Sympatycy AC Milan zdążyli się już przyzwyczaić do tego, że ich klub od lat odstaje od europejskiej czołówki pod względem spektakularności dokonywanych zakupów, a co za tym idzie – piłkarskich sukcesów. Jednakże oświadczenie prezydenta klubu ze stolicy Lombardii, Silvio Berlusconiego, może diametralnie odmienić tę sytuację…
18 maja doszło w podmediolańskim Lenso do spotkania oficjeli Milanu z przedstawicielami sponsorów klubu. Podczas rozmów na szczycie ustalono strategię marketingową klubu a także poruszono temat sposobu zarządzania drużyną w najbliższych latach. Po uroczystej kolacji osobistości opuszczające Villa Gernetto były dosłownie rozchwytywane przez zaintrygowanych dziennikarzy. Przed mikrofony Sky Sport 24 trafił sam Silvio Berlusconi.
Podczas kryzysu ekonomicznego, który ogarnął świat, jako premier Republiki Włoskiej nie mogę pozwolić sobie na szastanie pieniędzmi. Trzon drużyny pozostanie niezmieniony, skład zasili 4-5 utalentowanych chłopaków z Primavery [młodzieżowy sektor Milanu – przyp]. Proszę jednak, abyście pamiętali, że jestem od dziecka zakochany w Milanie. Jeżeli na rynku pojawi się wielki mistrz, którego sprowadzenie pozwoli nam na skok jakościowy, nie cofnę się przed jego kupnem. Pozwolę sobie na małe szaleństwo i wierzę, że Włosi to zrozumieją. Mówimy tutaj jednak o naprawdę unikalnych graczach, jak na przykład Cristiano Ronaldo. Gdyby tylko on był na sprzedaż…
Deklaracje Berlusconiego wlały nadzieję w serca kibiców klubu ze stolicy Lombardii, sfrustrowanych brakiem sukcesów ukochanej drużyny. Teraz z niecierpliwością będą oni wyczekiwali letniego okienka transferowego i zapowiadanych spektakularnych działań na rynku.
Prezydent „Rossonerich” od kilku lat traktuje swój klub po macoszemu, nie dając kibicom powodów do radości w postaci wielkich wzmocnień. Jakby tego było mało, ubiegłego lata z Mediolanem rozstała się największa gwiazda „czerwono-czarnych”, Brazylijczyk Kaká. Doprowadziło to sympatyków Milanu do prawdziwej furii, a Silvio Berlusconi stał się dla wielu wrogiem publicznym numer jeden. Pewnym jest jednak, że jeżeli premier Włoch zamieni swoje niedawne słowa w czyny, dla kibiców stanie się ponownie ukochanym prezydentem, który po raz kolejny podźwignie upadającą potęgę mediolańskiego giganta.










