Mecz o Superpuchar pomiędzy mistrzem Polski a zdobywcą Pucharu nie był zbyt emocjonującym widowiskiem. Choć obie drużyny miały coś do udowodnienia po niepowodzeniach w pierwszych meczach europejskich pucharów, to jednak kibice nie mogli być zadowoleni z poziomu spotkania. Ostatecznie górą była Jagiellonia, a bohaterem białostoczan został po raz kolejny Tomasz Frankowski.
W pierwszych minutach, mimo wolnego tempa gry, mogliśmy obejrzeć kilka ciekawych akcji w wykonaniu obu drużyn. Pierwsi zaatakowali Lechici, a strzelać na bramkę próbował Jakub Wilk, jednak obrońcy Jagiellonii skutecznie zablokowali jego uderzenie. Później do głosu doszli białostoczanie a szczególnie aktywny był Przemysław Trytko. Już w 17. minucie byliśmy świadkami pierwszej zmiany w składzie Lecha. Z powodu urazu gry nie mógł kontynuować Ivan Djurdjević a zastąpił go Mateusz Kamiński.

W kolejnych minutach meczu groźnie strzelał Kriwiec, w odpowiedzi z rzutu wolnego zaskoczyć golkipera Lechitów próbował Burkhardt, bliski zdobycia bramki był też młody obrońca Jagiellonii, Krzysztof Hus. Przed końcem pierwszej połowy chyba najlepszą okazję do strzelenia bramki miał Joel Tshibamba, lecz jego strzał instynktownie wybił strzegący bramki „Jagi” Grzegorz Sandomierski.
W drugiej połowie obaj trenerzy dokonali kilku roszad w składach swoich drużyn, jednak nowi zawodnicy nie potrafili zmienić obrazu gry. Mecz przypominał bardziej spotkanie sparingowe niż pojedynek dwóch czołowych drużyn o prestiżowe trofeum. Wyróżnił się za to prowadzący to spotkanie arbiter z Arabii Saudyjskiej, Marai Al Awaji, który pokazał żółte kartki dla Mladena Kascelana oraz Jakuba Wilka.
W 75. minucie ożywili się nieco kibice Jagiellonii, ale nie stało się tak po akcji ich pupili, lecz po wejściu na boisko legendy białostockiego klubu, Tomasza Frankowskiego. Chwilę później była też szansa na bramkę, lecz po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Marcina Burkhardta Thiago Cionek posłał piłkę tuż nad poprzeczką.
83. minuta przyniosła wreszcie długo oczekiwaną bramkę a jej autorem był nikt inny, jak Tomasz Frankowski. Do długiego podania na lewą stronę boiska doszedł Jarosław Lato. Pomocnik Jagiellonii dośrodkował na szósty metr do pozostawionego bez opieki Tomasza Frankowskiego, a ten strzałem głową spokojnie umieścił piłkę w bramce. Być może kibice zespołu z Białegostoku mieli rację, kiedy skandowali kilka minut wcześniej: Tomasz Frankowski – najlepszy napastnik Polski.
Lech w ostatniej minucie meczu miał doskonałą sytuację na wyrównanie. W pojedynku sam na sam z bramkarzem znalazł się Tshibamba. Napastnik Lecha przelobował bramkarza, ale zrobił to na tyle mocno, że nie zdołał opanować piłki i dobić jej do pustej bramki. Chwilę później sędzia z Arabii Saudyjskiej po raz ostatni gwizdnął w tym spotkaniu, a uszczęśliwieni piłkarze Jagiellonii mogli unieść ręce w górę w geście triumfu.











