Zmiana polityki transferowej na bardziej oszczędną i odważniejsze wprowadzenie do składu zawodników ze swojej rodzimej akademii. Do tego sensacyjne przyjście na ławkę szkoleniową Jorge’a Jesusa (do niedawna trenera rywala zza miedzy – Benfiki Lizbona), a wraz z tym zmiana stylu gry. Te właśnie elementy wydają się kluczem do tak znakomitej postawy Sportingu na początku sezonu 2015/2016.
Właśnie o tych problemach na wstępie słów kilka. Początek 2012 roku, Sporting tonie w długach, audyt niezależnej instytucji finansowej wykazuje, że klub jest w stanie bankructwa technicznego. Nagromadzone przez 13 lat długi zespołu ze stolicy Portugalii opiewają na potężną kwotę niemal 280 mln euro!
Mówi się, że tak ogromne zadłużenie „Biało-zielonych” wzięło się z kosztów, jakie przeznaczono na budowę nowej akademii Sportingu w Alcochete, którą otwarto w 2002 roku. Drugim oczywistym powodem są kwoty przeznaczane na transfery. Wystarczy tylko spojrzeć na bilans wydatków i wpływów w letnim okienku transferowym 2011 roku – wynosi on niespełna 30 mln euro na minusie.

Atmosfera w klubie robiła się coraz bardziej napięta, zawodnicy mieli problemy z terminowym otrzymywaniem wypłaty. Napięte stosunki na linii piłkarze – klub oraz liczne kontuzje odniesione przez zawodników w trakcie sezonu doprowadziły do tego, że sezon 2011/2012 był kolejnym nieudanym dla Sportingu na krajowym podwórku, bez żadnego trofeum, rozgrywki ligowe kończąc na czwartym miejscu.
Nie pomógł nawet fakt, że szkoleniowcem „Lwów” był uważany za jednego z najbardziej utalentowanych trenerów portugalskich – Domingos Paciencia, który rok wcześniej doszedł ze swoją ówczesną drużyną, Sportingiem Braga, aż do finału Ligi Europy. Na nic zdały się także wydane miliony euro na zawodników takich, jak: Ricky van Wolfswinkel, Diego Capel, Valeri Bojinov czy Emiliano Insua.
Wraz z objęciem sterów klubu przez nowego prezesa, Bruno de Carvalho, w marcu 2013 roku Sporting zaczął wracać na odpowiednią ścieżkę. „Lwy” pozbyły się z drużyny przepłaconych oraz zbyt kosztownych w utrzymaniu piłkarzy. Doszło też do korekty polityki prowadzenia klubu w porównaniu z poprzednią erą. Sporting zaczął jak najmniejszym kosztem pozyskiwać nowych zawodników, stawiając wszystko na maksymalny zysk ze sprzedaży piłkarzy.
Przez klub z Alvalade przewiijali się jednak kolejni trenerzy, którzy nie potrafili zdobyć żadnego trofeum. Posuchę przerwał Marco Silva, pod którego wodzą Sporting na koniec sezonu 2014/2015 zdobył Puchar Portugalii (pierwsze jakiekolwiek trofeum od 2008 roku). Jednak i Silvie podziękowano w drużynie za współpracę. Nikt chyba nie spodziewał się, że jego następcą zostanie Jorge Jesus, który do niedawna święcił sukcesy z odwiecznym rywalem „Biało-zielonych” – Benficą. Wraz z przyjściem nowego szkoleniowca na Alvalade nastała nowa jakość, a w efekcie tego uzyskiwane są świetne rezultaty, które cieszą wszystkich sympatyków Sportingu.












