Pierwsze dwa sprawdziany w roku 2011 za reprezentacją Franciszka Smudy. O komentarz dotyczący postawy naszych piłkarzy poprosiliśmy byłego bramkarza kadry Polski – Macieja Szczęsnego.
Jak oceniłby Pan potyczkę naszych ligowców w meczu z Mołdawią, nie ukrywajmy – zespołem nieliczącym się w europejskiej piłce?
Myślę, że oba mecze można ocenić tak samo. Poza zwycięstwem niewiele cieszy. Oczywiście, przyjemnie jest nawet takie mecze wygrywać i to też jest jakaś wartość. Zawsze mówiło się, że sztuką jest grać słabo i wygrać. Polacy tej sztuki dwukrotnie dokonali, ale były to trochę „bezpłciowe” mecze.
A ktoś zapadł Panu w pamięć po tym spotkaniu? Sporo mówi się, że Grzegorz Sandomierski i Dawid Plizga powinni otrzymywać szanse w kolejnych meczach.

Jeśli chodzi o Grześka, to jestem przekonany, że zasługuje na to, aby grać w reprezentacji Polski częściej, niż gra. W lidze prezentuje się świetnie. W meczach kadry zawsze jest spokojny, skoncentrowany. Z Mołdawią pokazał to samo, co w Ekstraklasie.
A inni zawodnicy? Nie dostrzega Pan nikogo?
Tego nie powiedziałem. Zasugerowałem, że niczego nowego się nie dowiedzieliśmy po tym meczu. Myślę jednak, że zwłaszcza na tych chłopaków, którzy grają w polskiej lidze, to samo powołanie do reprezentacji działa mobilizująco, więc jeśli mieli szansę zagrać u trenera Smudy z orzełkiem na piersi, to nabrali bardzo potrzebnego doświadczenia – to wielki pozytyw.
Zawodnicy, którzy zagrali z Mołdawią są w okresie przygotowań. Z Norwegami rywalizowali już piłkarze, którzy połowę sezonu mają za sobą, a ich kluby rozgrywają mecze co kilka dni. Jakie wrażenia po tej rywalizacji?
Tak, jak powiedziałem na początku. Bardzo cieszy zwycięstwo, ale gra szczególnie w drugiej połowie pozostawiała wiele do życzenia.
Boruc, Fabiański, Tytoń, Kuszczak. Trochę tych bramkarzy do wyboru trener Smuda ma. Ale z Norwegami wystąpił spisujący się ostatnio świetnie w Arsenalu Pana syn – Wojciech. Rozmawiali Panowie po spotkaniu? Jakie były odczucia Wojtka?












