Nie mamy pojęcia, kiedy w końcu naprawdę szczerze będziemy mogli pochwalić Zagłębie Lubin. Nie mamy w ogóle podstaw do tego obecnie. Możemy rzucić dobre słówko, bo gra „Miedziowych” wygląda lepiej niż w innych słabych okresach, ale spojrzymy na tabelę i okazuje się, że ledwo co się utrzymują nad strefą spadkową. Nie o to chodziło. Piotr Stokowiec naprawdę ma twardy orzech do zgryzienia. Oj, twardy, bo zespół z Lubina to typowy przykład przeciętności.
Spoglądając na wyniki Zagłębia, możemy zarzucić tekstem: „Mój ziom coś wygrał, coś przegrał”. Coś uda mu się wygrać – żeby było ciekawiej, w meczu, w którym raczej byśmy się tego nie spodziewali – by potem przegrać jako „faworyt”. Potrafi rozegrać nawet bardzo dobre spotkanie, jak przeciwko Jagiellonii w zeszłej kolejce, po to by zainkasować zaledwie jeden punkt.
Zagłębie Lubin i stracone punkty
Warto się na troszeczkę dłużej zatrzymać przy nieszczęsnym meczu z Jagiellonią Białystok. Chyba nie miniemy się z prawdą, gdy napiszemy, że był to najlepszy mecz „Miedziowych” w tym sezonie. Nie udało się jednak naprawdę dobrej gry przekuć w trzy punkty. Prowadzili nawet, mieli praktycznie zwycięstwo na wyciągnięcie dłoni. A i tak to zepsuli, bo jeden punkt po takim meczu jest jak porażka. Zresztą generalnie Zagłębie Lubin ma problem z udokumentowaniem często przyzwoitej swojej gry. Kolejny przykład: mecz z Radomiakiem.
– Wynik nie odzwierciedla tego, co działo się na boisku. Próbowaliśmy kreować grę, dominować, a dostaliśmy bramkę po stałym fragmencie, na które uczulaliśmy zawodników. Niestety nie udało się temu zapobiec. Popełniliśmy jeden błąd, który sprawia, że zostajemy bez punktów – tłumaczył Piotr Stokowiec po meczu z Radomiakiem.
„Miedziowi” w meczu z „Jagą” oddali dziewięć celnych strzałów, 29 ogółem – ktoś w ogóle oddał więcej w tym sezonie? – podjęli 27 prób dośrodkowań, sam Damjan Bohar sześć razy próbował pokonać Zlatana Alomerovicia. Żal, bo naprawdę zasłużyli na zwycięstwo. Puścili raz Jagiellonię i skończyło się na remisie. Nie udało się przełamać i wygrać po raz pierwszy u siebie. Zespół Piotra Stokowca wciąż stoi w miejscu mimo dobrej gry.
– Czuję niedosyt i rozczarowanie tym wynikiem. Po tylu sytuacjach powinniśmy strzelić w pierwszej połowie co najmniej jedną bramkę. Przejęliśmy kontrolę nad meczem i mieliśmy mnóstwo okazji – za to tak trener tłumaczył remis z Jagiellonią











