Wczorajszy mecz na Old Trafford dostarczył wszystkim kibicom piłki nożnej wielu emocji. Najpierw samobójczy gol Sergio Ramosa, a później kontrowersyjna czerwona kartka, która – bardziej lub mniej – ustawiła przebieg reszty spotkania. Dziś przyjrzymy się szczegółowo właśnie zdarzeniu z udziałem Portugalczyka Naniego oraz gracza Realu Madryt – Alvaro Arbeloi. W analizie faula pomógł nam Sławomir Stempniewski, specjalista Canal+ od kontrowersji meczowych oraz międzynarodowy obserwator pracy sędziów.
Do zamieszania doszło w 56. minucie pojedynku, kiedy to Nani bez pardonu zaatakował obrońcę „Królewskich” z Madrytu. Turecki arbiter główny, Cueneyt Cakir, po chwili zastanowienia postanowił odesłać Portugalczyka do szatni. Podopieczni sir Aleksa Fergusona nie mogli uwierzyć w to, co się stało. Zaskoczeni tą decyzją byli nawet piłkarze Realu Madryt, choć Jose Mourinho zareagował natychmiast i już po trzech minutach na boisku pojawił się rezerwowy Luka Modrić, który zdobył pierwszą bramkę dla gości.

Na pierwszy rzut oka można wywnioskować, że sędzia popełnił błąd, który – być może – kosztował „Czerwone Diabły” awans do ćwierćfinału Ligi Mistrzów. Dlatego warto przeanalizować całą sytuację jeszcze raz i bez zbędnych emocji. Nani atakuje Arbeloę bez piłki, z nadmiarem agresji oraz – co najważniejsze – trafia Hiszpana nogą w okolice klatki piersiowej. Tak że decyzja Cueneyta Cakira wydaje się prawidłowa. Dla pewności postanowiliśmy jednak zatelefonować do Sławomira Stempniewskiego, który jest specjalistą w ocenie spornych sytuacji meczowych.
* * *
Czy według Pana piłkarz Manchesteru United, Nani, zasłużył na czerwoną kartkę?
Tak, tak, w 100% tak.
A mógłby Pan to uzasadnić?
Oczywiście. Nie skacze się na przeciwnika z nogą, korkami, do przodu. Gracz Realu dostał butem gdzieś w okolice piersi. Oglądałem tę sytuacje wielokrotnie. Jest to atak, który zagraża bezpieczeństwu przeciwnika. Zgodnie z definicją jest to poważny, rażący faul, który musi zostać ukarany czerwoną kartką. To, że akurat Nani atakował piłkę, nie ma w tym przypadku najmniejszego znaczenia, ponieważ nie skacze się na futbolówkę, widząc biegnącego w jej kierunku rywala. W dzisiejszych czasach tłumaczenie „No bo on chciał piłkę” nie ma prawa bytu, bo regulamin mówi o sposobie ataku, a nie o chęci odbioru piłki. Czyli krótko mówiąc: żółta kartka – działanie niezagrażające bezpieczeństwu przeciwnika, a czerwona kartka – działanie zagrażające bezpieczeństwu przeciwnika. I to właśnie był atak na kartkę koloru czerwonego.
Czyli w takiej sytuacji nie ma tłumaczenia, że atakujący nie widział swojego rywala, że był skoncentrowany na przyjęciu piłki?












