O tym, że zakaz transferowy to we współczesnym futbolu wielkie wyzwanie dla największych klubów, mamy okazję przekonać się na własne oczy, obserwując FC Barcelona. Sankcje nałożone przez FIFA na kataloński klub były bardzo zaskakujące, ale od razu też wzbudziły podejrzenia, że „Barca” wcale nie musi być rodzynkiem, jeśli chodzi o tę kwestię. Na potwierdzenie tych tez nie trzeba było długo czekać, gdyż FIFA pod lupę wzięła kolejne hiszpańskie kluby, w tym Real Madryt.
Ponad rok temu FIFA ukarała „Dumę Katalonii” zakazem transferów podczas dwóch okien transferowych. Real Madryt mógł się cieszyć i liczył na odskoczenie od odwiecznego rywala, w cieniu którego – nie ma co ukrywać – pozostaje od kilku lat. Na kolejne działania FIFA wymierzone w największe kluby świata, nie trzeba było długo czekać. Pierwsze spekulacje, że podobnymi sankcjami mogą zostać ukarani dziesięciokrotni triumfatorzy Ligi Mistrzów, pojawiły się już w kwietniu. Początkowo podejrzenia te potwierdzały się w postaci szybkiego ogłoszenia transferu Danilo, co w przypadku „Królewskich” w trakcie sezonu się nie zdarzało.
Wówczas mówiło się, że Real tak samo jak Barcelona pozyskiwał niepełnoletnich juniorów spoza Unii Europejskiej, co łamie przepisy FIFA. Temat ten przewija się w mediach od dłuższego czasu, więc można wnioskować, że coś jest na rzeczy. Wobec zbliżającego się zimowego okna transferowego nasiliły się doniesienia – szczególnie katalońskich mediów – że decyzja o ukaraniu Realu już zapadła. Taki obrót spraw byłby skazą, nie tylko na wizerunku klubu, ale również prezydenta Florentino Pereza, którego dymisji w ostatnich tygodniach coraz głośniej domagają się miejscowi kibice.
Gdyby ewentualny zakaz transferowy wszedł w życie, dla Realu byłby to ogromny cios, kto wie, czy nawet nie większy niż ten wymierzony przed rokiem w Barcelonę. „Królewscy” to klub bazujący przede wszystkim na transferach, którego akademia – choć w ostatnich latach dostarczająca coraz więcej wychowanków – nadal pozostawia wiele do życzenia. W związku z tym rodzi się pytanie, jaki kurs obierze klub z Santiago Bernabeu, postawi na wychowanków, czy będzie dokonywał desperackich transferów?
Transfery czy cantera?
Biorąc pod uwagę profil klubu, trudno nie odnieść wrażenia, że „Królewscy” z Madrytu skłonią się ku tej drugiej i droższej opcji. Florentino Perez to osoba lubiąca być w centrum uwagi, a to są mu w stanie zapewnić transfery. Prezydent Realu niechętnie stawia na wychowanków, bo ci wymagają cierpliwego wprowadzania do drużyny, a w takich klubach nikt nie może sobie pozwolić na odpuszczenie sezonu, by tych zawodników ograć.













