Chyba nikt nie spodziewał się, że reprezentacja Polski po trzech spotkaniach eliminacyjnych będzie na czele grupy D. Polski naród należy do sceptycznie nastawionych ludzi, którzy w sukces nie mogą uwierzyć nawet po jego osiągnięciu. Czy wreszcie – po wielu latach – mamy okazję do zaprzestania ciągłego dworowania z naszej chluby narodowej, jaką jest reprezentacja Polski w piłce nożnej?
Przed spotkaniem z ekipą mistrzów świata kibice zastanawiali się ile mogą nam ci Niemcy wpakować? Ci bardziej optymistyczni zastanawiali się ile i jak długo wytrzyma w bramce Wojciech Szczęsny. Czasami sceptycyzm jest tak duży, że kiedy ich przedmeczowe teorie się sprawdzają, sprawia im to nieziemską radochę. Biedacy musieli być rozczarowani, że Milik i Mila postanowili zniszczyć im wieczór i nie mogli wyjść na ulicę krzycząc: nic się nie stało, Polacy nic się nie stało!
Okres, kiedy byliśmy w rankingu FIFA naprawdę wysoko i potrafiliśmy grać ładnie i efektywnie, minął. Atmosfera wokół reprezentacji może nie była idealna, ale była bardziej niż przyzwoita. Kibice gromadzący się licznie na stadionie w Chorzowie tworzyli swoje własne, niesamowite widowisko na trybunach. Ludzie oglądając telewizyjne relacje, bardziej byli skorzy uwierzyć w sukces, niż ma to miejsce teraz. Żartów i podśmiewanek z kadry nie brakowało, ale podejście do meczu było zgoła inne. Jesteśmy narodem głodnym sukcesu, a wynika to z prostej przyczyny – po prostu mamy tego deficyt.
Kolejne przegrane eliminacje, baty w fazach grupowych różnego rodzaju mistrzostw. Nawet na własnym terenie nie potrafiliśmy ograć europejskich średniaków. Kibice tworzą presję? Chłopie, jeśli ulegasz presji, to nie jesteś zawodowym piłkarzem, a już na pewno nie reprezentantem kraju! Polska piłka zamiast zaliczyć progres, zaliczała regularny regres. Atmosferę budują wyniki, a tego najbardziej brakowało. Drużynę tworzy mecz, który z automatu nazwany zostanie przełomowym. Takie zjawisko nastąpiło po legendarnym zwycięstwie reprezentacji Polski nad drużyną mistrzów świata – Niemiec. Nie bawmy się w Kowalskiego, nie wyliczajmy z jakimi kłopotami musieli uporać się podopieczni Loewa. Wygraliśmy. To i tylko to jest najważniejsze (pomijając czysto piłkarskie niuanse). Odnieśliśmy sukces, który wlał w serca narodu coś więcej niż tylko optymizm.
Drużyna kreuje się dzięki takim spotkaniom. To może być olbrzymi kop na kolejne mecze w tych eliminacjach. Piłkarze uwierzą, kibice uwierzą – a jak mawiają panowie w czerni: wiara czyni cuda. Pracy przed nami jest bardzo dużo, co pokazał zremisowany mecz ze Szkocją. Ale to właśnie spotkanie potwierdziło, że tworzy się team, który potrafi się podnieść mimo niekorzystnego wyniku i gry. A to w piłce jest najważniejsze, bo tym, co zapomnieli przypomnę: jest to sport zespołowy.
Efekt meczu z Niemcami, już jest widoczny. Dzieciaki wybiegły na swoje betonowe boiska – każdy chce strzelać jak Arek Milik, bronić jak Wojciech Szczęsny i być prawdziwym liderem, niczym Robert Lewandowski. Oby ten efekt działał jak najdłużej. Będzie to z korzyściami dla piłki w naszym kraju i dobrego samopoczucia każdego obywatela interesującego się tym sportem.










