Historia Kaddafiego pokazuje, jak przewrotny jest ludzki los. 10 lat temu korzystał z życia i biegał po boiskach z najlepszymi piłkarzami świata, mimo że nawet nie umiał grać w piłkę. Obecnie siedzi w więzieniu i czeka już tylko na śmierć. Oto tragikomiczna opowieść o człowieku, który myślał, że za pieniądze i nazwisko osiągnie wszystko, a teraz płaci za to sporą cenę.
W chwili, gdy piszę ten tekst, Saadi Kaddafi, syn słynnego libijskiego tyrana Mu’ammara Kaddafiego, siedzi w więzieniu w Trypolisie, będąc regularnie torturowanym. Na przestrzeni ostatnich kilku lat twarz 42-latka zmieniła się nie do poznania. Nie ma na niej ani krzty buty i pasji, cech tak charakterystycznych dla tego rodu. W jego obliczu widać za to świadomość tego, co czeka go przez następnych kilkadziesiąt lat, bo Kaddafi resztę życia spędzi tam, gdzie jego miejsce – w więzieniu.
Wobec niego los i tak był łaskawy, bo równie dobrze mógł skończyć tak jak jego ojciec i reszta rodziny. W 2011 roku został schwytany przez Interpol, a potem oddany w ręce rebeliantów. Warunek był jeden: Kaddafi musi zostać osądzony i ukarany według humanitarnych zasad. I tak też się stało. Od tego czasu człowiek, który był częścią tyrańskich rządów, a potem sam stał na czele armii walczącej przeciw Arabskiej Wiośnie Ludów, budzi się w tej samej celi w Trypolisie.
Czytając to, zastanawiacie się, dlaczego właściwie ten tekst znajduje się na portalu piłkarskim. Otóż jego główny bohater z piłką nożną jest związany bardziej, niż komukolwiek się wydaje. Gdybyśmy cofnęli się w czasie 12 lat, mówilibyśmy nie o zbrodniarzu, a zawodniku włoskiej Perugii i reprezentancie kraju. Jakim cudem syn libijskiego dyktatora występował w kilku drużynach Serie A? O tym dowiecie się później.
Marzenia się spełniają
Saadi Kaddafi przez wiele lat korzystał z uciech życia. Wydawał pieniądze ojca na wszystko, czego chciał. W 2000 roku zamarzyło mu się spełnić swoje dziecięce marzenia i zostać piłkarzem. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że miał na karku 27 lat i okres hulaszczego trybu życia za sobą.
Kochający ojciec spełnił życzenie syna. W „normalnym” autorytarnym kraju Saadi kupiłby jeden z klubów w Trypolisie, zostałby jego honorowym prezesem, uroczyście rozpoczynałby każdy mecz i z pomocą wysoko postawionego ojca budowałby potęgę drużyny, bawiąc się w Football Managera na żywo. Jednak Kaddafi poszedł krok dalej.
Z dnia na dzień został zawodnikiem Al-Ahly Trypolis. Co naturalne, sam zadecydował, że będzie napastnikiem. Jako jedyny piłkarz w klubie miał numer (10 oczywiście) i nazwisko na koszulce. Wszystko po to, żeby kibice i komentatorzy mogli docenić klasę „wybitnego” gracza.
Luty 2003 roku, mecz towarzyski pomiędzy Libią a Kanadą. Kaddafi z szacunku do rywali podaje każdemu rękę przed zejściem z murawy













