Sympatycy piłki nożnej w nowojorskiej metropolii nie mogli wymarzyć sobie lepszego otwarcia sezonu. Na nowiutkim, niemalże pachnącym jeszcze farbą, typowo piłkarskim stadionie ich pupile, Red Bulls New York, pokazali się z naprawdę dobrej strony, pokonując w towarzyskim spotkaniu legendarny brazylijski Santos F.C. 3:1. To raczej niespodziewane, ale jak najbardziej zasłużone zwycięstwo należy niewątpliwie uznać za dobry prognostyk przed startem 15. sezonu MLS, który rusza już w tym tygodniu.
W pierwszym oficjalnym meczu rozegranym na Red Bulls Arena zmierzyły się dwie zupełnie odmienne ekipy. Santos to drużyna, której nie trzeba nikomu przedstawiać, chociażby z tego względu, że właśnie tam spędził swą karierę najwybitniejszy futbolista świata, Pele. Obecnie największą gwiazdą „Peixe” jest Robinho, który jednak nie przyleciał do USA z powodu kontuzji. Czerwone Byki są na przeciwnym biegunie. To klub bez osiągnięć, ale z wielkimi ambicjami, zaczynający dopiero nową epokę. Jego najlepszym graczem jest wybrany niedawno do jedenastki wszech czasów teamu z NY Kolumbijczyk Juan Pablo Angel, który ma za sobą m.in. sześcioletni epizod w Aston Villa. Jednakże i jego z udziału w sobotnim spotkaniu wykluczył uraz kolana.

Mimo braku awizowanych gwiazd, wybudowany za 220 milionów dolarów stadion pękał w szwach. Wyprzedane były nawet miejsca stojące. Wszyscy obecni byli wprost zachwyceni obiektem, bo trzeba przyznać, że robi naprawdę fenomenalne wrażenie. Pierwszy rząd krzesełek – wzorem lig angielskich – oddalony jest od linii bocznej o niewiele ponad trzy metry. Loże prasowe usytuowane są zaraz za ławkami rezerwowych, dzięki czemu wszystko widać jak na dłoni. Zresztą na całej arenie ciężko jest znaleźć miejsce, do którego można się przyczepić. W zasięgu kilkunastu kroków znajdują się: sklep dla kibiców, stoiska konsumpcyjne i mnóstwo toalet. Korytarze okalające trybuny wyposażone są w ponad trzy tysiące płasko ekranowych monitorów HD – wszystko po to, żeby zapewnić kibicom maksimum komfortu i wygody.
Oprawa też była wspaniała. Tuż przed pierwszym gwizdkiem na murawę wjechało wyścigowe auto z emblematami Red Bulls. Wysiadła z niego multimedialistka ostatnich igrzysk, alpejka Lindsey Vonn, która okazała się… doręczycielką piłki meczowej. Chwilę później, o 18:30 czasu lokalnego, zabrzmiał pierwszy gwizdek na Red Bulls Arena.















