W przeciwieństwie do poprzedniej kolejki tym razem w piątkowych meczach ekstraklasy nie zabrakło ani goli, ani emocji. W rozgrywanym o 18 pojedynku arcyważnego dla rezultatu spotkania gola zdobył Filip Starzyński, natomiast wieczór należał już do Carlitosa, który swoje długo oczekiwane przełamanie zwieńczył hat-trickiem.
„Figo” wraca w wielkim stylu
Piątkowe, wyjazdowe spotkanie Zagłębia z Górnikiem Zabrze rozpoczęło się dla „Miedziowych” w najgorszy możliwy sposób. Za ostre wejście z boiska już w 11. minucie wyrzucony został Mateusz Matras. Tym samym podopieczni Mariusza Lewandowskiego, którzy wciąż balansują na granicy czołowej ósemki, zmuszeni byli zmienić swoje plany na ten mecz.
W pierwszej połowie Górnik pokazał przebłyski formy z rundy jesiennej. Chwilę po tym, jak Matras opuścił boisko, podopieczni Marcina Brosza ruszyli do ataku. W obliczu wciąż nie najlepszej formy strzeleckiej Igora Angulo za strzelanie wzięli się obrońcy. Najpierw po rzucie rożnym Hładuna zaskoczył Wieteska, a tuż przed końcem pierwszej połowy po dośrodkowaniu Rafała Kurzawy niełatwym strzałem głową popisał się Suarez. Nie wszystko w tym spotkaniu szło jednak obrońcom Górnika tak dobrze. Prawa strona defensywy „Górników” dała się dziecinnie łatwo zaskoczyć grającym w dziesiątkę rywalom i popisując się nadzwyczajną gościnnością, podarowali gola lubinianom. Okazji sam na sam nie mógł zmarnować Jakub Mares, który ze stoickim spokojem pokonał Loskę.
Swój debiut w podstawowej jedenastce Górnika zaliczył urodzony 23 maja 2000 roku Wojciech Hajda.
Na przestrzeni całego meczu to właśnie Czech był najjaśniejszym punktem „Miedziowych”, ale lubinanie mieli z nim jeden problem. Mares nie posiadł jeszcze umiejętności bycia w dwóch miejscach naraz. W momencie, w którym napastnik schodził w głąb boiska, by powalczyć o zagraną przez któregoś z defensorów piłkę, z przodu zaczynało brakować piłkarza, który byłby gotów wykończyć strzałem zmierzające w pole karne podanie. W najlepszym przypadku dośrodkowujący piłkę Sasa Balić miał wybór między Filipem Jagiełło a Bartłomiejem Pawłowskim, jednak najczęściej pozostawiona przez Maresa przestrzeń nie była wykorzystywana przez żadnego z jego partnerów.











