Czasem zdarza się, że kraj, który nie ma znaczących szans na wywalczenie przepustki na wielką imprezę, na przekór wszystkim dokonuje tej niezwykle trudnej sztuki. Zdarza się, że kraj bardzo biedny rywalizuje z bogatymi jak równy z równym. Zdarza się, że niczym kopciuszek przeradzający się w piękną dziewczynę nieznana drużyna gra jak z nut, zostawiając w pokonanym polu wyżej notowane ekipy. Ostatnio taka historia miała miejsce w eliminacjach do mistrzostw świata w 2006 roku, a jej bohaterem było Togo.
A teraz proszę wziąć atlas geograficzny, rozłożyć go na stole i wskazać Togo. Gdzieś w Afryce, to wiemy, ale gdzie dokładnie to już trochę trudniejsza sprawa. Otóż Togo znajduje się w Afryce Zachodniej i jest dosłownie wciśnięte pomiędzy Ghanę a Benin, od północy graniczy z Burkina Faso, a na południu ma niewielki dostęp do morza. Stolicą tego kraju jest Lome, miasto, które zamieszkuje około 750 tysięcy ludzi. Co ciekawe, niewiele ponad 10 lat temu liczba mieszkańców stolicy Togo wynosiła 466 tysięcy. Ten kraj charakteryzuje się niezwykłą różnorodnością. Możemy tu spotkać wielu wyznawców różnych religii i nie sposób wskazać, która jest dominująca, usłyszymy wiele języków, choć najczęściej będzie to francuski. Nie zobaczymy jednak dobrych dróg, za to dostrzeżemy obraz biedy, który widoczny jest na każdym kroku.

Jeśli mówimy o Togo, to na myśl od razu przychodzi Emmanuel Adebayor. Urodzony w Lome napastnik wystawia świetną opinię swojej ojczyźnie. Gra w takich klubach jak Monaco, Arsenal, Manchester City czy Real Madryt mówi sama za siebie. To właśnie tego piłkarza można uznać za architekta sukcesów ekipy Togo. Snajper z Lome strzelił w eliminacjach do turnieju finałowego aż 11 bramek, co było najokazalszym dorobkiem w strefie afrykańskiej. Ten sam zawodnik miał stanowić o sile reprezentacji swojego kraju podczas Pucharu Narodów Afryki 2010, lecz przeszkodził mu… zamach.
Togijczycy nie mieli łatwej drogi do mundialu. Już w rundzie wstępnej niekoniecznie byli wskazywani jako murowany faworyt w starciu z Gwineą Równikową. Po wyjazdowej porażce 0:1 udało się wygrać na swoim stadionie 2:0. To dało awans do fazy grupowej, w której los przydzielił Togo Senegal, Mali, Liberię, Zambię i Kongo. Awansować miał tylko jeden zespół i eksperci wskazywali, że będzie to Senegal lub Mali. Tymczasem w pierwszej kolejce lepsza od Togo okazała się Zambia (0:1). Później jednak Adebayor i ekipa pokonali faworyzowany Senegal (3:1), dwukrotnie wygrali z Mali (1:0 i 2:1), poradzili sobie z Kongo (2:0, 3:2), w dwumeczu okazali się lepsi od Liberii (0:0, 3:0), zremisowali z Senegalem (2:2) i zrewanżowali się za porażkę z Zambią (4:1). Pierwsze miejsce w grupie stało się faktem.














