Już dzisiaj FC Barcelona przystąpi do walki o mistrzostwo Hiszpanii. O ile w tym wyścigu trudno przewidzieć zwycięzcę, o tyle w starciu o tytuł januszy biznesu wygrywa w przedbiegach. To wszystko dzięki jakże sprytnym działaniom prezydenta Bartomeu. Prześledźmy krok po kroku to szalone okienko, w którym jak hucznie zapowiadano, miała odbyć się wielka rewolucja.
Wszystko zaczęło się zaskakująco dobrze. „Barca” już pod koniec stycznia ogłosiła pozyskanie młodego skrzydłowego Trincao z FC Braga. Froncisco jest jedną z największych nadziei portugalskiej piłki. Może zagrać na prawie każdej pozycji w ataku, chociaż jego ulubiona to prawe skrzydło, gdzie swobodnie może ścinać na swoją lepszą lewą nogę. Za tak perspektywicznego zawodnika Katalończycy zapłacili 30 milionów euro, co jak na dzisiejsze realia jest całkiem niezłą ceną.
Później włodarze Barcelony sięgnęli po Pedriego, 17-letniego lewoskrzydłowego z Las Palmas. Podobnie jak z Trincao – młody chłopak z dużym potencjałem, który w przyszłości może wnieść wiele dobrego do zespołu.
I na tym w sumie dobre wiadomości się kończą, bo następnym transferem okazała się wymiana Arthura na Pjanicia. Wymiana 24-letniego perspektywicznego piłkarza na 30-latka, który nie ma najlepszego sezonu za sobą. Oczywiście Pjanić w formie to topowy środkowy pomocnik. Sezon 2017/2018 zakończył z siedmioma bramkami i aż 11 asystami. Jednak później nie było już tak dobrze. Od dwóch lat Bośniak zalicza delikatny zjazd. Zobaczymy, czy teraz uda mu się nawiązać do swoich najlepszych występów.
Arthur też nie jest w najlepszym dla siebie okresie. Liczne kontuzje i złe prowadzenie się poza boiskiem negatywnie wpływały na jego formę. Jednak cały czas mówimy o 24-letnim Brazylijczyku. Jeżeli Pirlo pomoże mu wszystko poukładać w głowie, to Juventus będzie miał pomocnika na lata. Trzeba tylko trochę cierpliwości.
Sprzedawać to trzeba umieć
No ale wiadomo, że by ruszyć na dalsze zakupy, trzeba mieć do tego pieniądze. Jako że koronawirus mocno uszczuplił kasy klubów, to żeby kogoś kupić, trzeba kogoś sprzedać. Tutaj zaczyna się popis w wykonaniu Bartomeu i spółki. Pierwszą ofiarą szumnie zapowiadanej rewolucji stał się Ivan Rakitić. Chorwat może nie jest już najmłodszy, ale cały czas może dużo wnieść do drużyny. Tranfermarkt wycenia go na 20 milionów euro. Za ile puściła go „Barca”? Za 1,5 miliona euro plus zmienne, które mogą sięgnąć 9,5 miliona. To jest kradzież w biały dzień. Dla porównania Real sprzedał Miguela Baeze na 2,5 miliona euro.
„Królewscy” dostaną więcej z procentu od sprzedaży Diego Llorente do Leeds. Oddanie Rakiticia do klubu z tej samej ligi za takie pieniądze to zbrodnia. Można powiedzieć, że Sevilla zrobiła jeden z najlepszych interesów w tym okienku. Następnie „Blaugrana” oddała Arturo Vidala do Interu tylko za zmienne, i to w wysokości miliona euro. Kolejny majstersztyk w wykonaniu zarządu.











