Świetne spotkanie w Gliwicach zakończyło się remisem 1:1. Wynik otworzył Lazdins, wyrównał Frankowski, który wskoczył tym samym na trzecie miejsce tabeli strzelców wszech czasów. Czerwone kartki dla Treli i Modelskiego, niewykorzystany rzut karny Robaka. Działo się, oj, działo.
Trener Brosz nie zdecydował się na wystawienie w wyjściowym składzie Marcina Robaka, który musiał oglądać z ławki poczynania duetu Jurado – Docekal. Z kolei szkoleniowiec gości, Tomasz Hajto, wystawił dość ofensywną linię pomocy z Quintaną i Kupiszem na skrzydłach, a także Koreańczykiem Kimem w roli podwieszonego napastnika. W roli snajpera rzecz jasna Frankowski, który czaił się na gola, który dałby mu trzecie miejsce w tabeli strzelców wszech czasów polskiej piłki.

Pierwsza bardzo dobra sytuacja ze strony gospodarzy pojawiła się w 7. minucie. Przypadkowe zagranie do Docekala, ten próbował strzelać między nogami Słowika, ale młody bramkarz „Jagi” był uważny i obronił to sprytne uderzenie. Chwilę później z 25 metrów płaskim strzałem popisał się Cicman, ale bomba Słowaka odbiła się od słupka i niewiele zabrakło, by gospodarze objęli prowadzenie. Jagiellonia przez pierwsze kilkanaście minut próbowała chaotycznych dośrodkowań, ale wszystkie górne piłki w pole karne gospodarzy padały łupem Klepczyńskiego.
Piast starał się wykorzystywać atuty swoich napastników – piłka była podnoszona w przypadku zagrań na Docekala, z kolei Jurado dostawał piłkę do nogi lub na dobieg. Z drugiej strony boiska najjaśniejsza postacią był Dani Quintana, który często próbował dryblingów między obrońcami Piast. Co się odwlecze, to nie uciecze – po pół godzinie gry gospodarze wyszli wreszcie na prowadzenie. Cicman dryblował na skrzydle, dograł do Lazdinsa, ten uderzył prawą nogą, piłka odbiła się jeszcze od Docekala i wpadła do bramki. W 31. minucie trener Hajto zdecydował się zdjąć z boiska beznadziejnie spisującego się Norambuenę, który zdążył zaliczyć przez te pół godziny trzy fatalne klopsy w defensywie.
38. minuta to historyczny moment nie tylko dla tego spotkania, ale dla całej polskiej piłki. Akcja dwóch Tomaszów – Kupisz popędził lewym skrzydłem, płasko dograł w pole karne, a Frankowski lewą nogą z ósmego metra umieścił piłkę w bramce. Tym samym snajper „Jagi” na stałe wchodzi w kanon polskiego futbolu, wskakując na trzecie miejsce w klasyfikacji strzelców wszech czasów z wynikiem 167 bramek! Na razie dzieli trzecią lokatę z Gerardem Cieślikiem, ale ma jeszcze kilka kolejek, by dzierżyć tę pozycję samodzielnie. Drugi w tej tabeli Lucjan Brychczy znajduję się raczej poza zasięgiem „Franka”.
Pierwsza połowa zakończyła się remisem 1:1. Czy zasłużenie? Z pewnością nie. Piast oddał dziesięć strzałów, przy trzech uderzeniach „Jagi”. To gospodarze prowadzili grę, ale ostatecznie dzięki trafieniu Frankowskiego goście nie zeszli na przerwę, przegrywając. Początkowe 45 minut z pewnością dało się oglądać, kibice przy pogodzie zwiastującej wiosnę oglądali niezłą grę ze strony m.in. Zbozienia, Cicmana, Matrasa, a także Quintany i Modelskiego.












