Bramkarz Arsenalu opowiada o trudnym okresie przygotowawczym, oczekiwaniach kibiców oraz płynącej z nich motywacji. Tak w kadrze, jaki i klubie sezon 2011/2012 może okazać się dla niego przełomowy.
Młody polski golkiper znakomicie wykorzystuje nadarzające się okazje, aby dynamicznie rozwijać swoją karierę. Pewny siebie patrzy w przyszłość jako filar defensywy Arsenalu Londyn oraz reprezentacji Polski. Drużyny te prezentują się obecnie poniżej oczekiwań, ale Wojciech Szczęsny jest pewnym punktem obydwu zespołów. Z piłkarzem rozmawialiśmy po zakończeniu tegorocznego Emirates Cup.
Gratulujemy…
Gratulujecie… czego?

Pewne miejsce w bramce, nowy numer na koszulce – wydaje się, że pozycja w klubie jest zupełnie inna niż ostatnio. Kiedy rozmawialiśmy rok temu, mówiłeś, że będziesz chciał odejść, jeśli nic się nie zmieni.
Sytuacja, owszem, jest inna. Zacznę nowy sezon jako bramkarz numer jeden w Arsenalu, ale to dlatego, że na to ciężko zapracowałem.
Czy Was, jako piłkarzy, zaskoczyło podejście kibiców, którzy tak negatywnie odbierają wyniki klubu w okresie przygotowawczym?
Właśnie się dowiedziałem, że kibice negatywnie odbierają nasz klub…
Chodziło o te wyniki przedsezonowe, a także o to, że kibice buczeli i gwizdali, kiedy schodziliście z murawy po zakończeniu Emirates Cup.
Może i są gwizdy, ale prawda jest taka, że od nas się oczekuje, że będziemy wygrywać każdy mecz. Mieliśmy teraz dwa mecze u siebie, kibice na pewno oczekiwali, że oba wygramy, a z racji tego, że oba tylko zremisowaliśmy, to może to być dla nich frustrujące. Mam nadzieję, że podczas sezonu sytuacja się poprawi.
A co Twoim zdaniem należałoby poprawić? Podczas turnieju w obu spotkaniach obejmowaliście prowadzenie, czy to obrona i gra w końcówkach zawiodła?
Nie chcę tutaj szukać usprawiedliwień, ale wróciliśmy właśnie z ciężkiego obozu przygotowawczego, gdzie tak naprawdę mniej przygotowaliśmy się piłkarsko, a bardziej kondycyjnie, więc wiadomo, że po takim obozie siły szybko opadają. Wszystko jest przygotowane tak, abyśmy byli gotowi na 13 sierpnia, na początek sezonu. Myślę, że kiedy jeszcze byliśmy w pełni sił, kiedy graliśmy na pełnych obrotach, to udowodniliśmy, że jesteśmy zespołem lepszym i od Red Bulls, i od Boca Juniors, a to są naprawdę dobre zespoły. Nie należy szczególnie przywiązywać wagi do tego, że traciliśmy bramki w drugich połowach.
A jak to jest z Twoją pewnością siebie? W programach przedturniejowych spośród bramkarzy byliście wymienieni tylko Ty i Łukasz Fabiański, nie było ani słowa o Almunii czy Mannone, natomiast dziś, w najważniejszym meczu turnieju, otrzymałeś miejsce w wyjściowej jedenastce. To uczucie dodaje Ci sił?











