Odłóżcie na bok wszystkie utarte zwroty o eurojedności i wzajemnej przyjaźni z sąsiadami. Dzisiejszy mecz z Niemcami to nic innego jak kolejny rozdział wielkiej wojny. Historia pisała różne scenariusze – nie mogło być inaczej, skoro z ojczyzną Zakonu Krzyżackiego tłuczemy się już ponad tysiąc lat. Bywały zarówno wielkie zwycięstwa, jak i druzgocące porażki. Wypada przypomnieć sobie kilka z nich.
Batalie nie zawsze toczyły się o trzy punkty. Czasem chodziło o obsadzenie tronu, czasem o kilkaset tysięcy hektarów ziemi, innymi razy zaś Słowianie nie mogli dojść do porozumienia z możnowładcami z zachodu. Wszystko to czasy, kiedy niełatwo było o relację ze spotkania, szczególnie w ojczystym języku, toteż niektóre wiadome nam informacje mogą nieco różnić się od stanu faktycznego. Niestety, do naocznych świadków, powiedzmy bitwy pod Cedynią, nie dotrzemy.
Cedynia, Grunwald i najlepszy kapitan w historii
Od tej ostatniej wszystko się zaczęło. Rok 972, Polanie pod przywództwem Mieszka I i Czcibora bili się z wojskami Hodona, hrabiego Marchii Łużyckiej, o Pomorze. Ten istotny handlowo region był wtedy pod naszym panowaniem, można więc powiedzieć, że byliśmy gospodarzami. I udało nam się obronić, co nasze. Łatwo nie było, ujmując rzecz bardzo eufemistycznie, trup słał się gęsto.
Najważniejsza przywara tamtych czasów, i jednocześnie największa różnica pomiędzy teraźniejszością: nie było spotkań towarzyskich, wszystkie były tymi „na śmierć i życie”, jednak zwrot ten należy obedrzeć z jego parabolicznego znaczenia. Od Cedyni aż po Grunwald, przez kilkaset lat regularnie walczyliśmy z Niemcami (oczywiście nie tylko z nimi), z różnym skutkiem. Wygraliśmy wojny w latach 1002-1018, obroniliśmy Głogów przez Henrykiem V, w 1331 roku stoczyliśmy nierozstrzygniętą bitwę pod Płowcami z Zakonem Krzyżackim.
I tak zawitaliśmy na pola pod jedną z warmijskich wsi. 5 lipca 1410 roku Krzyżacy przyjechali pod Grunwald, aby zebrać największe cięgi w historii średniowiecza. Dowodzeni przez Władysława II Jagiełłę i Wielkiego Księcia Litewskiego Witolda Kiejstutowicza rycerze Korony Królestwa Polskiego i Wielkiego Księstwa Litewskiego nie pozostawili Zakonowi żadnych złudzeń. Zawisza Czarny z Garbowa (najlepszy kapitan naszej reprezentacji w historii) i spółka wygrali tak wysoko, że o batalii kręci się filmy, śpiewa pieśni, pisze wiersze i maluje obrazy. Nawet remis z Anglią na Wembley z 1973 nie ma takiego statusu.
Wymiary obrazu „Bitwa pod Grunwaldem” Jana Matejki z 1878 roku to 426 x 987 cm
Zabory, wojny światowe…
W 1525 roku nadeszło trochę spokoju – na mocy hołdu pruskiego Prusy Zakonne (wcześniej państwo Zakonu Krzyżackiego) stały się polskim lennem. Spokojnie (względnie) na linii Polska – Niemcy było aż do 1772 roku, kiedy to Prusy porozumiały się z imperiami habsburskim i rosyjskim w sprawie podzielenia się naszymi terytoriami. Kolejne rozbiory to lata 1792 i 1795, Rzeczpospolita zniknęła z map.
Pod zaborami byliśmy do 1918 roku, kiedy to państwa centralne przegrały I wojnę światową, a dzięki temu my odzyskaliśmy suwerenność. Wtedy byliśmy jeszcze – naturalnie – przed rozegraniem pierwszego meczu z reprezentacją Niemiec w piłce nożnej. Ten, przegrany 0:1, miał miejsce w 1933 roku w Berlinie. Do rozpoczęcia II wojny światowej zdążyliśmy rozegrać z naszymi największymi rywalami pięć spotkań: cztery porażki i remis, bilans 4:12.











