeźwa ocena, bo to prawda, że zagramy w taki sposób, na jaki pozwolą nam rywale. Czy Boruc powinien stać w bramce tylko dlatego, że tak się wypowiada? Myślę, że obecnie nie ma żadnej dyskusji. Jeszcze, gdy pół roku temu Artur i Wojciech bronili w Barclays Premier League, i to „Borubar” był tym lepszym, to wtedy się można było zastanawiać. Szczęsnemu zdarzają się wpadki, a Artur gra w drugiej lidze.
Gdzie możemy upatrywać swoich szans?
Nie mam wątpliwości, że na bokach obrony. Na prawej obronie może zagrać Sebastian Rudy albo Antonio Rudiger. Wiemy, że będzie to jedyne miejsce, gdzie nie będzie mistrza świata. Tam będzie ktoś „z zewnątrz”, nie do końca zgrany z resztą ekipy. Po drugie, pierwszy obrońca rozegrał w seniorskiej piłce pięć meczów jako PO – pierwszy przeciw Szkocji, a potem cztery konfrontacje w lidze. Na tej pozycji raczej nie ma jeszcze nawyków, ma zbyt mało doświadczenia. Niemcy szkolą się tak uniwersalnie, że ten środkowy pomocnik wie, jak powinien grać. Rudiger też nie jest w najwyższej formie, poza tym jest stoperem. Popełnia sporo gaf, grając ostatnio na prawej flance w… maju przeciwko Polsce. Jak na ich kadrę, ta pozycja nie jest zbyt dobrze obsadzona. Ale na tle naszej defensywy nie muszą prezentować się tak słabo. Po drugiej stronie zagra Erik Durm. Gdy rok temu przychodził do Borussii Dortmund, był środkowym napastnikiem. To, że w zeszłym sezonie posypał się Schmelzer, zmusiło Kloppa do postawienia młodego chłopaka w defensywie. Sprawdził się na tyle, że 19 meczów wystarczyło mu, by pojechać na mundial. Nigdy nikomu innemu nie udało się z tak małym doświadczeniem pojechać na mistrzostwa. Widać jednak, że brakuje mu stabilizacji. W starciu z Argentyną we wrześniu grał fatalnie, w lidze również zaczął przeciętnie. Łukasz Piszczek wie, że musi podłączać się ofensywnie jak w Borussii Dortmund, bo przed sobą będzie miał kolegę, który nie jest w najwyższej formie. Niemcy z bokami obrony mają problem od lat, bo Lahm był pierwszym od dawna tak klasowym zawodnikiem na tej pozycji. Żałuję, że nie ma Kuby Błaszczykowskiego. Mając tak silną flankę i Durma stojącego naprzeciw, byłbym większym optymistą, niż jestem.
Boateng i Hummels, co zapowiedział Joachim Loew, mają zająć się Lewandowskim. Z Robertem znają się znakomicie i wiedzą, jak wyłączyć go z gry. O wykreowanie sytuacji będzie bardzo trudno?
Myślę, że damy radę dojść do tych sytuacji właśnie skrzydłami. Środek jest mocno obsadzony. Nie wiemy, w jaki sposób zagramy przeciwko Niemcom. Jeśli będzie to wyglądało jak do tej pory, czyli osamotniony Lewandowski próbuje walczyć, to sam z pewnością nie da rady. To są zbyt dobrzy zawodnicy, by samemu sobie z nimi poradzić. Akurat Boateng jest w wysokiej formie. Jest w sumie fenomenem, bo większość zawodników po mundialu długo do siebie dochodziła. Jerome od początku jest w dobrej dyspozycji i mimo problemów mięśniowych fizycznie wygląda bardzo dobrze. Hummels dopiero wrócił po kontuzji i nie ma praktyki meczowej. Jest jednak świetnym graczem i w nich słabości bym nie szukał. Było ryzyko, że gracz Bayernu nie zagra, i wtedy na stoperze pojawiłby się albo Ginter, albo Mustafi. Wtedy pojawiłaby się drobna wyrwa, ale gdy gra ten duet, to nie ma co liczyć na przedostanie się środkiem.
Jesteśmy zespołem jednej połowy – czy powinniśmy rzucić kosztem drugiej części gry wszystkie siły na pierwsze 45 minut i jak najszybciej postarać się objąć prowadzenie, a potem np. postawić autobus w bramce?
Wszelkie rzucanie się i jakiekolwiek szalone ruchy się nie sprawdzają. Musimy przede wszystkim bardzo mądrze grać. O autobusie w polu karnym mówi się zazwyczaj jako o czymś negatywnym. Szczerze, marzy mi się, byśmy kiedyś postawili taki solidny, szczelny bus, przez który nikt się nie przedrze. Nie będziemy raczej prowadzić gry. Robi to najczęściej ekipa, w której gra Toni Kroos. Niemiec zagra przeciw nam, a nie z nami, więc siłą rzeczy pobiegamy trochę za piłką. Musimy nastawić się przede wszystkim na kontry. Ważne jest, by defensywa była stabilna. Ja starałbym się czekać mądrze na mój moment i wykorzystać jeden z dwóch, trzech kontrataków, które – mam nadzieję – się przydarzą.
Polska jest, tak jak mówi Loew, kandydatem do wygrania grupy?
W tym jest naprawdę bardzo dużo kurtuazji. Jesteśmy mocnymi kandydatami do zajęcia drugiego miejsca, nie mówiąc już o trzeciej lokacie. O wszystkim zadecydują mecze z Irlandią i Szkocją, nie z Niemcami. „Die Mannschaft” jest poza zasięgiem nie tylko naszej kadry, ale również innych przeciwników z grupy.
Jakim wynikiem zakończy się mecz Polska – Niemcy?
Jestem najgorzej typującym człowiekiem na świecie, ale skoro muszę… Skończy się to niespecjalnie wysokim wynikiem. 2:1 dla Niemców.
Nikt jeszcze nie skomentował tego tekstu. Bądź pierwszy.
Dodaj komentarz
Przed nami już ostatnie godziny do meczu Polski z Niemcami. Na Stadionie Narodowym emocji z pewnością nie zabraknie. Opinie są jednak przeróżne. Czy podopiecznym Adama Nawałki uda się wywalczyć chociaż jedno oczko? Grzegorz Lato, były prezes PZPN, i Michał Trela, dziennikarz „Przeglądu Sportowego”, są zgodni. Cudu nad Wisłą nie będzie…
Do spotkania z Niemcami przystępujemy jako liderzy grupy. Czy po sobotniej konfrontacji nadal będziemy mogli dzierżyć fotel prowadzącego w wyścigu do Francji?
Szczerze mówiąc, nie podzielam panującego w naszym kraju ogólnego optymizmu. Wręcz jestem trochę zdziwiony tym, co się ostatnio dzieje. Czy mundial był tak dawno, że nagle czytam opinie takie jak Artura Wichniarka, że jest to jedna z najsłabszych niemieckich reprezentacji w historii? Nie wiem, na jakiej podstawie tak mówimy. Bardziej przychylałbym się do zdania w drugą stronę – jest to jedna z najsilniejszych kadr „Die Mannschaft”, grającą z jedną z najsłabszych reprezentacji Polski. Zawsze jest jeden procent szans, pod tytułem „dopóki piłka w grze”, więc wszystko może się wydarzyć. Ja jednak nie potrafię sobie racjonalnie wytłumaczyć, dlaczego mamy wygrać sobotnie spotkanie. Oni w eliminacjach się nie mylą. Mogą przegrać pojedyncze sparingi – czasami zaliczają wpadki. W meczach o punkty mogą nie błyszczeć, ale zawsze je zdobywają. I to raczej trzy, a nie jeden. Myślę, że jutro to Niemcy będą przodowali w grupie D.
Grzegorz Lato wypowiedział podobne słowa – cud nad Wisłą odbył się, ale w 1920 roku i nie ma szans na powtórkę. Pesymizm czy może bardziej realizm?
Trudno powiedzieć. Każdy uważa, że jego zdanie jest realistyczne. Ja nie jestem wyjątkiem – też myślę, że tak na to patrzę. Jak patrzę na rozkład formacji, to nie wiem, w której jesteśmy lepsi. Przydałoby się, byśmy chociaż w jednej byli. Nie mamy lepszego bramkarza niż Niemcy. Obronę mają słabszą niż atak, ale dalej silniejsza od naszej. Jeśli chodzi o napad, to mamy środkowego napastnika, którego Loewowi brakuje, ale biorąc pod uwagę całe zestawienie ofensywne, linia pomocy i linia ataku, to jestem prawie pewien, że lepszego nie mamy. Wiem, że trwa teraz to pompowanie balonika, ale martwię się trochę o to, jak to będzie wyglądało w sobotę – jeśli Polacy nie wygrają i że nagle będzie wielkie zaskoczenie. Już teraz warto mówić, że zwycięstwo czy remis będzie trzeba rozpatrywać jako wielką, wielką sensację. To nie jest coś, czego można oczekiwać przed meczem.
Czy my, Polacy, jesteśmy masochistami? Co mecz wmawiamy sobie, że będzie dobrze, a potem wielki kac i ból głowy po pęknięciu wielkiego balonika tak jak po meczach z Anglią czy Szkocją.
Z jednej strony, w naszym narodzie z pewnością jest coś masochistycznego. Ale z drugiej, mówienie, że wygrana z Niemcami jest realna, jest dużo gorsza niż oczekiwanie zwycięstwa w meczu ze Szkocją. Bo ogrania Szkotów nawet bym oczekiwał na podstawie wszelkich racjonalnych przesłanek. Z Anglią też nam się nie udaje, a Wyspiarze są chyba z dwie klasy słabsi od naszych zachodnich sąsiadów. Jednym z błędów całego środowiska jest to, że nie umiemy trzeźwo spojrzeć na naszą drużynę i po każdej kolejnej porażce apelujemy, by przestać chodzić z głową w chmurach. Ale potem znowu odrywamy się od ziemi i mamy problem z oceną – jest tak, od kiedy tylko pamiętam.
W sumie wśród piłkarzy jedynym, najtrzeźwiej patrzącym na szanse na zwycięstwo jest Artur Boruc. Objawia się to w jego stonowanych wypowiedziach. Czy biorąc pod uwagę jego chłodną głowę, powinniśmy postawić go między słupkami naszej bramki?
Trudno powiedzieć, czy jest jedynym, który ma chłodną głowę, czy jedynym, który się tak wypowiada. Nie wypada sportowcowi mówić przed meczem zbyt negatywnych rzeczy. Ale wiadomo, że zawodnicy często mówią tak, żeby podkolorować rzeczywistość. Może sami sobie dodają odwagi w ten sposób. Po pierwsze – Artur Boruc ma taki styl wypowiadania się i on szczerze mówi, co myśli. Grał na wielkich imprezach, swoje widział, więc wie, że nie wszystko się uda, tak jak my będziemy chcieli. Cieszy mnie ta trzeźwa ocena, bo to prawda, że zagramy w taki sposób, na jaki pozwolą nam rywale. Czy Boruc powinien stać w bramce tylko dlatego, że tak się wypowiada? Myślę, że obecnie nie ma żadnej dyskusji. Jeszcze, gdy pół roku temu Artur i Wojciech bronili w Barclays Premier League, i to „Borubar” był tym lepszym, to wtedy się można było zastanawiać. Szczęsnemu zdarzają się wpadki, a Artur gra w drugiej lidze.
Gdzie możemy upatrywać swoich szans?
Nie mam wątpliwości, że na bokach obrony. Na prawej obronie może zagrać Sebastian Rudy albo Antonio Rudiger. Wiemy, że będzie to jedyne miejsce, gdzie nie będzie mistrza świata. Tam będzie ktoś „z zewnątrz”, nie do końca zgrany z resztą ekipy. Po drugie, pierwszy obrońca rozegrał w seniorskiej piłce pięć meczów jako PO – pierwszy przeciw Szkocji, a potem cztery konfrontacje w lidze. Na tej pozycji raczej nie ma jeszcze nawyków, ma zbyt mało doświadczenia. Niemcy szkolą się tak uniwersalnie, że ten środkowy pomocnik wie, jak powinien grać. Rudiger też nie jest w najwyższej formie, poza tym jest stoperem. Popełnia sporo gaf, grając ostatnio na prawej flance w… maju przeciwko Polsce. Jak na ich kadrę, ta pozycja nie jest zbyt dobrze obsadzona. Ale na tle naszej defensywy nie muszą prezentować się tak słabo. Po drugiej stronie zagra Erik Durm. Gdy rok temu przychodził do Borussii Dortmund, był środkowym napastnikiem. To, że w zeszłym sezonie posypał się Schmelzer, zmusiło Kloppa do postawienia młodego chłopaka w defensywie. Sprawdził się na tyle, że 19 meczów wystarczyło mu, by pojechać na mundial. Nigdy nikomu innemu nie udało się z tak małym doświadczeniem pojechać na mistrzostwa. Widać jednak, że brakuje mu stabilizacji. W starciu z Argentyną we wrześniu grał fatalnie, w lidze również zaczął przeciętnie. Łukasz Piszczek wie, że musi podłączać się ofensywnie jak w Borussii Dortmund, bo przed sobą będzie miał kolegę, który nie jest w najwyższej formie. Niemcy z bokami obrony mają problem od lat, bo Lahm był pierwszym od dawna tak klasowym zawodnikiem na tej pozycji. Żałuję, że nie ma Kuby Błaszczykowskiego. Mając tak silną flankę i Durma stojącego naprzeciw, byłbym większym optymistą, niż jestem.
Boateng i Hummels, co zapowiedział Joachim Loew, mają zająć się Lewandowskim. Z Robertem znają się znakomicie i wiedzą, jak wyłączyć go z gry. O wykreowanie sytuacji będzie bardzo trudno?
Myślę, że damy radę dojść do tych sytuacji właśnie skrzydłami. Środek jest mocno obsadzony. Nie wiemy, w jaki sposób zagramy przeciwko Niemcom. Jeśli będzie to wyglądało jak do tej pory, czyli osamotniony Lewandowski próbuje walczyć, to sam z pewnością nie da rady. To są zbyt dobrzy zawodnicy, by samemu sobie z nimi poradzić. Akurat Boateng jest w wysokiej formie. Jest w sumie fenomenem, bo większość zawodników po mundialu długo do siebie dochodziła. Jerome od początku jest w dobrej dyspozycji i mimo problemów mięśniowych fizycznie wygląda bardzo dobrze. Hummels dopiero wrócił po kontuzji i nie ma praktyki meczowej. Jest jednak świetnym graczem i w nich słabości bym nie szukał. Było ryzyko, że gracz Bayernu nie zagra, i wtedy na stoperze pojawiłby się albo Ginter, albo Mustafi. Wtedy pojawiłaby się drobna wyrwa, ale gdy gra ten duet, to nie ma co liczyć na przedostanie się środkiem.
Jesteśmy zespołem jednej połowy – czy powinniśmy rzucić kosztem drugiej części gry wszystkie siły na pierwsze 45 minut i jak najszybciej postarać się objąć prowadzenie, a potem np. postawić autobus w bramce?
Wszelkie rzucanie się i jakiekolwiek szalone ruchy się nie sprawdzają. Musimy przede wszystkim bardzo mądrze grać. O autobusie w polu karnym mówi się zazwyczaj jako o czymś negatywnym. Szczerze, marzy mi się, byśmy kiedyś postawili taki solidny, szczelny bus, przez który nikt się nie przedrze. Nie będziemy raczej prowadzić gry. Robi to najczęściej ekipa, w której gra Toni Kroos. Niemiec zagra przeciw nam, a nie z nami, więc siłą rzeczy pobiegamy trochę za piłką. Musimy nastawić się przede wszystkim na kontry. Ważne jest, by defensywa była stabilna. Ja starałbym się czekać mądrze na mój moment i wykorzystać jeden z dwóch, trzech kontrataków, które – mam nadzieję – się przydarzą.
Polska jest, tak jak mówi Loew, kandydatem do wygrania grupy?
W tym jest naprawdę bardzo dużo kurtuazji. Jesteśmy mocnymi kandydatami do zajęcia drugiego miejsca, nie mówiąc już o trzeciej lokacie. O wszystkim zadecydują mecze z Irlandią i Szkocją, nie z Niemcami. „Die Mannschaft” jest poza zasięgiem nie tylko naszej kadry, ale również innych przeciwników z grupy.
Jakim wynikiem zakończy się mecz Polska – Niemcy?
Jestem najgorzej typującym człowiekiem na świecie, ale skoro muszę… Skończy się to niespecjalnie wysokim wynikiem. 2:1 dla Niemców.