Eliminacje do mistrzostw świata w Brazylii są najciekawsze w Europie, ale odbywają się przecież nie tylko tam. Z tego względu postanowiliśmy sprawdzić, jak w weekendowych meczach kwalifikacyjnych radzili sobie piłkarze na kontynentach amerykańskich.
Strefa CONMEBOL
W Ameryce Południowej zasady są proste. Gra tylko dziewięć zespołów, jako że gospodarz, Brazylia, ma start na mundialu już zapewniony. Jest jedna tabela, każdy gra z każdym mecz i rewanż, do mistrzostw awansują cztery najlepsze zespoły, a piąty powalczy w barażu interkontynentalnym ze zwycięzcą eliminacji ze strefy Azji.

Liderem po sześciu kolejkach jest Argentyna, która wczoraj pokonała u siebie Paragwaj 3:1. „Albicelestes” prowadzenie objęli już w 3. minucie. Piłka spadła na 16. metr pod nogi Di Marii i to musiało się skończyć wspaniałym golem, choć nie wiadomo, czy tak by się stało, gdyby futbolówka po drodze nie odbiła się od pleców Lavezziego. Gola zapisano jednak jak na razie pomocnikowi Realu. Kwadrans później pomocną dłoń do gości wyciągnął Rodrigo Brana. I to dosłownie, bo defensywny pomocnik nie trafił we własnym polu karnym w piłkę głową, ale na swoje nieszczęście ręką. „Jedenastkę” pewnie natomiast wykorzystał Jonathan Fabbro.
Gospodarze byli jednak zdecydowanie lepsi i w 31. minucie to udokumentowali. Po prostopadłym podaniu futbolówkę w polu karnym przejął Higuain i strzałem po ziemi w długi róg odzyskał prowadzenie dla podopiecznych Sabelli. Tak skończyła się pierwsza połowa, a w drugiej również przeważali miejscowi. Ponieważ mecze, w których gra Lionel Messi, rzadko kończą się bez niego na liście strzelców, goście znowu musieli stracić gola. I tak też się stało w 64. minucie, kiedy zawodnik Barcelony wspaniale przymierzył z rzutu wolnego, ustalając tym samym wynik spotkania.
Dotychczasowy lider, Urugwaj, nadspodziewanie wysoko przegrał w Kolumbii. Strzelanie rozpoczął już w 2. minucie nie kto inny jak Falcao, który po dośrodkowaniu Zunigi znalazł sobie metr przestrzeni w polu karnym, co było błędem ze strony obrońców. Niewybaczalnym błędem, bo napastnik Atletico przecież nie zna litości, a piłkę wciśnie nawet w mysią dziurę. Nie inaczej było tym razem, choć oczywiście trafionym celem była bramka. Tak skończyła się pierwsza połowa, a zaraz po zmianie stron swoje cztery minuty miał duet Rodriguez – Gutierrez. W 48. i 52. minucie ten pierwszy dwa razy świetnie podawał, a ten drugi nie gorzej wykańczał akcje i było praktycznie po meczu. Czwartą drużynę ostatniego mundialu dobił ostatecznie w 90. minucie Zuniga, ustalając wynik na 4:0.












